czwartek, 31 grudnia 2015

Przez 12 miesięcy z Raganą - Podsumowanie roku 2015 :-)


Zleciało, prawda? 

Jako, że lubię robić podsumowania, pomyślałam, że zbiorę do kupy co ciekawsze wydarzenia z 2015 roku :) Co prawda dla takich celów założyłam innego bloga, ale zupełnie nie związałam się z nim emocjonalnie jak z MwG - zatem to tutaj taka prywata się objawiła :) 

Był to dla mnie naprawdę ważny, przełomowy wręcz rok.

Styczeń
Miesiąc naprawdę pracowity. Dopieszczanie spraw związanych z FanVideo dla Epiki, kilka osobistych zawirowań... No ale przede wszystkim - KONCERT, na który czekałam miesiącami :)

fot. Ola Daniszewska



Luty
To z kolei był miesiąc totalnego zastoju zawodowego. Moja "ulubiona" ex szefowa myślała, że może sobie ot tak nie dać mi wypłaty. Zaczęła się wówczas wielomiesięczna batalia prawna o odzyskanie tego, co moje. Jeżeli mieszkacie w Turku i chcecie wiedzieć o kogo chodzi - wszystko opowiem w pw, nie zamierzam pozwolić tej tlenionej szmacie oszukać kogokolwiek więcej ;> Sprawa zakończyła się sukcesem dla mnie dopiero w maju, ale dzięki temu doświadczyłam ogromnej pomocy ze strony Inspektoriatu Pracy oraz Policji. Jeżeli ktokolwiek Was oszuka - nie bójcie się zgłaszać spraw odpowiednim służbom, naprawdę są ludzie, którzy chcą pomóc! Po co to piszę? Abyście wiedzieli, co miałam na głowie, kiedy nie blogowałam. 

W lutym miałam też pierwszą i ostatnią sesję zdjęciową tego roku ;) No i w lutym współpracowałam z Rock2weaR :))

fot. Patrycja Podębska

Marzec
W marcu nie było większych zmian w wyżej wspomnianej kwestii. Miesiąc ten obfitował w radość z okazji urodzin synka, oraz smutek z powodu ukończenia kursu angielskiego. Ludzie byli na nim tak niesamowicie wspaniali, wspierający i otwarci, że brakuje mi ich do teraz! W marcu też nawiązałam współpracę z I rock ;) Gdybym wtedy wiedziała, jak to się skończy... ;)

fot. Robert

Kwiecień
W kwietniu się intensywnie zumbowałam :) Począwszy chyba od lutego, aż do właśnie kwietnia/maja. Niby klimaty kompletnie obce, ale sama aktywność fizyczna z gatunku bardzo sympatycznych i wesołych. Po żadnym innym sporcie nie miałam takiego uśmiechu na paszczy ;) W nowym roku zamierzam do tego wrócić, chyba, że pole dance mnie bardziej przekona ;>
W jedną z kwietniowych sobót, miałam też przyjemność zobaczyć wystawę szkiców Grottgera - "Polonia" i "Lithuania". Spełniłam tym takie swoje kulturalne marzenie, bo może nie wszyscy wiedzą, ale temat powstania styczniowego jest mi bardzo bliski. 

Maj
Kolejny miesiąc stagnacji. Za to końcówka przywaliła z grubej rury :D Co się stało? Szczęśliwym trafem wygrałam spotkanie z Epiką na Ursynaliach :D Sam festiwal był niesamowitym przeżyciem i okazją do spotkania z przyjaciółmi, a tu jeszcze takie cuda :) Oprócz mnie, dwójka moich znajomych z FanVideo również wygrała meet & greet, więc tym bardziej było nam wesoło :)

fot. BziCool

j.w.
j.w.

fot. Jerzy Pielichowski


Czerwiec
Czerwiec zawsze jest dla mnie niezwykły. Ten był wręcz ultramagiczny :))) Niemal każdy weekend spędzałam w Warszawie. Sama jeszcze wtedy nie wiedziałam, że już dwa miesiące później Warszawa stanie się naszym domem. Czerwiec to miesiąc miłości ;) Miesiąc moich urodzin. Szczęście, którego wtedy doświadczyłam, życzę każdemu :) 

Kilka zdjęć, a jakże :))
fot. Robert

fot. Robert

Grałam Czerwonego Kapturka w przedstawieniu dla przedszkolaków :)
 Fot. via Gm. i M. Tuliszków



Lipiec
Najważniesze wydarzenie lipca? NASZ ZLOT oczywiście! Był bardzo kameralny, ale miał ogromne znaczenie :) W lipcu wróciłam w Góry po 9 latach nieobecności i zdobyłam Kasprowy Wierch po raz pierwszy. Również po raz pierwszy odwiedziłam Dark Market - alternatywne targi, oraz byłam na zlocie Team Lestat Polska :) Właśnie w tym miesiącu zapadła decyzja o przeprowadzce do Warszawy :) W pierwszy dzień mojego pobytu, czyli ostatni dzień lipca, spotkałam się z Magdą z Dziewczyna z Obrazka :)

Fot. Maciej Lipski

fot. Jarosław Gawłowski

fot. Robert :*

fot. Natalia Łagowska

fot. JA :)
j.w.

j.w.


Sierpień
Nowy rozdział życia. Ani przez sekundę nie żałowałam przyprowadzki tutaj. Zaczęłam pracę w I rock - póki co nie wyobrażam sobie lepszego miejsca do pracy i lepszej atmosfery :-) Miesiąc pod znakiem urządzania mieszkanka, wakacyjnych wypraw po mieście, poznawania nowego otoczenia, nauki obowiązków :) W sierpniu miałam przyjemność świadkować na weselu mojej redaktorki pomocniczej i kochanej siostry zarazem :)

fot. Natalia Machowska
fot. Aleksandra Hajdrych

 Wrzesień.
To był ważny miesiąc dla Kubusia. Nowa szkoła, otoczenie, koledzy... Dał radę! Miał również okazję pierwszy raz w życiu pojechać do Zakopanego. Dobrze było zobaczyć, że potrafi cieszyć się pięknem przyrody.  Nastąpił taki życiowy constans. Stabilizacja życiowo-uczuciowa to coś, czego nie miałam przez ostatnie dwa lata.
fot. Ja

fot. Ja

Fot. Robert :*

fot. Kubuś :*

Październik i Listopad.
W zasadzie niewiele mam tu do napisania - było dobrze i stabilnie. Kubuś biegał, byliśmy na meczu, spędziliśmy domowe Halloween, miałam fajne imieniny. Ot i tyle :) Pomiędzy szkołą, pracą a normalnym, zwyczajnym rodzinnym życiem uciekły nam te dwa miesiące :) 
 
fot. Ja

fot. Ja

Selfie z meczu Polska-Irlandia :P

fot. Ja

Grudzień
Był to najbardziej zapracowany miesiąc ze wszystkich. Koncert, o którym pisałam ostatnio, był nieliczną chwilą wytchnienia, jaką mieliśmy. Wizja świąt zarówno u nas w Ajrocku, jak i w pracy mojego Większego Przystojnego była uberodległa - poprzez góry obowiązków zawodowych Święta wydawały się tak daleką przyszłością, że aż nie zauważyliśmy, kiedy nadeszły. Tuż przed nimi udało nam się zobaczyć najnowsze Gwiezdne Wojny w kinie :) 
Jako, że były to nasze pierwsze wspólne święta, postawiliśmy na spokojną, rodzinną atmosferę. Sprawdziliśmy się w rolach Mikołajów, było fajowo :) Po świętach była chwila na odpoczynek, ale zaraz trzeba było wracać do pracy. Udało mi się wczoraj jednak po pracy spotkać z Agnieszką z Dark Passion! :) 

fot. Rob

fot. Ja

fot. Ja

fot. Ja
 
fot. pani z kawiarni na Grochowie :)


Dziś z kolei szykujemy się na pożegnanie tego szalonego, intensywnego i szczęśliwego dla mnie roku. Oby kolejny przyniósł nie tylko mnie, ale i Wam same dobre chwile i miłe niespodzianki. Niech się darzy! :) 

wtorek, 15 grudnia 2015

Koncert metalowy z Dzieciem vol. 1


Czekał wiele lat, ale się doczekał. Jakub, lat prawie siedem (bo za 6 i pół już się obraża), w miniony piątek wziął udział w swoim pierwszym koncercie metalowym. 




Jak się do niego przygotowaliśmy? Przede wszystkim - ochrona uszu. Podstawa i naprawdę najpotrzebniejsza rzecz, w jaką należy zaopatrzyć dziecko. My mieliśmy ochronki przemysłowe, które są naprawdę ciasne i szczelne. Kiedy zmęczyły mu się uszy, zmienialiśmy je na szczelne słuchawki bezprzewodowe - od biedy naprawdę dawały radę.

Uszaki były bezpieczne :)

Pierwsze wrażenie - klub. "Mroczny" - ot i taka reakcja. Kubol zafascynował się teledyskami odtwarzanymi na plazmie, pod którą rozkładaliśmy nasz mały merch. Jeszcze przed rozpoczęciem rozgrzewki pooglądał sobie instrumenty, nagłośnienie ("Takie duuuże głośniki!"). Generalnie wszystko było nowe i ciekawe.


Bo później już było tylko GŁOŚNO. GŁOŚNO I JESZCZE GŁOŚNIEJ. Poziom hałasu - zwłaszcza dla kogoś, kto go nie lubi - był dla Trolla zaskakujący. Niemniej już po chwili machał główką i podskakiwał przy stoliku.


Prezes Wiecznie Głodny.

Podczas występów kapel nie pozwoliłam mu zbyt szaleć i ustawiliśmy się tuż pod barem, w bezpiecznej odległości. Nie byłam pewna, czy zaraz pozostali nie zaczną skakać, a ja wolałam, aby Kuba nie był zbytnio poturbowany. Jednak sympatyczni starsi koledzy co rusz czochrali włoski Młodego, uśmiechali się, przepuszczali i uważali na najmniejszego na sali człowieka. Generalnie było miło. Nie było żadnego niemiłego incydentu, zawodu, czy czegokolwiek, co mogłoby w jakiś sposób zrazić czy wystraszyć Kubę.
Po wszystkim sam mówił, że było super i fajnie. Że metal jest fajny, i koncerty, i gitary, i machanie głową.


Rozwaliła nas ta mina :D <3

Tuż przed samym wyjściem podszedł do nas pewien Pan w stanie lekko wskazującym (:P) i powiedział, że jesteśmy super rodzicami przyprowadzając swoje dziecko na koncert, wychowując je w ten sposób. Stwierdził, że sam z żoną chce mieć takie dziecko, żeby słuchało metalu razem z nimi :) Haha, to było miłe :D Małe szanse, że to przeczyta, ale pozdrawiam! :P


Mam takie kilka spostrzeżeń, które mogą się Wam przydać, kiedy chcecie zabrać dziecko na koncert klubowy:
- Wybierzcie na początek mały koncert, w kameralnym klubie, impreza masowa z tłumem na 1000 osób to stanowczo za dużo... Mam wrażenie, że na start mniej znaczy więcej.
- Zapewnijcie dziecku miejsce do odpoczynku. Zaklepcie kanapę, stolik, żeby zawsze mieć gdzie z nim odsapnąć.
- Weźcie ze sobą coś do jedzenia - banana, jakiś batonik, bo nie wiem jak Wasze dzieci, ale mój mógłby jeść co godzinę, a barowe chipsy to chyba niezbyt dobra opcja.
- J.W., tylko z wodą. Wiem, że czasami kluby nie pozwalają wnosić własnych napojów, ale może dla dziecka zrobią wyjątek?? Ja nie miałam problemów. 
- Dobrze mieć jakiś wypełniacz czasu między jedną kapelą a drugą. Kuba miał zeszyt przeznaczony do zapisywania sprzedanych fantów, więc rysował sobie w nim "gwiazdki bez odrywania ręki" :P


Generalnie nie wszyscy muszą być zachwyceni z obecności dziecka na koncercie, trzeba być na to przygotowanym i przede wszystkim poinformować wcześniej organizatora/obsługę. I nie spinać się, tylko pokazać dziecku, jak można się fajnie i bezpiecznie bawić ;) Uwierzcie mi, robienie headbangów wraz z dzieckiem trzymając się za ręce - to bezcenne uczucie :D

Jedyne wspólne zdjęcie ;] A tak dla pośmiania się xD

środa, 9 grudnia 2015

"Będziemy mieli dziecko!" - o tym, jak NIE reagować na szczęśliwą nowinę ;>

Krążył ostatnio po internetach filmik, na którym pokazane były reakcje przyszłych dziadków na wieść, że nimi zostaną. Większość z nich skakała z radości, śmiała się, krzyczała, płakała ze szczęścia.

Paszcza mi się śmiała, a jednak coś kłuło w środku. Kłuł mnie ból, żal, fakt, że moja ciąża nikogo nie ucieszyła. Nikt nie skakał z radości.

Można to usprawiedliwiać szokiem. Przecież miałam 18 lat, byłam przed maturą... Ale słyszałam tylko "No i co teraz będzie", "No nie", "Jak mogliście być tacy nieodpowiedzialni", "Tak bez ślubu/studiów/pracy", "Współczuję". Był płacz i załamanie. 

Wiecie, jedyną osobą, która mi pogratulowała, była sekretarka z mojego liceum, kochana pani Ela, oraz pani Wicedyrektor. Wyściskały mnie, wycałowały, zaproponowały wszelaką pomoc i udogodnienia. To ich gratulacje wspominam do teraz najcieplej. 

Jeżeli ktoś dzieli się z Wami nowiną o ciąży - pogratulujcie. Choćbyście uznali to za katastrofę, powód do kondolencji, wstydu; choćbyście wiedzieli, że ciąża nie była planowana, lub jest - określając eufemistycznie - w nie odpowiednim czasie, gratulujcie. Wasze zdanie na ten temat nie ma najmniejszego znaczenia. Nie ważne, że uważacie, iż młodociana ciąża to nieodpowiedzialność; że skoro pierwsze dziecko było nieślubne, to wypada się ożenić; że po trzecim dziecku to już należy wyłącznie współczuć - po wydatek, bo rozstępy, bo brak wolnego czasu, bo uciemiężenie.

Jeżeli naprawdę tak jest, to co Wam do tego? Myślicie, że przyszli rodzice nie zdają sobie z tego sprawy? Że będziecie głosem rozsądku? A spadajcie porozsądkować gdzieś indziej. Dajcie uśmiech, miłe wspomnienie, pozwólcie cieszyć się chwilą. Nawet jeżeli wiecie, że para nie planowała/chciała dziecka, to chyba lepiej usłyszeć na gratulacje "Nie ma czego", niż gasić radość z zostania rodzicami.

Mnie z perspektywy czasu brakuje takiego ciepła, radości... Pomimo iż minęło już 7 lat. Nie chciałabym, aby moje drugie dziecko (a wierzę, że kiedyś będę je miała) zostało przywitane na świecie tak niechętnie. 

Ja w końcówce 7go miesiąca ciąży.
Zdjęcie ze studniówki :P
Gruba, 52 kilogramowa, pyzata ja.



Z jakimi Wy spotkaliście się reakcjami najbliższych, gdy dowiedzieli się, że zostaniecie rodzicami? Miłe? Czy raczej chcielibyście o nich - jak ja - raz na zawsze zapomnieć?  

środa, 18 listopada 2015

Wrażliwe dzieci mają gorzej.


Odkąd tylko Jakub zaczął kontaktować się ze światem inaczej niż poprzez płacz, wiedziałam, że to małe stworzenie ma w sobie niezwykłe pokłady empatii. Dar i przekleństwo jednocześnie.

Na początku płakał, kiedy słyszał płacz innego dziecka. Bo myślał, że się dzieje mu krzywda. Wzruszał się oglądając Kubusia Puchatka, bo w tej bajce zawsze ktoś "odchodzi" i następnie wraca do przyjaciół. 
Później przychodziły inne kwestie. Przepuszczanie dziewczynek na zjeżdżalni, ustępowanie innym dzieciom, co zaczynało być wykorzystane przeciwko Kubie, ale cóż... Taki był, ale i też tak go wychowałam. 


Chciałam, by mój syn miał dobre serce. Po prostu. Był wrażliwy na krzywdę innych, nie rozpoczynał żadnych konfliktów, nie dyskryminował, starał się traktować wszystkich równo. Chciałam mieć dobrze wychowane dziecko. I mam czego chciałam. I zaczynam tego żałować.

Kuba, kiedy sytuacja ma znamiona oficjalnej, zmienia się w chłopca ĄĘ - "proszę, przepraszam, czy mógłbym..., dziękuję bardzo". Mój Większy Przystojny kiedyś stwierdził nawet, że mam nienaturalnie kulturalne dziecko (w porównaniu z innymi w tym wieku). O co zatem mi chodzi, skoro powinno mnie to cieszyć?

O to, że poprzez swoją "inność", ustępliwość i empatię, Kuba ma utrudnione relacje z rówieśnikami. Zwłaszcza z tymi przodującymi, którzy zamiast przepuścić koleżankę na zjeżdżalni, pchają się jako pierwsi. Moje dziecko automatycznie się wycofuje - nie chce (zgodnie z moją nauką) popadać w konflikty. Przez to, że się nie buntuje, traktowany jest jako słabszy i młodszy, niż jest w rzeczywistości. 

Pewnie pomyślicie, że kreuję tutaj syna na jakiś bezbronny ideał. Nie, on swoje za uszami ma, strzela fochy i awanturuje się, ale ogólnie jest... mega wrażliwcem. Zastanawiam się, czy słusznie wychowywałam go na kulturalnego chłopca - może gdyby raz czy drugi przywalił nielubianemu koledze w zęby, to byłoby mu łatwiej? Obawiam się, jak sobie poradzi w dorosłym życiu, jeżeli nic go "nie zepsuje". Współczesny świat nie jest dla wrażliwych ludzi bezpieczny. Trzeba twardo walczyć o swoje. A nie chcę, żeby empatia mojego dziecka została wykorzystana przez egoizm innych, jak to było w moim przypadku...

W zeszłą sobotę, kiedy o poranku dowiedzieliśmy się o zamachach we Francji, Jakub przeprosił, że kiedyś narysował rysunek, na którym jest dużo dynamitu i bomb. Podpatrzył to w grach komputerowych, jednak zrobiło mu się wstyd i pogniótł ów obrazek. Okazał w ten sposób żal z powodu tamtej tragedii. Ja w jego wieku pewnie nie zrozumiałabym całego tego zdarzenia tak głęboko, jak on.

Do czego zmierzam? Do tego, że czasami mam wątpliwości. Czy wspierać wrażliwą naturę dziecka, czy raczej zachęcać go do zmiany w "małego twardziela". Nie wiem, co ostatecznie wyjdzie mu na dobre. Boję się konsekwencji pomyłki. Skłaniam się jednak ku pielęgnowaniu w nim jego własnej osobowości... Co Wy byście zrobili? Macie w domu takiego delikatnego kilkulatka?


środa, 4 listopada 2015

Obchodzę Halloween, szanuję tradycję Dziadów i wierzę w Boga... czyli jak godzę wszystko zachowując spokój sumienia.


Uprzedzam, że to MOJE poglądy i nie życzę sobie religijnego shitstormu w komentarzach ;]

Coś, z czym spotykamy się od lat. Negowanie przez KK święta Halloween. Kościół twierdzi, iż przez obchodzenie Halloween narażamy naszą duszę na atak ze strony Szatana. Pogańskie święto połączone z satanistycznymi symbolami ma być ponoć tym, co otworzy bramy piekieł.
Kościół zazwyczaj czepia się nie tego, co potrzeba. Harry'ego Pottera, Halloween, Heavy Metalu, In vitro... Ale zaraz - napisałam przecież w tytule, że wierzę w Boga. Tak, tego Boga, katolickiego. Tylko właśnie nie identyfikuję wiary z tym, co wyczynia kościół. Wierzę, że Bóg kocha tych, którzy chcą w niego wierzyć - bez znaczenia, jak się ubierają, jakiej muzyki słuchają, lub co obchodzą. Liczy się dobre serce - tylko i aż tyle. Nie będą pierwsi w kolejce do zbawienia Ci, którzy co niedzielę chodzą na mszę a po powrocie znęcają się nad rodziną. Bóg nie lubi obłudników ;]

Jak się ma do tego Halloween?

No cóż. Obchodzone jest w wigilię Wszystkich Świętych - święta, które MYLNIE traktowane jest jako poważne, pełne zadumy. To tak naprawdę RADOSNE święto, które powinniśmy obchodzić hucznie - bo święci obcują z nami i pomagają nam dojść do zbawienia. Wszystkich Świętych to nic innego, jak IMIENINY wszystkich z nas ;) Jednak błędnie przyjęło się, że mamy być poważni, wyciszeni, zadumani. Od tego mamy dzień następny - Zaduszki.

Imprezy Halloweenowe, pełne przebieranek, żartów i ogromnego dystansu wobec śmierci traktowane są jako brak szacunku wobec święta zmarłych. No ale zastanówmy się - dlaczego? W Meksyku Dia de los Muertos obchodzone jest hucznie - z muzyką, tańcami, dekoracjami pełnym wizerunków La Catrina... A to jeden z najbardziej wierzących, katolickich krajów na świecie! Wiadomo - te obchody łączą się z ich kulturą przedchrześcijańską, ale nikt tego nie podważa, nie neguje. Czy zmarli chcieliby, abyśmy snuli się zamyśleni? Ja po swojej śmierci każę urządzić dziki, gothic-metalowy koncert połączony z jakąś zbiórką charytatywną. Żadnych zadum czy westchnień ;>

Ja jako halołinowa wiedźma ;]

"Ten jeden dzień w roku można odpuścić" - odezwą się ortodoksyjne głosy. Tylko, że przecież nie przebieramy się 1go. Ja sama wybrałam się tego dnia na Powązki, bo nie pojechałam do rodzinnego miasta. Czułam potrzebę przespacerowania się po cmentarzu, zachowując powagę i wspierając kwestujących aktorów pieniążkiem. Jakie ma znaczenie, że wieczorem dnia poprzedniego miałam poczochrane włosy, pajęczynę namalowaną na buzi i wcinałam żelki w kształcie szczęki wampira lub chrupki-duszki? Czy obraziłam tym kogokolwiek? Boga? Cóż, skoro obrażałaby go radość dziecka z rodzinnej zabawy, to ja nie wiem...

Nie można doszukiwać się Szatana we wszystkim, nawet tam, gdzie go nie ma. On objawia się właśnie w fanatyzmie, w niechęci wobec drugiego człowieka, w traktowaniu go z wyższością. Nie ma go w czarnym ubraniu, czy makijażu. Halloween to nie okultystyczne zabawy. To TYLKO przebranie, wyśmiewanie horroru, oswajanie lęków.

Nasza dynia - skromna, ale jaka klimatyczna!

Jest też wielu przeciwników Halloween, twierdzących, że to "amerykańskie święto, jak Walentynki"... No cóż. To prawda, to nie polskie święto. Ale ubieranie choinki na święta to TEŻ NIE POLSKA tradycja. Malowanie jajek na Wielkanoc, sianko pod obrusem, brzezinki na Boże Ciało TO NIE SĄ POLSKIE/CHRZEŚCIJAŃSKIE tradycje. Wywodzą się one z obrzędów Słowian, znanych na wiele lat przed Chrztem Polski. Samo Halloween to celtyckie święto. No ale komu by się tam chciało czytać o tym ;]

Ot i takie nasze dekoracje. Stado nietoperzy wisi do dzisiaj, bo zaprzyjaźniliśmy się z nimi! :)

Tak oto zgrabnie przeszliśmy do kolejnego NIE dla Halloween - mamy swoje tradycyjne, pogańskie Dziady. I bardzo fajnie! Oddanie czci przodkom to coś, co się chwali. Co prawda nie wiem, jakby się skończyło przywoływanie duchów przez Guślarza, wolę nie sprawdzać, jednak wiem, że należy pamiętać o tej tradycji. Nie "krzaczy" mi się ona wcale z Halloween. Można naprawdę fajnie połączyć jedno z drugim i to wcale nie będzie oznaczało, że jedni są bardziej TRU od drugich. Są zwolennicy Dziadów - chwała im i podziw; Halloween - spoko, miłej zabawy, ale są i tacy, którzy naprawdę nie mają problemu z wyborem, bo czują wewnątrz siebie zarówno radość z przebieranek, jak i cześć wobec przodków. Odrobina dobrej woli i wszystko da się pogodzić.

Ostatnią najczęściej spotykaną przyczyną niechęci do Halloween jest związana ze świętem komercja. Na to niestety nie ma rady - marketing rządzi się takimi a nie innymi prawami, handlowcy starają się zarobić jak najwięcej na wszelakich okazjach. To samo będzie się działo z Bożym Narodzeniem, Walentynkami, Wielkanocą, Wakacjami... Jeszcze nie przywykliście? Jak kogoś to drażni, to niech pozostanie głuchy na akcje promocyjne, ale pozwoli bawić się innym.

Podsumowując - "wolnoć Tomku w swoim domku". Niech każdy pilnuje własnych poglądów, przekonań, świętuje (lub nie) jak chce, a nie wsadza nosa w zabawę innych. Nie szkoda życia na takie marudzenie? ;)

piątek, 30 października 2015

10 powodów, dlaczego nie wolno nam ubierać dzieci na czarno ;]


Która z nas tego nie słyszała. Prawda? 
Postanowiłam za sprawą rozmowy z Mamą Rockową spytać się Was, z jakimi spotykaliście się argumentami, co jest takiego w tej czarnej odzieży według innych, co czyni ją tak... złą :D Oto najgłupsze stwierdzenia z jakimi się spotkaliśmy.

1. Czarny kolor obniża odporność.
Najlepsze w tym wszystkim było to, że stwierdziła tak lekarz pediatra (a więc teoretycznie osoba światła, inteligentna i wykształcona)... Ta... Czy jest na sali lekarz? Ale taki od głowy? Co niektórym by się przydało. 




2. Czarne ubrania uzyskuje się maczając tkaninę  w barwniku z metalami ciężkimi, co grozi zapaleniem skóry (słowa kolejnego genialnego lekarze).
Tylko dlaczego nie odnotowano takiego przypadku oficjalnie (sprawdziłam)? :P

3. ... bo to przynosi nieszczęście.
Jak rozsypana sól, zakonnica spotkana na ulicy i przejście pod drabiną. Haha :]

4. To grzech. 
No to... każdy ksiądz ciężko grzeszy ;]   




5. ...bo naślemy opiekę społeczną.
A niech tylko spróbują! Opieka społeczna nie ma prawa zabrać dziecka dlatego, że nosi ubranko w czarnym kolorze! Aż mi się nóż w kieszeni otworzył...

6. Bo to wyłącznie kolor żałoby!
Napisaliście to, a i my od dawna powtarzamy - tak, nosimy żałobę, bo rozsądek i gust ludzi tak twierdzących umarł już dawno. Tak zgodnie z historią mody, to FIOLETOWY (purpura) jest kolorem żałoby. W Indiach jest to z kolei kolor biały.  

7. Czarno, jak na pogrzeb.
Patrz wyżej.

8. Na czarno to tak smutno ...
A mnie tak w czarnym najweselej ;>



9. Bo to nie jest kolor dla dziecka.
No tak. Bo wściekły róż, miętowy, czy cekinowo-złoty to idealne kolory dla dziecka. Idealne ;]

10. Bo czarny szpeci.
 Sraty taty, ładnemu we wszystkim ładnie, a wszystkie dzieciaczki są śliczne!




Jeszcze lepszy hadrcore jest ze wzorami na ciuszkach, zwłaszcza czaszkami. Czaszki do zuo. A dlaczego?

1. Czaszki - symbol śmierci.
2. Czaszki - diabelski atrybut.
3. Bo mroczne nadruki robią sobie na koszulkach tylko sataniści.
4. Jak dziecko ma na sobie czaszki, to jest płaczliwe.
5. No i narażone na działania Szatana.


Ciężko mi uwierzyć, że naprawdę istnieją ludzie myślący w taki sposób... 
Chcielibyście coś jeszcze dopisać do tej listy?