niedziela, 13 kwietnia 2014

Cesarka na życzenie.


Jak powszechnie wiadomo, CC jest poważną ingerencją chirurgiczną w ciało kobiety i winno być przeprowadzane tylko w sytuacjach bezpośredniego zagrożenia zdrowia lub życia matki i/lub dziecka. 


Cięcie cesarskie wykonuje się metodą poprzecznego cięcia nadłonowego, przecinając skórę, powięź, mięśnie brzucha i mięsień macicy. Pozostawia ono niewielką bliznę, ok. 8 cm, zazwyczaj ukrytą pod bielizną. 

Ciekawy sposób na odwrócenie uwagi od blizny.
Chociaż ja swoją bardzo lubię i żałuję, że jest niewidoczna ;)

Wczesny ruch i pionizacja kobiety zmniejszają występowanie zakrzepicy oraz ryzyko zrostów pooperacyjnych. Tak tak, najpóźniej dobę po operacji (bo to nie jest zabieg) należy wstać i zmuszać się do maszerowania po korytarzu. Wiem po sobie - byłam słaba, mdlałam, ale się zmuszałam i wyszło mi to na dobre - im wcześniej się zacznie, tym szybciej dojdzie się do formy.


Jednak nie do końca o tym chciałam pisać.
Szczerze NIE ROZUMIEM kobiet, które decydują się na cesarkę na żądanie - domagają się od lekarza przeprowadzenia operacji, gdyż BOJĄ SIĘ BÓLU PORODOWEGO. Boją się przeć, bolą się nacinania, popękania i wszystkiego związanego z porodem naturalnym. Lekarz, który na to przystaje musi być skończonym... dziwakiem. Nie mówię tu o konieczności CC, a o widzi-mi-się przyszłej matki. Przecież poród nie jest czymś, czego nie da się przeżyć. Nie umiera się z bólu. Kobieta dowiadując się o ciąży przygotowuje się każdego dnia psychicznie na tenże ból, spodziewa się go. Ale decydować się na tak drastyczny krok, żeby go sobie oszczędzić? Nie rozumiem. 

Miałam CC z konieczności - za wąska miednica, ryzyko utknięcia mi dziecka; zdecydowano się w ostatniej chwili, jak już z bólu kostnego traciłam przytomność. Ale oddałabym wszystko, by móc rodzić naturalnie - niestety do końca życia jestem skazana na CC. Cięcie boli bardziej. Po cięciu rekonwalescencja jest dłuższa. Jest się słabszą.
Moja mama rodziła jedną i drugą metodą. I pomimo nacinania, sto razy lepiej czuła się po porodzie naturalnym. Jestem przekonana, że ze mną byłoby tak samo.
Z opowieści znajomej pani: "Jak zaczęły mi się skurcze, mówię: nie, mam to gdzieś, nie chcę rodzić, w łapę lekarzowi i niech mnie tnie, bo za bardzo boli"... Żal. Po prostu żal.
Tak logicznie rzecz ujmując... skoro ta kobieta "nie chce" rodzić, to po co decydowała się na dziecko?


Jakie macie zdanie na ten temat? Podzielicie się doświadczeniami? A może któraś z Was doświadczyła porodu naturalnego i cięcia, i jest w stanie napisać od siebie coś więcej?