środa, 18 listopada 2015

Wrażliwe dzieci mają gorzej.


Odkąd tylko Jakub zaczął kontaktować się ze światem inaczej niż poprzez płacz, wiedziałam, że to małe stworzenie ma w sobie niezwykłe pokłady empatii. Dar i przekleństwo jednocześnie.

Na początku płakał, kiedy słyszał płacz innego dziecka. Bo myślał, że się dzieje mu krzywda. Wzruszał się oglądając Kubusia Puchatka, bo w tej bajce zawsze ktoś "odchodzi" i następnie wraca do przyjaciół. 
Później przychodziły inne kwestie. Przepuszczanie dziewczynek na zjeżdżalni, ustępowanie innym dzieciom, co zaczynało być wykorzystane przeciwko Kubie, ale cóż... Taki był, ale i też tak go wychowałam. 


Chciałam, by mój syn miał dobre serce. Po prostu. Był wrażliwy na krzywdę innych, nie rozpoczynał żadnych konfliktów, nie dyskryminował, starał się traktować wszystkich równo. Chciałam mieć dobrze wychowane dziecko. I mam czego chciałam. I zaczynam tego żałować.

Kuba, kiedy sytuacja ma znamiona oficjalnej, zmienia się w chłopca ĄĘ - "proszę, przepraszam, czy mógłbym..., dziękuję bardzo". Mój Większy Przystojny kiedyś stwierdził nawet, że mam nienaturalnie kulturalne dziecko (w porównaniu z innymi w tym wieku). O co zatem mi chodzi, skoro powinno mnie to cieszyć?

O to, że poprzez swoją "inność", ustępliwość i empatię, Kuba ma utrudnione relacje z rówieśnikami. Zwłaszcza z tymi przodującymi, którzy zamiast przepuścić koleżankę na zjeżdżalni, pchają się jako pierwsi. Moje dziecko automatycznie się wycofuje - nie chce (zgodnie z moją nauką) popadać w konflikty. Przez to, że się nie buntuje, traktowany jest jako słabszy i młodszy, niż jest w rzeczywistości. 

Pewnie pomyślicie, że kreuję tutaj syna na jakiś bezbronny ideał. Nie, on swoje za uszami ma, strzela fochy i awanturuje się, ale ogólnie jest... mega wrażliwcem. Zastanawiam się, czy słusznie wychowywałam go na kulturalnego chłopca - może gdyby raz czy drugi przywalił nielubianemu koledze w zęby, to byłoby mu łatwiej? Obawiam się, jak sobie poradzi w dorosłym życiu, jeżeli nic go "nie zepsuje". Współczesny świat nie jest dla wrażliwych ludzi bezpieczny. Trzeba twardo walczyć o swoje. A nie chcę, żeby empatia mojego dziecka została wykorzystana przez egoizm innych, jak to było w moim przypadku...

W zeszłą sobotę, kiedy o poranku dowiedzieliśmy się o zamachach we Francji, Jakub przeprosił, że kiedyś narysował rysunek, na którym jest dużo dynamitu i bomb. Podpatrzył to w grach komputerowych, jednak zrobiło mu się wstyd i pogniótł ów obrazek. Okazał w ten sposób żal z powodu tamtej tragedii. Ja w jego wieku pewnie nie zrozumiałabym całego tego zdarzenia tak głęboko, jak on.

Do czego zmierzam? Do tego, że czasami mam wątpliwości. Czy wspierać wrażliwą naturę dziecka, czy raczej zachęcać go do zmiany w "małego twardziela". Nie wiem, co ostatecznie wyjdzie mu na dobre. Boję się konsekwencji pomyłki. Skłaniam się jednak ku pielęgnowaniu w nim jego własnej osobowości... Co Wy byście zrobili? Macie w domu takiego delikatnego kilkulatka?


środa, 4 listopada 2015

Obchodzę Halloween, szanuję tradycję Dziadów i wierzę w Boga... czyli jak godzę wszystko zachowując spokój sumienia.


Uprzedzam, że to MOJE poglądy i nie życzę sobie religijnego shitstormu w komentarzach ;]

Coś, z czym spotykamy się od lat. Negowanie przez KK święta Halloween. Kościół twierdzi, iż przez obchodzenie Halloween narażamy naszą duszę na atak ze strony Szatana. Pogańskie święto połączone z satanistycznymi symbolami ma być ponoć tym, co otworzy bramy piekieł.
Kościół zazwyczaj czepia się nie tego, co potrzeba. Harry'ego Pottera, Halloween, Heavy Metalu, In vitro... Ale zaraz - napisałam przecież w tytule, że wierzę w Boga. Tak, tego Boga, katolickiego. Tylko właśnie nie identyfikuję wiary z tym, co wyczynia kościół. Wierzę, że Bóg kocha tych, którzy chcą w niego wierzyć - bez znaczenia, jak się ubierają, jakiej muzyki słuchają, lub co obchodzą. Liczy się dobre serce - tylko i aż tyle. Nie będą pierwsi w kolejce do zbawienia Ci, którzy co niedzielę chodzą na mszę a po powrocie znęcają się nad rodziną. Bóg nie lubi obłudników ;]

Jak się ma do tego Halloween?

No cóż. Obchodzone jest w wigilię Wszystkich Świętych - święta, które MYLNIE traktowane jest jako poważne, pełne zadumy. To tak naprawdę RADOSNE święto, które powinniśmy obchodzić hucznie - bo święci obcują z nami i pomagają nam dojść do zbawienia. Wszystkich Świętych to nic innego, jak IMIENINY wszystkich z nas ;) Jednak błędnie przyjęło się, że mamy być poważni, wyciszeni, zadumani. Od tego mamy dzień następny - Zaduszki.

Imprezy Halloweenowe, pełne przebieranek, żartów i ogromnego dystansu wobec śmierci traktowane są jako brak szacunku wobec święta zmarłych. No ale zastanówmy się - dlaczego? W Meksyku Dia de los Muertos obchodzone jest hucznie - z muzyką, tańcami, dekoracjami pełnym wizerunków La Catrina... A to jeden z najbardziej wierzących, katolickich krajów na świecie! Wiadomo - te obchody łączą się z ich kulturą przedchrześcijańską, ale nikt tego nie podważa, nie neguje. Czy zmarli chcieliby, abyśmy snuli się zamyśleni? Ja po swojej śmierci każę urządzić dziki, gothic-metalowy koncert połączony z jakąś zbiórką charytatywną. Żadnych zadum czy westchnień ;>

Ja jako halołinowa wiedźma ;]

"Ten jeden dzień w roku można odpuścić" - odezwą się ortodoksyjne głosy. Tylko, że przecież nie przebieramy się 1go. Ja sama wybrałam się tego dnia na Powązki, bo nie pojechałam do rodzinnego miasta. Czułam potrzebę przespacerowania się po cmentarzu, zachowując powagę i wspierając kwestujących aktorów pieniążkiem. Jakie ma znaczenie, że wieczorem dnia poprzedniego miałam poczochrane włosy, pajęczynę namalowaną na buzi i wcinałam żelki w kształcie szczęki wampira lub chrupki-duszki? Czy obraziłam tym kogokolwiek? Boga? Cóż, skoro obrażałaby go radość dziecka z rodzinnej zabawy, to ja nie wiem...

Nie można doszukiwać się Szatana we wszystkim, nawet tam, gdzie go nie ma. On objawia się właśnie w fanatyzmie, w niechęci wobec drugiego człowieka, w traktowaniu go z wyższością. Nie ma go w czarnym ubraniu, czy makijażu. Halloween to nie okultystyczne zabawy. To TYLKO przebranie, wyśmiewanie horroru, oswajanie lęków.

Nasza dynia - skromna, ale jaka klimatyczna!

Jest też wielu przeciwników Halloween, twierdzących, że to "amerykańskie święto, jak Walentynki"... No cóż. To prawda, to nie polskie święto. Ale ubieranie choinki na święta to TEŻ NIE POLSKA tradycja. Malowanie jajek na Wielkanoc, sianko pod obrusem, brzezinki na Boże Ciało TO NIE SĄ POLSKIE/CHRZEŚCIJAŃSKIE tradycje. Wywodzą się one z obrzędów Słowian, znanych na wiele lat przed Chrztem Polski. Samo Halloween to celtyckie święto. No ale komu by się tam chciało czytać o tym ;]

Ot i takie nasze dekoracje. Stado nietoperzy wisi do dzisiaj, bo zaprzyjaźniliśmy się z nimi! :)

Tak oto zgrabnie przeszliśmy do kolejnego NIE dla Halloween - mamy swoje tradycyjne, pogańskie Dziady. I bardzo fajnie! Oddanie czci przodkom to coś, co się chwali. Co prawda nie wiem, jakby się skończyło przywoływanie duchów przez Guślarza, wolę nie sprawdzać, jednak wiem, że należy pamiętać o tej tradycji. Nie "krzaczy" mi się ona wcale z Halloween. Można naprawdę fajnie połączyć jedno z drugim i to wcale nie będzie oznaczało, że jedni są bardziej TRU od drugich. Są zwolennicy Dziadów - chwała im i podziw; Halloween - spoko, miłej zabawy, ale są i tacy, którzy naprawdę nie mają problemu z wyborem, bo czują wewnątrz siebie zarówno radość z przebieranek, jak i cześć wobec przodków. Odrobina dobrej woli i wszystko da się pogodzić.

Ostatnią najczęściej spotykaną przyczyną niechęci do Halloween jest związana ze świętem komercja. Na to niestety nie ma rady - marketing rządzi się takimi a nie innymi prawami, handlowcy starają się zarobić jak najwięcej na wszelakich okazjach. To samo będzie się działo z Bożym Narodzeniem, Walentynkami, Wielkanocą, Wakacjami... Jeszcze nie przywykliście? Jak kogoś to drażni, to niech pozostanie głuchy na akcje promocyjne, ale pozwoli bawić się innym.

Podsumowując - "wolnoć Tomku w swoim domku". Niech każdy pilnuje własnych poglądów, przekonań, świętuje (lub nie) jak chce, a nie wsadza nosa w zabawę innych. Nie szkoda życia na takie marudzenie? ;)