wtorek, 21 lipca 2015

Pobawmy się jak w latach 90tych!



Większość rodziców, których poznałam, ubolewa nad tym, że pokolenie naszych dzieci ma o wiele uboższy zasób zabaw towarzyskich, niż my kiedyś. Nie ma się co oszukiwać, aplikacje na tablecie wydają się czymś bardziej atrakcyjnym, niż bieganie z patykami.


Ale czy nie jest w tym trochę naszej winy?
To my, rodzice, marząc o chwili spokoju, podsuwamy dzieciom a to bajkę, a to potworka na tablecie do pokarmienia. 3 letnie dziecko nie potrzebuje kontaktu z techniką - bajki i gry je nudzą, ma sto tysięcy pomysłów na zabawę. I albo będziemy pielęgnować w nich tę kreatywność, albo cztery lata później nie odkleimy dzieciaka sprzed monitora. Tzw. komputerowe dzieci są wyłącznie tworem rodziców, to nasza wina!


Czy moje dziecko gra na komputerze? Gra. Czy ogląda bajki w telewizji? Ogląda. W kwestii bajek jestem mega surowa, o czym tu już wspominałam. Gry komputerowe - są dni, że gra godzinę, są takie, gdzie nie gra wcale. Wcale nie jestem jakaś święta w tej kwestii, jednak szczęśliwie Kubol biega godzinami na podwórku i sprawia mu to większą przyjemność niż kolejne levele.


Pomyślcie chwilę... W co Wy bawiliście się w dzieciństwie? Tylko błagam, nie uwierzę, że był to wyłącznie chowany, guma, skakanka i kapsle. Instrukcje tych zabaw wysypują się w Internecie jak grzyby po deszczu, ale kurcze - czy nasze dzieci naprawdę trzeba ich uczyć? Nie ma nic więcej, lepiej, ciekawiej w repertuarze? ;)

A JEST! I ja Wam pokażę, w co ja się bawiłam, kiedy obrzydła mi guma czy chowany. Znacie "Króla"? Albo trzepakowe "Statki" czy "Kolory"? "Szedł Kacperek przez rzeczkę", "Kutego", "Rekina"? Chcę zrobić cykl notek, w których pojawią się tak dokładne ich opisy, na jakie tylko będzie mnie stać. Mam szczerą nadzieję, że sami podeślecie mi swoje propozycje :)
Tylko umówmy się - trzeba ruszyć tyłek i pokazać je dzieciom ;] Nauczyć je w nie grać. I co ciekawe - to nic nie kosztuje, bo piłkę każdy w domu ma, a i trzepaki oraz piaskownice się przed blokami uchowały ;)


Wchodzicie w to? ;) Czekam na maile! A ja już niedługo nauczę Was grać w Kutego ;)

piątek, 17 lipca 2015

Nawiedzone zamczysko: Czarodziejskie zaklęcie Beatrycze.


Mam dla Was dzisiaj recenzję książeczki, która umilała naszym dzieciom podróż na Zlot, wspominany w poprzednim poście :) Kilka słów od wydawcy:


"Bohaterką opowieści jest czarownica Beatrycze, zamieszkująca wieżę Zmoranieckiego zamku. To potomkini starego arystokratycznego rodu, marząca o zostaniu znakomitością w swojej branży. Żeby skupić się na pracy, Beatrycze potrzebuje spokoju. Postanawia pozbyć się uciążliwych lokatorów: marzącej o sławie Zgrozy z Bagien, Wilkołaka Bartka i wielu innych potworów. Zamierza to osiągnąć przy pomocy skomplikowanej intrygi. Czy uda się jej zrealizować swój sprytny plan?"


Książeczka ta jest trzecim tomem serii Nawiedzone Zamczysko.


"Nawiedzone zamczysko to niezwykła na naszym rynku seria opowieści grozy dla dzieci. W jej skład wchodzą: Doświadczenia von Skalpela, Malkolm, potwór nad potwory i Czarodziejskie zaklęcie Beatrycze. Poznajemy świat dziwnych stworów, a przy tym nieźle się bawimy, zaskoczeni fantazją i dowcipem autorów. Każdą z książek uzupełniają zabawne portrety potworów i okolicy, którą zamieszkują. Zamek Zmoraniecki zamieszkany jest przez zgraję okropnych, złośliwych i kłótliwych potworów: z pewnością zaciekawią Cię ich dzieje" - Wydawca.


                       




Tekst pełen jest humorystycznych sytuacji, ponadto ilustracje często zawierają komiksowe "dymki", które są śmiesznym dodatkiem do całości. Książeczka wymaga umiejętności czytania, będzie w sam raz dla dzieci 9-12 lat. Rozwija umiejętności analizy wątków, pozwala zapoznać się z klasycznymi motywami grozy. Nie ma tu jakiegoś mierzenia się z lękiem, a po prostu wykorzystane są postacie ze świata horroru do budowy określonej struktury świata przedstawionego. Książeczka ma mały format, poręczna, do czytania wszędzie. Jej niewątpliwym plusem jest cena - dostępna w Sieci już od 5 do 10 zł. 




Wg mnie to wydanie ma jeden minus. Ilustracje. Utrzymane są w kontekście komiksowym, mnie się jednak takie coś nie podoba. Jestem fanką ładnych ilustracji, przedstawiania postaci w niego bardziej... artystyczny sposób. Uważam twarze za paskudne, acz wiem, że taki styl ma swoich zwolenników. Dla mnie osobiście jest to minus.





Opinia Nastusi - właścicielki książeczki: 
"Ta książka jest dla dzieci, które nie boją się strachów i chcą się z nich pośmiać. Muszą wiedzieć, że wampiry i wilkołaki nie istnieją."



Ada: "Przeczytałam parę opowiadań i też uważam, że jest to książka skierowana do starszych dzieciaków, które już wiedzą coś o świecie. Autor przedstawia tu swoje wyobrażenie strasznych postaci i ich życia codziennego - jest to coś nowego - nie ma wartkiej akcji, wybuchów i niesamowitości, ale jest np. czarownica, która usiłuje posprzątać zamek, kościotrupy, które imprezują i zakłócają cisze nocną, szalony doktor i jego potwory. Mimo, że występujące  postacie są teoretycznie straszne, są również całkiem przyjazne i zabawne. Znajduje się tu także spora dawka żartów,które aby zrozumieć, trzeba mieć pewien dystans do spraw powiedzmy "paranormalnych". Jednocześnie opowiadania cechuje prostota, dzięki czemu nawet dzieciak szybko je czyta ;)"






Inna część tej serii, którą udało się uchwycić w księgarni to "Doświadczenia von Skalpela" ;)











wtorek, 7 lipca 2015

Pierwszy Oficjalny Zlot Alternatywnych Rodziców "Mama w Glanach i Przyjaciele" - relacja :)


Pomysł spotkania z moimi czytelnikami i obserwatorami rodził się we mnie od ponad pół roku. Aż w końcu, na wpół spontanicznie wybrałam konkretną datę i utworzyłam wydarzenie ;)

4 go lipca 2015 roku w Parku Ujazdowskim w Warszawie, o godzinie 10:30 rozpoczęło się nasze spotkanie. Ekipa, która ostatecznie pojawiła się na zlocie była skromniejsza, niż sugerowały to kliknięcia w wydarzeniu, jednak cieszyłam się, że ktokolwiek się zjawił :) Pierwsza była Ada (nasza dodatkowa adminka) z siostrzyczką oraz Natalia z towarzyszem. Następnie zjawiła się nasza trójka - Kubuś niemal natychmiast rzucił się w wir zabawy z koleżanką, z którą przecież przyjaźnią się od lat :) Czekaliśmy jeszcze ładny kawałek czasu, szukaliśmy odpowiedniego miejsca na rozłożenie kocyków... 

Jak widać na wielu zdjęciach, lipa nie oszczędziła naszych głów, raz po raz obsypując je resztkami kwiatów. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego Kochanowski tak zachwalał polegiwanie w cieniu tegoż drzewa. To nie do wytrzymania! ;)

Kiedy już umieściliśmy się w dogodnej i widocznej lokalizacji, zjawili się Magdalena i Jarosław z córeczką - ekipa WegeMaluch.pl. Miałam przyjemność naskrobać dla nich kilka artykułów - pamiętacie? Niedługo potem dołączyli Dorota i Marcin ze swoimi dwoma małymi Smokami - czyli dobrze Wam znani państwo Ajrockowie! :D No i na deser - Maciej i Dominika z córeczką. 

Jak to słusznie zostało zauważone, oprócz zlotu Alternatywnych Rodziców zrobił nam się istny zlot Canonowców - niemal każdy miał ze sobą fajowy sprzęt, dzięki któremu udało się uwiecznić nasze spotkanko :) 

Bałam się, że nastanie jakaś niezręczna cisza, że nie będę umiała z Wami rozmawiać... Ale mam nadzieję, że jakoś sobie poradziłam. Fantastyczna atmosfera udzieliła się wszystkim i po chwili rozmawialiśmy na najprzeróżniejsze tematy, jakbyśmy wszyscy znali się od lat. Od dzieci począwszy, na szczotkach Tangle Teezer kończąc :D Były również zabawy naszych, które aż miło było obserwować. Była lotka i piłka, które utknęły na drzewie, pyszności, uśmiechy... Nie mogę przestać się cieszyć na to wspomnienie.

Magda i Jarek zabrali również swoją kamerę (wiedzieć Wam trzeba, że nagrywają cykliczne wywiady - Czas na Wege), która uwieczniła kilka moich wypowiedzi, a również wypowiedzi naszych gości. Strasznie się stresowałam bo wszystko było na tak zwanego żywca, ale mam nadzieję, że nie popełniłam jakiegoś strasznego babola językowego :D W oczekiwaniu na montaż częstuję Was zdjęciami od dwóch (z czterech) fotografów - Jarka i Natalii.































Dziękuję Wam za Waszą obecność! Za to, że chcieliście spotkać się osobiście z gotycką matką-wariatką która, wbrew wielu niedogodnościom losu, uparła się i dopięła swego. Oj, dopięła :D Podczas spotkania zrodziło się wiele fajnych pomysłów na wspólne projekty, mam nadzieję, że wypalą! Dziękuję za wszystko i do następnego razu!