czwartek, 29 maja 2014

Ogólnopolskie Targi Mody Alternatywnej Dark Market ;)


Alternatywni rodzice (i nie tylko, bo wiem, że wiele różnych osóbek zagląda na tego bloga)!


Chcemy serdecznie zaprosić Was do udziału w Targach Mody Alternatywnej Dark Market.



Pamiętam doskonale, jak kilka lat temu przeczytałam o Targach na dosłownie kilka dni po ich zakończeniu. Od tego czasu przysięgam sobie, że "następnym razem pojadę!" ;) Jednak w tym roku powstrzymała mnie uroczystość rodzinna. No trudno, następnego razu nie odpuszczę!

Dark Market to świetna okazja na uzupełnienie swej szafy przed zbliżającym się Castle Party (i innymi festiwalami plenerowymi). Jednak oprócz ciuchów, gorsetów, dodatków i biżuterii, na targach można znaleźć coś o wiele cenniejszego... Nowe znajomości! Wymiana doświadczeń między ludźmi o podobnym stylu, zainteresowaniach jest czymś bezcennym. 
W tym roku na Dark Markecie spotkacie takich wystawców jak Rebel Madness, Burleska, Raven Market, Barwy Nocy, Veil.pl, Nietoperzownia, DeathlessCorsets i wielu innych, fantastycznych, zdolnych ludzi!




Targi już od jakiegoś czasu przestały być tylko nastawione na handel. W tym roku ponownie będzie można zobaczyć wybory Miss Poison Girl, zobaczyć niesamowitą, interaktywną wystawę zwierząt egzotycznych, oddać się w ręce wizażystów (za darmo!!!). 
Po targach organizatorzy zapraszają na imprezę VAMPIRIADA.

Miejsce: Voodoo Club Bema 65 Warszawa 
Czas: 12.00-20.00
Cena: Bilet 5zł


Event nie do przegapienia. Wejściówka to jedynie 5 zł! Organizatorzy przygotowali jednak możliwość wejścia za darmo, jeżeli przyprowadzimy określoną liczbę znajomych. 
Już Wam zazdroszczę uczestnictwa w Targach, ja poczekam jeszcze rok :D

 
Szczegóły:
www.darkmarket.eu
Wydarzenie: https://www.facebook.com/events/458622380932193/
FP: https://www.facebook.com/targidarkmarket

wtorek, 27 maja 2014

Wyniki konkursu z okazji Dnia Mamy - MwG, Inhophetaminex, Bibeloty!






 Moi drodzy. Wybór był niesamowicie trudny, do ostatnich chwil miałyśmy wątpliwości, którą z mam nagrodzić. Postanowiłyśmy jednak, że laureatką konkursu z okazji Dnia Mamy zostanie autorka komentarza:





"Jestem matką i nic, co ludzkie mi obce nie jest.

Zanim zostałam matką, byłam - kurde, no nie pamiętam! Jakieś zaćmienie mnie ogarnia, bo całkiem obce mi teraz są chwile bez dziecka.


Co zmieniło we mnie bycie matką? No cóż, rzekłabym, że przede wszystkim dało mi poczucie pewności. Głównie pewności siebie, że z wtartym w spodnie bananem wyglądam szałowo, że fryzura jeden włos w lewo, drugi w prawo jest zawsze w modzie. Że mogę nie spać prawie wcale, a i tak cały dzień zasuwać jak mały króliczek duracela. Odkryłam, że cokolwiek nie ugotuję, moje chłopaki zeżrą - muszą być tylko odpowiednio głodni. Nauczyłam się, że porządku w domu nigdy nie będę miała. No cóż - tylko geniusz panuje nad chaosem! Okazało się również, że mam wybitny talent do opowiadania bajek, wycia kołysanek i, choć tak naprawdę niewiele ich znałam, nim matką zostałam - z każdej piosenki jestem w stanie stworzyć kołysankę. Naprawdę - z każdej. Posiadanie dziecka pozbawiło mnie wątpliwości, dotyczących takich codziennych babskich spraw... Już wiem, co mam założyć - to, co akurat jest czyste. Nie zastanawiam się długo, co będę jadła na śniadanie/obiad podwieczorek - jem to, czego mój mały szkodnik nie doje. A do tego miliony przegonionych za nim kilometrów. Normalnie dieta - cud! Zostałam mistrzynią w szybkim korzystaniu z toalety, choć i tak zawsze mały gremlin wie, kiedy chciałabym zostać sama i zjawia się z prędkością światła. Zostałam więc mistrzynią kamuflażu - no nie da rady inaczej, każdy potrzebuje chwili dla siebie... Bycie mamą to wspaniały sprawdzian wytrzymałości psychicznej i fizycznej. Po codziennym treningu z trzylatkiem stwierdzam, że żaden maraton mi nie straszny. Ba, ja nawet miliard w rozumie wygram z palcem w nosie!

Bycie mamą to najcudowniejsze, co mi się w życiu przytrafiło. Szkoła przetrwania i cud każdego uśmiechu dziecka w zamian. Bycie mamą to super moc i tylko mamy oraz ich dzieci (ewentualnie niektórzy tatusiowie) potrafią pojąć jej istotę i spectrum działania. A najfajniejsze jest to, że mogę się bezkarnie wydurniać i robić dziwne rzeczy, zachowywać się całkiem niepoważnie w blasku mego matczynego oddania! Taaaa, uwielbiam być mamą. Trzy lata już za mną, przede mną nowe, nieznane lądy macierzyństwa. I wiecie co? Cieszę się jak wombat w maśle, że w tak wielu sprawach mam już odrobinę doświadczenia! Fajnie jest być mamą, słyszeć "kocham ciem, mamusiu" a na pytanie dlaczego usłyszeć, jak ja dzisiaj: "bo jesteś wesoła"... Mamuśka powinna też mieć swoje pasje, by świat dziecka był bardziej zwariowany. No i by matka nie zwariowała! Ja mam. Nie oszalałam. A syna uczę walczyć mieczem, pokazywać "ślimaczka" palcami jednej dłoni i odkrywać piękne tajemnicze miejsca dookoła. Nie zmieniło się w tym zakresie wiele ponad to, że teraz plecak mam bardziej wypakowany i nosidło na plecach. Fajnie jest mieć dziecko i bawić się przy tym... jak dziecko!
"


- czyli pani MAGDALENA HOJWA!!!



Serdecznie gratulujemy (FANFARY!!!) i prosimy o kontakt na PW na każdej ze stron sponsorującej nagrodę, w celu ustalenia szczegółów jej odbioru :)



https://www.facebook.com/starocie?fref=ts



https://www.facebook.com/InhophetaminexArt?fref=ts



https://www.facebook.com/mamawglanach


Dziękujemy wszystkim Mamom za udział w konkursie :)
Dziękujemy również Kindze i Ali za pomoc w organizacji konkursu - polecamy się na przyszłość i życzymy powodzenia :)


poniedziałek, 19 maja 2014

KONKURS z okazji Dnia Matki - Mama w Glanach, Inhophetaminex, Bibeloty!





Wielkimi krokami nadchodzi nasze święto – Dzień Mamy!
Aby uczcić ten wyjątkowy dzień, postanowiłyśmy również ze swojej strony przygotować dla Was coś niezwykłego!

Ogłaszamy wielki konkurs z okazji Dnia Matki!
W organizacji wspomagają nas również strony:


https://www.facebook.com/starocie?fref=ts

Oraz

https://www.facebook.com/InhophetaminexArt?fref=ts



Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest wykonanie następujących kroków:

1. Polubienie strony Mamaw Glanach na FB,
3. Polubienie strony Inhophetaminex Art,
4. PUBLICZNE udostępnienie postu z notką konkursową,
5. Wykonanie zadania konkursowego.
Zadaniem będzie napisanie pod postem konkursowym (nie pod udostępnionymi!) komentarza, zawierającego odpowiedź na pytanie:


Co macierzyństwo zmieniło w Twoim życiu? Jaka przemiana w Tobie nastąpiła? Czym dla Ciebie jest bycie mamą?



Wraz z adminkami pozostałych stron sponsorujących nagrody, wybierzemy JEDNĄ, najciekawszą odpowiedź. Będziemy oceniać przede wszystkim kreatywność; możecie nas wzruszyć, zaskoczyć, zszokować – piszcie przede wszystkim szczerze i od serca. Zwracamy uwagę na poprawność językową ;) Nie jest to konkurs na lajki, ale może się zdarzyć, że będą one nam pomocne w przypadku kłopotów z wyborem. Zachęcamy więc do zbierania polubień, jednak nie są one niezbędne :)
Na wykonanie zadania macie czas od teraz do 25 maja do północy.
26 maja w godzinach wieczornych postaramy się ogłosić wyniki.




Przejdźmy do nagród – bo są one więcej niż przyjemne : )


INHOPHETAMINEX ART– podejmie się obróbki graficznej dowolnego zdjęcia według pomysłu zwycięskiej mamy. Na odbiór tej nagrody przewidziany jest termin do 2 tygodni od momentu ogłoszenia wyników konkursu.


BiżuteriaGotycka, steampunk, victorian i nie tylko - ufundowała tę oto przepiękną, gotycką kryzę oraz rękawiczki!










Mama w Glanach - funduje dla zwycięskiej mamy spódniczkę firmy cocomoda (która może również służyć jako halka pod gotyckie kreacje), kolor szary, rozmiar uniwersalny (gumka); czerwoną, koronkową bransoletkę (kwiatuszek minimalnie się różni od tego ze zdjęcia, jest bardziej różyczkowy), oraz troszkę kosmetyków różnych firm (m.in. maseczka, odżywka do włosów).

zdjęcie pochodzi ze strony cocomoda
zdjęcie ze strony top_biżuteria


Życzymy udanej zabawy i powodzenia wszystkim mamom! :)

niedziela, 11 maja 2014

Dziecko to dopiero początek... ;)


Żadna tajemnica, że synka urodziłam naprawdę wcześnie. Wiecie co najczęściej słyszałam oprócz gratulacji? "Teraz się skończy zabawa". Ja i zabawa? Pfff... W pubie byłam raz w życiu! W klubie tanecznym - nigdy, to nie miejsce dla mnie. Koncerty? Hm... Może i z 10 się uzbiera, jednak w większości to powszechne "plenerówki". Nudziara ze mnie, co? Czy coś się zatem faktycznie dla mnie skończyło?

Przeciwnie. Otworzyło się dla mnie o wiele więcej możliwości. Gdyby nie synek nie odkryłabym wielu ze swoich pasji, bez których teraz nie wyobrażam sobie życia. Przecież aby móc realizować siebie wcale nie trzeba oddawać dziecka komuś pod opiekę - maluch może być świetnym kompanem!

Kiedy dziecko widzi, że jego rodzice ograniczają się tylko i wyłącznie do wykonywania obowiązków, przyjmuje taki wzorzec dla siebie. To nieuniknione. Kiedy tata tylko chodzi do pracy a po niej odpoczywa, a mama tylko sprząta i gotuje, nie mając chwili dla siebie, dziecko przyjmie, że tak właśnie ma  być. Nie będzie zdawało sobie sprawy, że będąc dorosłym można się wciąż świetnie bawić, realizować swoje pasje godząc je perfekcyjnie z życiem rodzinnym. Nie ma nic przyjemniejszego, niż zarażenie dziecka tym samym bakcylem ;)

Po ciąży za wszelką cenę podkreślałam swoim strojem, że jednak moja talia nie została ostatecznie unicestwiona. Tak rozpoczęła się moja przygoda z gorsetami... bez których dziś nie mogłabym funkcjonować! Nie tylko uwielbiam je nosić, o nich czytać, wyszukiwać bezcenne informacje nt historii tego elementu stroju, ale również obserwować, jak bardzo - wydawało by się wymarła - sztuka gorseciarstwa ma się dobrze, ile mamy utalentowanych dziewcząt je szyjących.

W miarę rozszerzania swej wiedzy (która wciąż tkwi w zalążku!) na temat gorsetów, uzależniłam się od mody XIX wieku. Mój dotychczasowy gotycki styl ewoluował i przestał być mieszanką różnych dziwnych naleciałości; stał się niemal w pełni inspirowany epoką wiktoriańską. No tak, ale gdzie tu udział dziecka? 

Jesteś śliczna, mamo!
Otóż uwierzcie, nie ma nic wspanialszego niż usłyszeć od własnego dziecka, że wygląda się pięknie w strojnej sukni, o wiele ładniej niż w leginsach. Usłyszeć, że mama musi częściej nosić sukienki i gorset, bo jest wtedy śliczna...
To z kolei ewoluowało w chęć zajęcia się kostiumingiem, rekonstrukcją XIX wieku. Zmiany stylu bycia na bardziej wytworny, jeszcze większego dbania o poprawne wysławianie się, pisanie... Zawdzięczam to również mojemu dziecku.

Mamo, ja chcę być rycerzem!
Niewinne marzenie, wydawało by się takie powszechne u małych chłopców sprawiło, że postanowiłam zabrać go na piknik średniowieczny Einherjar. Dziecko mi przepadło, zachwycone uzbrojeniem, walkami... Przepadłam i ja. Absolutnie zakochałam się w klimacie średniowiecza. Podziwiam ogromnie wszystkich ludzi, którzy poświęcają swój czas, inwestują ogromne pieniądze, posiadają niełatwą wiedzę historyczną w ujęciach tak szczegółowych. Rekonstruktorzy przecież też mają rodziny - widzieliśmy niemowlęta ubrane w średniowieczne ciuszki, coś wspaniałego! Uzależniłam się od rękodzieła - uczę się technik tkania krajek, a także "dziergania" igłą. Nie miałabym pojęcia, ile mi to sprawia radości, gdyby nie mój syn.



Mamo, opowiedz mi historyjkę!
Ile razy słyszycie prośbę dziecka, dotyczące opowiedzenia bajki na dobranoc? Na pewno minimum raz dziennie. Mój synek jednak postanowił mnie zmotywować do myślenia, wymyślał temat, a ja na poczekaniu wymyślałam i opowiadałam mu bajeczki, których nazajutrz niestety nie pamiętałam. Zaczęłam je więc luźno spisywać. Dzięki temu na moim pendrivie znajduje się kilkanaście historyjek, z których część jeszcze czeka na porządną korektę. Moim marzeniem jest wydać książeczkę z opowiadaniami, historyjkami dla dzieci. Dotychczas pisałam jedynie wiersze. Nigdy nie wpadłabym na pomysł, że literatura dla dzieci może sprawiać taką frajdę w procesie tworzenia!

Mamo, nie chcę lekarstw!
No bo kto chce je brać, kiedy jest chory? Szukając zamienników dla pełnych chemii lekarstw, zaczęłam zagłębiać się w sztukę ziołolecznictwa. Sprawdzam teraz dokładniej składy syropków np. na przeziębienie. Fascynujące, jak bardzo przyroda nam służy, jak wydawałoby się niepotrzebne chwasty bywają cenne! Jak babcine sposoby mogą być skuteczne! Pojęcia bym o tym nie miała, gdyby nie mój synek. Czarny bez, lipa, rumianek, miód - tego teraz nie brakuje w mojej apteczce.

Mamo, włącz mi koncert Epici!
Synkowi przypadł do gustu ten zespół. Cieszy mnie to bardzo, bo to moja ulubiona grupa. Kubuś był mały, kiedy byłam na ich koncercie. Kiedy dostałam od świętego Mikołaja ich koncert RETROSPECT na DVD, synek mógł w końcu zobaczyć jak to jest, w pewien sposób bezpiecznie doświadczyć atmosfery koncertu. Teraz wiem, że marzy o tym, by kiedyś móc pojechać ze mną. Poczekam jeszcze może dwa lata i spełnię to marzenie. Czy może być coś wspanialszego? :)




Mogłabym w nieskończoność podawać przykłady na to, jak wiele rzeczy odkryłam dzięki macierzyństwu. Radość ze wspólnych ćwiczeń na siłowni. Urok spacerów w nieznane. Przede wszystkim nie mogłabym prowadzić tego bloga i nie poznałabym tak ciekawych osób, jak Wy! :)
Nawet, jeśli czasem robimy coś wydawałoby się dla własnej przyjemności, tak naprawdę korzysta też na tym nasze dziecko. Mając aktywnych, szczęśliwych rodziców samo takie będzie.


wtorek, 6 maja 2014

Złe moce, uroki zadawane dzieciom - wierzyć w nie, czy nie wierzyć?


Drodzy rodzice. Dzisiaj napiszę trochę o zjawisku, z którym się pewnie każda mama spotkała.
Mianowicie o urokach zadawanych małym dzieciom. U mnie w Wielkopolsce zwie się to "ociotowaniem".

Nie, to nie pomyłka. Notka będzie poświęcona zjawisku zabobonów, które pomimo XXI wieku są wciąż żywe. Niektórzy nie wierzą w takie rzeczy, jak zadawanie uroków dzieciom, inni są przekonani o prawdziwości takich zjawisk.

Może zanim przedstawię najpopularniejsze z dziwnych rytuałów wciąż odprawianych nad dziećmi wyrażę swoje stanowisko.

Nie wierzę w to. Byłam świadkiem takiego odczynania, a dziecko okazało się chore na epilepsję, jednak mając kilka miesięcy nie mogło dać w jednoznaczny sposób o tym znać.
To, że istnieją ludzie z tzw. złą energią jest akurat naukowo udowodnione, więc nie będę się tu roztkliwiać na tym temacie. Może dzieci są na ich wpływ bardziej narażone - nie wiem.
Doceniam spuściznę ludową, ale nie rozumiem odczynania uroków przy dziwnym zachowaniu dziecka, zamiast zabrania go do lekarza. I nie mówię tu o lekarzu pierwszego kontaktu, czy pogotowiu. Nie mam zaufania do wszelakich "znachorów" i niekonwencjonalnych metod.

A jednak... moja prababka była wiejską szeptuchą. Ponoć umiała urok zadać, jak i go odczynić. Może istnieją jakieś niezrozumiałe mi sposoby odpędzania złych mocy, ale ludzie, eksperymenty na własnych dzieciach? Nie zrobiłabym czegoś takiego.

O co tak naprawdę chodzi? Wyobraźcie sobie sytuację. Dziecko z pozoru zdrowe, radosne, wesołe - nagle zaczyna płakać wniebogłosy. Bez przyczyny. Rodzice próbują wszelakich sposobów, aby ukoić maleństwo, ale nic nie działa. Albo inna sytuacja - na spacerku z wózkiem, jakaś pani mówi: "O jakie śliczne maleństwo!" - po powrocie do domu dziecko zaczyna krzyczeć, prężyć się, bez powodu. Wówczas do akcji wkraczają ciocie, babcie czy sąsiadki, które mówią: "Przelej wosk, pomoże! Idź po czarcie ziele! Woda święcona, to jest to!"



 Oto najpopularniejsze sposoby pozbycia się "złych uroków", które "grożą" małym dzieciom:

*Czerwona wstążeczka - często połączona z wizerunkiem Matki Boskiej - przyznaję bez bicia, sama taką miałam. Ma ona ponoć chronić przez zadaniem uroku, odpędzić zły wzrok. Połączenie pogańskiego zwyczaju z religijnym wydaje się być szalonym pomysłem, jednak jest to najbardziej powszechny, tradycyjny rytuał ochronny. Ale nie jest lekarstwem i metodą na rozwiązywanie problemów!

*Przelanie wosku - ułożyć należy brzozowe gałązki w kształcie krzyża, nad główką dziecka. Lejąc wosk na gałązki, ponoć mamy zobaczyć to, czego boi się dziecko, ten rytuał ma pomóc oczyścić się dziecku z lęku. Idealny sposób na poparzenie maluszka, nie ma co ;/

*Spluwanie w 4 strony świata - towarzyszy ono "słonemu czołu" - które jest nieodłącznym znakiem uroku. Zastanówcie się, czy jak dziecko jest całe spocone od krzyku, nie będzie miało słonego czoła? To oczywiste. Zatem należy zlizać ową sól i splunąć najpierw za siebie, następnie przed siebie i na boki. 


* Kąpiel w czarcim zielu/żebrze, inaczej liść ostrożenia (nazwa w zależności od regionu) kupuje się w aptece, Jeżeli różne farfocle w kąpieli pływają, to znaczy, że klątwa wychodzi. Że dusza i ciało dziecka się oczyszcza. A to, że tworzy odurzające, wg niektórych zielarzy halucynogenne opary, to już nic takiego, tak? ...


*Kąpiel w wodzie święconej, takiej wziętej z kościoła - chyba nie istnieje bardziej zanieczyszczona bakteriami woda, niż ta. Jeżeli ktoś jest wierzący, to niech poprosi o poświęcenie wody z własnego kranu, w której tak czy siak dzieciątko się kąpie...


*Rozbicie surowego jaja pod łóżeczkiem dziecka. Mmmm, poezja zapachowa wręcz, zwłaszcza, że trzeba poczekać, aż się popsuje... 

* Zakaz wstępu dzieciom na cmentarz do 1 roku życia - po przywlecze za sobą pokutujące dusze. Mój mały faktycznie dostawał szału na cmentarzu, ale tłumaczę to sobie raczej tym, że się nudził w wózku.


*Niedopuszczanie, by światło księżyca padało na łóżeczko - bo księżyc jest be, zwłaszcza w pełni... Faktem jest skłonność do aktywności przy pełni księżyca osób nań podatnych, wielu z nas cierpi wówczas na bezsenność, więc dzieciątko nie ma prawa?


*Przetarcie buziuni dziecka czymś ślubnym - chusteczką, którą miałyśmy ze sobą, koszulką, skrawkiem sukni czy welonu; słyszałam jeszcze wersję z koszulą nocną.


* Nie pozwalanie, by ktoś zaglądał do wózka - no nie wiem jak inne mamy, ale wara obcym od mojego dziecka i mojego wózka, bez znaczenia, czy chce rzucić urok, czy nie ;/


*Przeklęcie wiedźmy - czasem słyszy się, zwłaszcza na wsiach, że jedna z pań ma w sobie COŚ. Owym CZYMŚ sprawia, że dzieci płaczą na jej widok, zyskuje jakże niechlubny przydomek wiedźmy. Należy wówczas w myślach przeklinać na taką czarownicę, życzyć jej wszystkiego najgorszego - wówczas dziecka nie tknie. Hm. Mój synek swojego czasu zakumplował się z sąsiadką ponoć mającą takie uroki w sobie. Nic mu nie było. Oprócz tego, że co rusz dostawał albo słodkości, albo złotóweczkę na cukiereczka ;]



Napiszcie proszę, co sądzicie o tego typu czarach. Spotkaliście się z nimi? Może jeszcze słyszeliście o jakichś, których ja nie znam? Jestem ciekawa Waszej opinii.