niedziela, 22 marca 2015

6 lat.


Co roku w urodziny synka fundowałam sobie małą retrospekcję myślową. Wspominałam moment jego pojawienia się na świecie... Z czasem jednak szczegóły mi się zacierają. Może to i dobrze, przecież nie muszę pamiętać co mi podali, albo jak szybko schodziła ze mnie narkoza. Liczył się tylko On - to właśnie pozostało tak jaskrawe, jak sześć lat temu. 

Synek mój jest stuprocentowym dzieckiem przesilenia wiosennego. Tego roku pogoda była bardzo łaskawa i mogliśmy w pełni cieszyć się nie tylko naszym prywatnym świętem, ale też prawdziwą wiosną. 

Ta rocznica urodzin Jakuba była jednak inna niż zwykle. Dla mnie zwłaszcza. Tego dnia czułam potęgę mojej kobiecości - Kasia-Mama i Kasia-Kobieta stopiły się w jedno i to uczucie dało mi niesamowitą radość, siłę i spokój. Część z Was może nieco zdziwią te słowa. Ale tak się toczy moje życie, że póki co oba te bieguny muszą żyć w odosobnieniu. Kwestia czasu, kwestia szczęścia chyba bardziej. Cudownie mieć świadomość, że podobna radość towarzyszyła nie tylko mnie. Synek - choć biegał jak nakręcony - zauważył radość mamy i mam wrażenie, że to było dla niego równie ważnym prezentem, jak roboty, śrubeczki, miecz, rzutki, sala zabaw i baloniki.

Dziękuję! ;)

Uczynię zdjęcie bardziej zajebistym - zamknę oczka, a co!

Z drogi śledzie, Kuba jedzie! :)

Szybciej! Szybciej!

Ciekawe co będzie, jak zrobię Mamie z prezentu kapelusz ;]

Też Cię kocham, ale puść mnie już, Mamo! :)