wtorek, 31 marca 2015

Koszulki z I ROCK - recenzjone



 Hej! \m/ Dzisiaj mam dla Was obiecaną recenzję koszulek ze sklepu I ROCK. Wiem, że z nią zwlekałam, ale miałam trochę spraw na głowie, takich spraw, których nikomu nie życzę. Średnio miałam ochotę siadać do komputera w ogóle. No, ale jestem :)

 Koszulki zamawiałam metodą bez rejestracji - to było mega szybkie zamówienie, bo od razu wiedziałam, które wzory skradły moje serce! :D Były to:

http://irock.pl/rockbaby-ubrania-dzieciece/49-mniejsze-zlo-.html

http://irock.pl/rockbaby-ubrania-dzieciece/61-slucham-metalu-ale-w-czarnym-jest-mi-goraco.html

Sam etap zakupów jak i płatności jest uberprosty, zero komplikacji systemowo-technicznych.

Koszulki przyszły do mnie chyba na drugi dzień roboczy po złożeniu zamówienia. Starannie złożone i zapakowane. W każdym opakowaniu znajduje się produkt + ulotka reklamowa, co jest bardzo sympatycznym dodatkiem - można znaleźć tam wszystkie niezbędne informacje i namiary na sklep.




Ponadto do każdej z koszulek dołączona jest metka producenta jak i sklepowa z rozmiarem, informacjami niezbędnymi przy praniu i suszeniu. 




Jak widzicie na powyższym zdjęciu, zamówiłam Jakubowi te t-shirty nieco na wyrost. Masę ma rockowych ciuszków na teraz, więc taki lekki skok w przyszłość wydał mi się praktyczny. 


A oto jak prezentuje się pan Jakub. Sesja w przedszkolu ^^






Tył tej koszulki zawiera logo i adres internetowy sklepu. Jak dla mnie nieco za duży ten nadruk, ale ja z natury nie lubię mieć niczego nadrukowanego na plecach t-shirtów, zwłaszcza w takim formacie. Jakubowi w bieganiu to nie przeszkadzało, a pewnie w przyszłości oszczędzi odpowiadania na pytanie "Skąd masz taką koszulkę?" ;)

Edit: Tył koszulki ma logo, gdyż jest to produkt dodatkowy. Wszelakie inne zamówienia nie mają tego nadruku - pani szefowa zapomniała wspomnieć! :)
W takim wypadku wielkość loga uzasadniona, nie byłoby przecież niż złego w sygnowaniu każdego ze swoich produktów drobnym symbolem ;)



Zmiana scenografii na naszą fachową ścianę!




 Nadruk na koszulkach wykonany jest nietoksyczną folią flex z certyfikatem Oeko-Tex Standard 100, odporną na ścieranie, spieranie i rozciąganie. Test pralki potwierdza - co prawda prane były po jednym razie, ale nadruk wydaje się być trwały. Jest w dotyku taki... ceratkowy, lekko połyskujący.


 A teraz niespodzianka. Co robi Ragana, jak się jej bardzo nudzi? Kombinuje. Wymyśliła zatem, że czemu by nie spróbować wcisnąć się w synkowy t-shirt. I co? Wlazła :D Bez ryzyka rozciągnięcia - koszulka odpowiada bowiem mojemu rozmiarowi XXS :D No i podkreślę, że jestem wzrostu przeciętnej 12 latki, zatem nie namawiam do powtarzania tego eksperymentu nie-Hobbitom :)
Synek powiedział, że będzie mi obie pożyczał na zumbę :D




Podsumowując - I rock to sklep, który polecam. Ciekawe wzory, bogaty asortyment dla dzieci, młodzieży dorosłych i ciężarnych, dobra jakość i przystępne ceny. Miła obsługa - czego chcieć więcej ;)


środa, 25 marca 2015

I rock - rockowe ubrania dla całej rodziny!


Uwielbiam poznawać Was - drodzy rodzice. Inspirujecie mnie niejednokrotnie.  Dzisiaj z dumą prezentuję sklep założony przez jedną z naszych mam - Mama Rockowa. Sklep o nazwie I rock.


irock.pl

I rock powstało, ponieważ już kiedy zdecydowałam się na pierwsze dziecko wiedziałam, że nie będę miała po co wracać do pracy w której w tamtym czasie pracowałam. Stąd wziął się pomysł na swoją firmę, a idea rockowych ubrań narodziła się naturalnie z naszej miłości do dobrej muzyki i synka.

Mama Rockowa we własnej osobie i Bruno ;)

 Okazało się, że otworzyć sklep z odzieżą alternatywną to nie do końca takie hop siup. Cieszę się, że pomimo trudności właściciele nie poddali się i dopięli swego.

Ponieważ wszystkie instytucje do których zwracaliśmy się o dofinansowanie na start firmy uznały, że nisza rockowych ubrań dla dzieci nie ma racji bytu na naszym rynku, firma powstała z tysiąca złotych naszych oszczędności które z trudem udało nam się uzbierać. Nawet doskonałe udokumentowane argumentów finansowe i marketingowych, nie były w stanie przemówić do urzędniczego sposobu postrzegania świata. ;) Działamy od grudnia 2013 roku, wciąż rozszerzamy swoją ofertę, od kilku miesięcy mamy też w ofercie nierockowe propozycje.

Asortyment I rock to body i koszulki dla niemowląt, dzieciaków, młodzieży, dorosłych i ciężarnych. Zobaczcie sami, co fajnego mają w ofercie! Mnie najbardziej podobają się nadruki dziecięco-zespołowe, no i fakt, że są u nich rzeczy dla ciężarnych. A dowiedziałam się u źródła, że sklep ma masę nowych, fajnych pomysłów na rozszerzenie i tak już całkiem niezłego asortymentu :)









 [Oświadczam, że wszystkie użyte w poście zdjęcia zostały pobrane za wiedzą i zgodą właścicielki I rock ze strony sklepowej i jej bloga]

Kilka słów o materiałach. I rock posiada certyfikaty jakości materiałów. Dla mnie to ważna informacja, że bawełna jest 100 % z bezpiecznych źródeł.

Zamówiłam już swoje wybrane produkty - kontakt jest przemiły i podoba mi się, że jest możliwość odbioru osobistego w Warszawie ;) 

Zapraszam do zapoznania się z ofertą I rock - mam nadzieję, że dostanę przesyłkę na dniach, wówczas w weekend zrobię dla Was recenzję :)


Strona internetowa: http://irock.pl/
Facebook: https://www.facebook.com/rockoweiszalowe?fref=ts

niedziela, 22 marca 2015

6 lat.


Co roku w urodziny synka fundowałam sobie małą retrospekcję myślową. Wspominałam moment jego pojawienia się na świecie... Z czasem jednak szczegóły mi się zacierają. Może to i dobrze, przecież nie muszę pamiętać co mi podali, albo jak szybko schodziła ze mnie narkoza. Liczył się tylko On - to właśnie pozostało tak jaskrawe, jak sześć lat temu. 

Synek mój jest stuprocentowym dzieckiem przesilenia wiosennego. Tego roku pogoda była bardzo łaskawa i mogliśmy w pełni cieszyć się nie tylko naszym prywatnym świętem, ale też prawdziwą wiosną. 

Ta rocznica urodzin Jakuba była jednak inna niż zwykle. Dla mnie zwłaszcza. Tego dnia czułam potęgę mojej kobiecości - Kasia-Mama i Kasia-Kobieta stopiły się w jedno i to uczucie dało mi niesamowitą radość, siłę i spokój. Część z Was może nieco zdziwią te słowa. Ale tak się toczy moje życie, że póki co oba te bieguny muszą żyć w odosobnieniu. Kwestia czasu, kwestia szczęścia chyba bardziej. Cudownie mieć świadomość, że podobna radość towarzyszyła nie tylko mnie. Synek - choć biegał jak nakręcony - zauważył radość mamy i mam wrażenie, że to było dla niego równie ważnym prezentem, jak roboty, śrubeczki, miecz, rzutki, sala zabaw i baloniki.

Dziękuję! ;)

Uczynię zdjęcie bardziej zajebistym - zamknę oczka, a co!

Z drogi śledzie, Kuba jedzie! :)

Szybciej! Szybciej!

Ciekawe co będzie, jak zrobię Mamie z prezentu kapelusz ;]

Też Cię kocham, ale puść mnie już, Mamo! :)

czwartek, 19 marca 2015

Dział ksiąg/gier zakazanych, a także o tym, jak "szatańsko-lucyferiański" Harry Potter wpłynął na moje dzieciństwo.


Dziś o bzdurach. Naprawdę, będzie to post o bzdurach, które miałam okazję czytać już nie raz.

Wczoraj znajoma udostępniła link, w którym znalazł się ranking "niebezpiecznych książek, gier i filmów", zawierających rzekomo treści, po których niezwłocznie zostaniemy opętani przez Szatana. Trudno mi nie reagować śmiechem na podobne wymysły. Nie wiem, kto to tworzy. Nie, nie będę atakować katolików, bo sama wierzę w Boga i czuję się mimo wszystko zdrowa psychicznie ;] 

Na tej liście znalazły się setki pozycji. Podzielone były na kategorie: treści zawierające okultyzm, satanistyczno-lucyferiańskie, oraz pozostałe. Na temat gier się nie wypowiem, niestety, bo w nie nie gram (wiem, ignorantka ze mnie). Ale pozycje jak Neverwinter Night, Disciples, Wiedźmin czy Diablo kojarzę  no i owszem, są mroczne, ale pfff... potępienie? :D

Jest jednak coś, co doprowadza mnie do szewskiej pasji. Mianowicie umieszczenie sagi o Harrym Potterze w dziale "satanizm/lucyferianizm".
Ja wiem, ze magia, zło, zaklęcia to jest coś, czego kościół nie lubi. Ale DLACZEGO pominięte zostają wszystkie kwestie pozytywne, jakie niewątpliwie te książki niosą. 


Moja przygoda z Potterem zaczęła się w wieku 11 lat - byłam równolatką bohaterów, kiedy 14.02.2001 roku zasiadłam w kinie na pierwszej części. I tak, oczarowało mnie. Ześwirowałam totalnie. Pożarłam pierwsze cztery tomy, w kinie pojawiały się kolejne filmy... Oczekiwałam z niecierpliwością na kolejne książki ciekawa, jak to się skończy. Rosłam razem z Potterem. Ryczałam w głos po przeczytaniu ostatniego tomu, a byłam już 18 latką... Ryczałam, bo skończyło się oczekiwanie, które napędzało mnie swoją słodyczą przez 7 lat mojego życia. Ludzie pamiętający mnie ze szkoły podstawowej wiedzą, że była ze mnie wypisz-wymaluj Hermiona. Prymuska, przemądrzała, ale oddana przyjaciołom. Tachałam książki, spędzałam sporo przerw w bibliotece. Moje przybory szkolne, zeszyty, linijki, kolorowanki, ręcznik - wszystko było z Harrym Potterem. Kupowałam i kolekcjonowałam naklejki z gum, zażerałam się Fasolkami Wszystkich Smaków Bertiego Botta. A szczytem mojej potteromanii był opasły zeszyt z wycinkami z gazet. Wklejałam doń wszystko, co z Potterem związane, wypisywałam zaklęcia (do dziś znam wszystkie na wyrywki), informacje o bohaterach, aktorach i autorce. 








Opętało mnie? Czy byłam pod wpływem Szatana? Czy to on był odpowiedzialny, za taką manię? 

Powiem tak. Jeżeli to faktycznie prawda, to jestem za to mega wdzięczna. Te książki wniosły do mojego życia (na ówczesnym etapie oczywiście) o wiele więcej, niż jakakolwiek inna pozycja. Żadna książka nie nauczyła mnie tyle o oddaniu, przyjaźni, wierności idei i dobru. Tak, dobru właśnie. W HP zło jest przedstawione dość jaskrawo, chociaż często używa podstępów. Saga uczy strzec się tego, nie lekceważyć, ale też nie dać się przekabacić. Bohaterowie murem stoją po stronie dobra, walczą o lepsze jutro. To dobro tu triumfuje, choć droga do niego jest często długa i bolesna. Rowling uczy nas, że życie nie jest łatwe, ale z pomocą przyjaciół można sobie poradzić. Ta lekcja wdarła się najgłębiej w moje serce - na szczęście mam przy sobie ludzi, którzy stoją za mną murem. Nauczyłam się również stać po stronie dobra i jakkolwiek zło nie byłoby kuszące, wiem, że zawsze jest zgubne. Nauczyłam się dawać drugą szansę. Nauczyłam się, że wieczna miłość może istnieć...

Do dzisiaj ściska mi gardło ze wzruszenia na tym cytacie..


Ale czy ludzie tworzący takie rankingi cokolwiek sobie z tego zrobią? Nie. I tak będę zła, bo tak. Bo gotka, bo czarne ciuchy, bo szatańska muzyka, bo złe książki o magii. I jeszcze czyta je na dobranoc dziecku! Faktycznie. Straszna zbrodnia. Szkoda tylko, że nie znajdzie się osoba, która jasno udowodni mi zły wpływ książek, dzięki którym połowa ludzkości ponownie zaczęła czytać!


Cóż byłby ze mnie za Potteromaniak, gdybym nie miała własnych IŚ!

HP to tylko przykład bezsensownych posądzeń. Takich książek znam wiele. Spotkaliście się z podobnie bzdurnymi zarzutami wobec Waszych ulubionych powieści, zwłaszcza dla dzieci/młodzieży? Mieliście okazję dyskutować o tym, odpierać zarzuty?

Taki apel do osób ślepo żyjących pod dyktando ludzi tworzących podobne rankingi. Darujcie sobie, dajcie nam spokój.  Rodzice mają swój rozum i jeżeli coś jest warte przyswojenia, bez względu na to, jak klasyfikuje to wyżej wspomniana grupa ludzi, pozwolą dziecku przeczytać/obejrzeć/zagrać. Jeżeli krew się leje a demony pełzną na ekranie, to logiczne, że zareagujemy, zabronimy. Ale ja, jako mama, nie życzę sobie, żeby moje dziecko (a także i ja) było piętnowane i klasyfikowane ze względu na to, jakie książki czytamy. Jeżeli się nie zgadzacie, zaproponujcie mi coś równie wartościowego, zatwierdzonego przez osoby, których tak ślepo słuchacie wyłączając zdrowy rozsądek.

czwartek, 12 marca 2015

Torby z logo Mama w glanach - już w sprzedaży!


Kochani, dzisiaj notka na szybko.
Chcę Was jedynie zaprosić do zakupu eko-toreb z naszym logo :)

Są bawełniane, czarne, spokojnie mieszczą A4. Idealne na miejskie wypady, zakupy, jako prezent dla znajomej alternatywnej mamy. Zwracają uwagę ;)


Cena to 19 zł plus koszty wysyłki. Torby zostały wystawione na Allegro - zostało jeszcze tylko 5 sztuk (w chwili pisania notki).




Klikajcie i zamawiajcie \m/

poniedziałek, 9 marca 2015

Czy ubieranie dziecka alternatywnie to nasz obowiązek?


Nie. Mogłabym zakończyć na tym ten wpis :D 

Czasami młodzi rodzice mają chęć ubierać dziecko wyłącznie w swoim klimacie. Ale nie oszukujmy się - najczęściej nie da się mieć (zwłaszcza przy pierwszym dziecku) absolutnie wszystkiego mrocznego. Jest to trudne do skompletowania i przede wszystkim drogie. 

Zaskakujące jest, że czasami w takich sytuacjach słyszy się głosy o pozerstwie (wtf?!) - kiedy rodzice są w pełni alternatywni, a ich maleństwo jest w "normalnych" ciuszkach. Ludzie... Puknijcie się w głowę. Maluchowi ma być przede wszystkim wygodnie. Możemy ubierać dzieci jak chcemy, bo to tylko i wyłącznie nasza sprawa. Nikt nie powinien narzucać takich kwestii rodzicom. 

Kilkoro z Was było gośćmi znanego programu tv, w którym opowiadali, że mają prawo ubierać dziecko na czarno/rockowo/punkowo. Cieszę się, że puentą tego odcinka było podkreślenie, że ubiór to sprawa indywidualna, że to rodzice stoją na straży stylu swojego dziecka. Ale spokojnie, ubieranie dziecka alternatywnie to też żaden przymus. Maluchowi naprawdę jest wszystko jedno co ma na sobie - np podczas zabawy z innymi dziećmi, w piaskownicy. Nie ma obowiązku stylizowania dziecka każdego dnia. To naprawdę nic złego, jeżeli w szafie dzieci znajdują się ciuszki takie same, jak ciuszki dzieci rodziców niealternatywnych. 

Skąd pomysł na ten wpis? Spotkałam koleżankę, dość dawno nie widzianą, z którą znałam się w moich latach przedgotyckich. Zaskoczona była, że mój synek ma beżową kurteczkę i granatowe jeansy, a TYLKO czapka, szalik i rękawiczki są czarne. "No ale jak to, to nie ubierasz dziecka na czarno?" - "Ubieram, ale niecodziennie" - "A to tak można?"

A czemu nie? Akurat w kwestii Jakuba - on uwielbia rockowe ciuszki, ale nie zawsze ma na nie ochotę. Potrafi tydzień przechodzić w czaszkach i czerni, a na następny ubrać błękitną koszulkę z Angry Birds, albo z innymi ulubionymi bohaterami bajek. I spoko, szanuję to. Mały zazwyczaj sam sobie wybiera strój na "jutro", niezależnie od poziomu mroku w tych ciuszkach pozwalam mu decydować. Jak będzie chciał w przyszłości mieć tylko czarną garderobę, będziemy do tego dążyć, na razie nie widzę takiej potrzeby.

Także młodzi rodzice - bez spiny. Nikt Wam niczego nie narzuca. Jeżeli Wasze dziecko ma zostać gwiazdą heavy metalu, to i tak nią zostanie, nawet, jeżeli teraz śpi w żółciutkich śpioszkach z kaczuszką ;)

Kilka zdjęć z naszego prywatnego archiwum :)





środa, 4 marca 2015

Kolczyki u niemowląt? Nie dajmy się zwariować!


Większość z zaglądających tu czytelników ma kolczyki w różnych miejscach ciała, tunele. I fajnie! Piercing bardzo mi się podoba, choć sama mam ledwie 7 dziurek w uszach. Ale nie tego dotyczy ta notka.

Należę do kilku grup dla mam. Nie udzielam się tam szczególnie, ale czasem co nieco poczytam. Ostatnio jedna mam zaproponowała temat kolczyków u maleńkich dziewczynek - od kiedy przebić uszka. To, co przeczytałam nieco mnie przeraziło, ale jestem ciekawa Waszego zdania, zwłaszcza mam małych dziewczynek.

z: sosrodzice.pl


Ja miałam przebijane uszy w wieku 6 lat. Sama chciałam, męczyłam o to mamę około pół roku. W końcu przebicia podjęła się ciocia z doświadczeniem w tej sprawie. Nawet nie czułam, kiedy metal przeszedł przez mój płatek ucha, zero krwi; zagoiło się błyskawicznie no i ważne - dziurka powstała w dobrym miejscu, symetrycznie na moich obu uszach. Powtórzę zdanie pierwsze: miałam 6 lat i sama podjęłam decyzję, że chcę je mieć. Sama o to poprosiłam.

Na wspomnianej wyżej grupie mamy dziewczynek prześcigały się w tym, która wcześniej przebiła córce uszy. Wiek średni to około 6 miesięcy. Rekordzistka dała pod pistolet 3 miesięczne maleństwo.
Ja myślałam, że to jakiś żart, ale im więcej zaczęłam o tym czytać, tym bardziej się przeraziłam. 


A co było najczęstszym powodem tak wczesnego wieku przebijania? Pozwolę sobie na cytat:
"Nie będzie pamiętać bólu; popłacze i przestanie; jak się będzie paprać, to będzie miała to za sobą".
Serio? :/


Ludzie, po co 3 miesięcznemu dziecku kolczyki? Nawet maleńkie? To jawna zachcianka matki, która pozbawia dziecko możliwość wyboru. Jasne, pewnie dziewczątko prędzej czy później przebiłoby sobie uszy, ale jeżeli będzie typem chłopczycy, która nie chce nosić biżuterii?

Nie jestem przeciwna przebijaniu uszu, podkreślam. Jestem przeciwna robieniu tego tak maleńkim dzieciom, pozbawiania prawa decyzji o własnym wyglądzie. Jeżeli dziewczynka sama zechce przebić uszka, będzie tego świadoma to gwarantuję - nie poczuje nawet tego momentu, podobnie jak nie czułam ja.


Czytałam jakiś czas temu, że pistolet jest największym złem, jeżeli chodzi o przebijanie uszu dzieciom. Może dojść bowiem do rozerwania płatka ucha, powikłań w procesie gojenia. Przede wszystkim robią to najczęściej kosmetyczki, które -umówmy się - nie zawsze mają kwalifikacje. Nie znam się na tyle, żeby przedstawiać to jako fakt, poproszę o komentarz osoby zajmujące się profesjonalnie piercingiem, żeby rozwiały moje wątpliwości.

Gdy będę kiedyś miała córkę (a głęboko w to wierzę) to z pewnością nie przebiję jej uszu, dopóki sama o to nie poprosi. Według mnie wiek przedszkolny jest okej, wcześniej nie ma potrzeby. Niemowlaczki są najpiękniejsze naturalne, żadne ozdoby nie są im potrzebne.

Co myślicie na ten temat? Jaki wiek według Was jest odpowiedni?