wtorek, 29 kwietnia 2014

Nauka samodzielnego zasypiania metodą 3-5-7


Czy słyszeliście, drodzy rodzice, o tej metodzie nauki samodzielnego zasypiania?


Metoda 3-5-7 polega na stopniowym wydłużaniu czasu nieobecności przy zasypiającym maluszku.
W skrócie:
Po wieczornym rytuale (kąpieli, karmieniu) kładziemy dziecko do łóżeczka. Tłumaczymy, że teraz pora do spania, że jesteśmy obok i że zaraz wrócimy. Niezależnie od tego, czy kwili, czy leży spokojnie, wychodzimy na 3 minuty. Po ich upływie wracamy, uspokajamy dzieciątko (nie wyjmując z łóżeczka) przez dwie minuty, po czym wychodzimy na 5 minut. Wracamy, po dwóch minutach czułości znów wychodzimy na 7 minut. Po tym czasie już nie wydłużamy czasu nieobecności, od tej pory jest to 7 minut, do czasu, aż maluszek zaśnie. 



Ta metoda ma nauczyć dziecko samodzielnego zasypiania, a także rodziców tego, że należy opanować swoje emocje, być konsekwentnym.


Ponoć nauka samodzielnego zasypiania trwa tydzień - do dwóch. Nie potrzebne jest wtedy kołysanie, wożenie w wózku, nocne spacery, przejażdżki samochodem, telewizja... Mój synek jest już na to za duży, ale bywało tak, że kołysałam go w rytmach reggae dość długo. Może, gdybym słyszała o tej metodzie wcześniej, spróbowałabym.


Jestem ciekawa, czy ta metoda faktycznie działa. Czy ktoś z Was ją stosował/stosuje? Jak z efektami?

wtorek, 22 kwietnia 2014

Liebster namber fajf! (and six ;)

Bardzo nam miło, że zasypujecie nas nominacjami :)
Wyróżnienie Liebster Blog otrzymywane jest od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Osoba z wyróżnionego bloga odpowiada na 11 pytań zadanych przez osobę, która blog wyróżniła. Następnie również wyróżnia 11 osób (informuje je o tym wyróżnieniu) i zadaje im swoje 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, z którego otrzymało się wyróżnienie.


Tym razem nominowała nas
Agnieszka Wyka-Wojnarowska - prowadząca bloga http://sprytnamamablog.blogspot.com



Pytania od Morticii:

1. Czy jest książka, do której często wracasz ?
Tak, jest ich wiele: Saga o Harrym Potterze, "Dar Wilka" Anne Rice, "Kroniki Wampirów", "Alicja" J. Piekary, "Dracula" Stokera.
2. Kim chciałbyś/chciałabyś być przez jeden dzień i dlaczego ? ( z osób żyjąc,nieżyjących)
 Hmm... Chciałabym być wiktoriańską damą, najchętniej z epoki krynolin, by móc na własnej skórze przekonać się jak to jest nosić te cudne, acz niewygodne suknie ;)
3. Jak spędzisz Majówkę ?
 Jeszcze nie wiem. Najprawdopodobniej będę powtarzać literaturę przed egzaminem :)
4. Jakie ukończyłeś/ukończyłaś studia ?
 Wyższa Szkoła Zmieniania Pieluch ;] Studia dopiero przede mną; w tym roku broniłabym mgr.
5. Jakie jest najdziwniejsze/ najoryginalniejsze hobby, o którym słyszałeś/ słyszałaś?
 Hm... Chyba żadne hobby, jakiekolwiek by nie było niezwykłe, nie jest dziwne. Znam kilku freaków od rekonstrukcji, ale absolutnie dzielę ich pasje (niestety jeszcze nie czynnie) :)
6. Co sądzisz o moim blogu ?
 Hm... Twój blog staje się takim... "Jak coś ze świata alternatywnego nie znalazło się na Dark Passion, znaczy, że nie istnieje" :D I dobrze :D
7. Ulubiona alternatywna fotomodelka/fotomodel?
 Koseatra i Mamiko :)
8. Czy masz fobię ?
 Kilka. Zwłaszcza ichtiofobię i arachnofobię. Ponadto lęk przed wielkimi aglomeracjami i komunikacją miejską. I lęk, że nie będę mogła otworzyć drzwi wysiadając z pociągu :P
9. Co robisz zaraz po przebudzeniu ?
 Wyłączam budzik, całuję synka, zerkam do telefonu. 
10. Ulubiony kosmetyk ?
 Ostatnio to krem do rąk i odżywka do rzęs, oraz olejek arganowy do włosów. Z "malowidek" to tusz do rzęs i eyeliner ;)
 11. 3 rzeczy, które zabrałbyś/zabrałabyś na bezludną wyspę ?
 Krzesiwo, nóż i notatnik :D


Pytania od Agnieszki: Wyka-Wojnarowskiej:

1.Dlaczego piszesz bloga?
By pokazać rodzicom alternatywnym, że jest nas wielu :) By pokazać ludziom nas krytykującym, że nasz wyjątkowy wygląd to wartość, nie patologia ;] 2.Gdy się wkurzasz masz ochotę walnąć czymś o ścianę, czym?
Hm... Przyczyną zdenerwowania :D 3.Czy potrafisz krzyknąć na swoje dziecko?
Tak. A ono na mnie - niech się uczy asertywności! :) 4.Masz 3 minuty do wyjścia z domu z dzieckiem na rękach, co wrzucisz do torebki ?
Nie noszę dziecka na rękach już... Hm... Telefon i portfel. 5.Z jakiego postępu w rozwoju swojego dziecięcia byłaś najbardziej jak dotąd dumna?
Z jego przejawów dżentelmeństwa, empatii, oraz elokwencji, która była zaskakująca jak na jego wiek. 6.Choroby- wizytka u lekarza czy domowe sposoby?
Najpierw domowe. Lekarz to ostateczność. 7.Jakie słowo było pierwsze : mama czy tata , a może inne?
W kolejności: Geje, Egi, Dupa. Egipcik, Mama, Kakao, Tata. 8.Największy dotychczasowy błąd w roli rodzica to?
Pokazanie dziecku tak głupiej bajki jak "Pingwiny z Madagaskaru". 9. Cała Polska czyta dzieciom, czy i Ty mu czytasz?
Oczywiście!!! :)
10. Najbardziej beznadziejny gadżet dla malucha jaki zakupiłaś to?
 Nigdy nie byłam łasa na gadżety, dawniej matki obywały się bez nich. Hm... Mało przydatne były krótkie śliniaczki podczas ząbkowania - ślinił się o wiele obficiej, niż przewidział to producent ;)

Moje pytania:
1. Co sądzisz o moim blogu?
2. Czym ta wiosna różni się od poprzednich? A może nie różni się wcale? :)
3. Ulubiona bajka z dzieciństwa.
4. Rzecz, którą postanowiłeś/łaś koniecznie w życiu osiągnąć to?
5. Wilkołaki, wampiry, zombie, a może jakieś inne? Ulubiony potwór to...
6. Najpiękniejsze miejsce w Twoim regionie - pochwal się lokalną atrakcją :)
7. Najbardziej intrygujące, tajemnicze opowiadanie jakie przeczytałeś/aś to...?
8. Czego najbardziej Ci brakuje we współczesnym świecie?
9. Kolor przeważający w Twojej szafie?
10. Utwór, melodia, piosenka, która doprowadziła Cię do łez to..?
11. Spotykamy się. O co do picia poprosisz? Soczek, kawa, herbata? :)

Nominuję:

Pozdrawiam!
K.

piątek, 18 kwietnia 2014

Hardrock Hallelujah!

Krótko i na temat - wesołych! :)
Szczęśliwych, radosnych, przede wszystkim rodzinnych świąt!
Nie przejedzcie się mazurkami! ;)

Oto kilka inspiracji na stworzenie alternatywnych pisanek:
(zdjęcia pochodzą z Internetu)




















Moje własne "dzieło" ;]





środa, 16 kwietnia 2014

Alternatywne suknie ślubne

Zdania na temat oryginalnych/alternatywnych sukien ślubnych są mocno podzielone. Niektóre kobietki na co dzień biegające w glanach do ślubu idą w tradycyjnej, białej sukni ślubnej, a inne przeciwnie, chcą zaakcentować swoją oryginalność nawet (a może zwłaszcza) w ten szczególny dzień. Suknia odbiegająca od tradycyjnego modelu może nieść za sobą obawy o zbyt duży koszt uszycia, opinie rodziny. Suknia tradycyjna zaś niesie obawy wrzucenia w gotową szufladkę panny młodej-żony wraz z wieloma wymaganiami odnośnie wyglądu czy zachowania, a także o to, co począć z taką suknią już po ceremonii, jeśli odbiega od naszego codziennego stylu. Jest to z pewnością kwestia gustu każdej damy, a gusta, jak wiemy są różne. Myślę, że właśnie dzięki temu istnieje taka różnorodność wśród ślubnych ubiorów oraz wiele kompilacji obu przedstawionych modeli.
Kasia miała piękną, białą, tradycyjną suknię, a do tego ....gotycki makijaż ;) Wbrew pozorom takie zestawienie nie kłóciło się ze sobą. Wyglądała zjawiskowo :)

Ada i Kasia "dla kontrastu" ;)

Oto parę zdjęć znalezionych na rozmaitych stronach internetowych, które zbierane pieczołowicie może pomogą mi kiedyś zaprojektować własną, mniej lub bardziej oryginalną, suknię ślubną ;)


















Jestem pewna, że macie na ten temat własne doświadczenia/przemyślenia. Jak reagowała rodzinka tych, którzy wybrali wersję bardziej śmiałą tudzież bardziej alternatywną? Może ktoś chciałby się pochwalić zdjęciami? ;)


Ada

niedziela, 13 kwietnia 2014

Cesarka na życzenie.


Jak powszechnie wiadomo, CC jest poważną ingerencją chirurgiczną w ciało kobiety i winno być przeprowadzane tylko w sytuacjach bezpośredniego zagrożenia zdrowia lub życia matki i/lub dziecka. 


Cięcie cesarskie wykonuje się metodą poprzecznego cięcia nadłonowego, przecinając skórę, powięź, mięśnie brzucha i mięsień macicy. Pozostawia ono niewielką bliznę, ok. 8 cm, zazwyczaj ukrytą pod bielizną. 

Ciekawy sposób na odwrócenie uwagi od blizny.
Chociaż ja swoją bardzo lubię i żałuję, że jest niewidoczna ;)

Wczesny ruch i pionizacja kobiety zmniejszają występowanie zakrzepicy oraz ryzyko zrostów pooperacyjnych. Tak tak, najpóźniej dobę po operacji (bo to nie jest zabieg) należy wstać i zmuszać się do maszerowania po korytarzu. Wiem po sobie - byłam słaba, mdlałam, ale się zmuszałam i wyszło mi to na dobre - im wcześniej się zacznie, tym szybciej dojdzie się do formy.


Jednak nie do końca o tym chciałam pisać.
Szczerze NIE ROZUMIEM kobiet, które decydują się na cesarkę na żądanie - domagają się od lekarza przeprowadzenia operacji, gdyż BOJĄ SIĘ BÓLU PORODOWEGO. Boją się przeć, bolą się nacinania, popękania i wszystkiego związanego z porodem naturalnym. Lekarz, który na to przystaje musi być skończonym... dziwakiem. Nie mówię tu o konieczności CC, a o widzi-mi-się przyszłej matki. Przecież poród nie jest czymś, czego nie da się przeżyć. Nie umiera się z bólu. Kobieta dowiadując się o ciąży przygotowuje się każdego dnia psychicznie na tenże ból, spodziewa się go. Ale decydować się na tak drastyczny krok, żeby go sobie oszczędzić? Nie rozumiem. 

Miałam CC z konieczności - za wąska miednica, ryzyko utknięcia mi dziecka; zdecydowano się w ostatniej chwili, jak już z bólu kostnego traciłam przytomność. Ale oddałabym wszystko, by móc rodzić naturalnie - niestety do końca życia jestem skazana na CC. Cięcie boli bardziej. Po cięciu rekonwalescencja jest dłuższa. Jest się słabszą.
Moja mama rodziła jedną i drugą metodą. I pomimo nacinania, sto razy lepiej czuła się po porodzie naturalnym. Jestem przekonana, że ze mną byłoby tak samo.
Z opowieści znajomej pani: "Jak zaczęły mi się skurcze, mówię: nie, mam to gdzieś, nie chcę rodzić, w łapę lekarzowi i niech mnie tnie, bo za bardzo boli"... Żal. Po prostu żal.
Tak logicznie rzecz ujmując... skoro ta kobieta "nie chce" rodzić, to po co decydowała się na dziecko?


Jakie macie zdanie na ten temat? Podzielicie się doświadczeniami? A może któraś z Was doświadczyła porodu naturalnego i cięcia, i jest w stanie napisać od siebie coś więcej?

niedziela, 6 kwietnia 2014

Makijaż dzieci


Temat kontrowersyjny, ale my takie lubimy najbardziej. Makijaż dzieci - cóż się kryje pod tym hasłem? Niewinna okazjonalna zabawa, czy matki, które psują swoje córeczki i wychowują je wobec niezdrowego kanonu podążania za urodą idealną?


pinterest.com

Przede wszystkim trzeba rozdzielić dwie zasadnicze sprawy.
Jeżeli raz na jakiś czas pozwolimy córci pomalować paznokcie czy usteczka, nic złego się nie stanie. Czy my nie kradłyśmy mamie cieni, szminek? Czy nie wykręcałyśmy sobie kostek w maminych "korkach", która zachodziła później w głowę, dlaczego ulubione szpilki mają tak wykrzywione obcasy? 

Na pewno każda z nas - wówczas małych kobietek - podglądała mamę i stawiała ją sobie za wzór, za ideał piękna. Teraz, kiedy okazjonalnie - podkreślam, okazjonalnie - pozwolimy córeczce włamać się do naszej kosmetyczki na pewno nie będzie miało to złego wpływu na jej osobowość - przeciwnie, pozwoli na podtrzymanie więzi między małą kobietką a jej mamą.
Każdy (zdrowy i rozsądny) dorosły wie, że dzieci najśliczniejsze są w swej naturalnej piękności i nie jest potrzebne żadne podkreślanie tego czy owego. Ale nie dajmy się zwariować. 



z: tumblr


Innej kategorii tyczą się charakteryzacje do sesji zdjęciowej, w wymiarze artystycznym - chyba oczywiste, że dziecko nie wyjdzie w podobnej charakteryzacji na plac zabaw czy do przedszkola. 



Locked Illusions Photography


Istnieje jednak straszny trend, zwłaszcza w USA - tak, chodzi mi o wybory małych miss, gdzie dziewczynki maluje się jak dorosłe kobiety, wpaja im obowiązek malowania się każdego dnia, zestawiając to z kwestią dbania o siebie. Czy osoby, które nie mają makijażu są zaniedbane? My wiemy, że to nieprawda. Jednak sześcioletnie (czasem młodsze) dziewczynki nie obronią się przed taką ingerencją własnych matek w ich dziecięcy świat. Brzydzę się tego, jawnie krytykuję, gdyż szkoda wyrządzana tak małym dzieciom jest nader oczywista. Zamiast zdzierać kolana na podwórku są prowadzane do kosmetyczek, na solaria, co staje się stałym rytuałem codziennego życia. Dziewczynki czują nieustanną konkurencję, presję otoczenia na to, by być jak najpiękniejszymi. Nie mają wpojonej wartości piękna wewnętrznego a tylko powierzchownego. To smutne. Smutne jest to, że ich własne matki dopuszczają się takiego okropnego czynu na swoich dzieciach. Już nawet nie wspominam o kwestii typowo zdrowotnej, gdzie tony pudru i podkładu są wręcz niewskazane dla delikatnej skóry dziecka. Rozumiem, że przeciwniczki malowania się dzieci nawet w zabawie, nawet na pięć minut, obawiają się takiego efektu ostatecznego, jaki prezentujemy poniżej, jednak pamiętać należy, że to przede wszystkim podejście rodzica ma wpływ na ostateczny efekt. Rozsądna mama nigdy nie pozwoli wyjść córce w makijażu na plac zabaw, do przedszkola, tylko po skończonej zabawie raz dwa umyje buziunię.


Eden Wood - 6cio letnia mała miss


j.w.

Na szczęście w naszej rzeczywistości nie spotyka się takich szokujących przypadków jak wyżej. To pozwala zachować pewną ulgę, że dzieciństwo naszych dzieci nie jest zagrożone przez nadmierny pęd ku dorosłości. Pozwólmy czasem córeczce pomalować się razem z nami, ale niech wie, że to tylko zabawa, a na prawdziwe malowanie ma jeszcze czas.