czwartek, 25 sierpnia 2016

Wyglądasz za mało alternatywnie!


Jeżeli czytacie tego bloga minimum pół roku, wiecie, że miałam pewne doświadczenie z mediami. Dwa razy miałam przyjemność gościć w Czwórce - Polskim Radiu [KLIK], [KLIK], oraz raz w TVP w programie Pytanie na Śniadanie [KLIK].

To przyjemne uczucie, kiedy ktoś chce posłuchać, co masz do powiedzenia. Chce dowiedzieć się co myślisz, co czujesz, co sądzisz na dany temat. Nie ma znaczenia wygląd - w radio nikt mnie nie widział, a tylko czytał tego bloga, natomiast redakcja PnŚ usłyszała te audycje i na ich podstawie dostałam zaproszenie.

Zawsze marzyło mi się, aby móc publicznie opowiedzieć o Mamie w Glanach, tak samo, jak opowiadałam o moim nastoletnim macierzyństwie. I bynajmniej, nie kieruje mną żadna próżność, parcie na szło, potrzeba lansu swojej osoby. Chcę, żeby alternatywni rodzice byli szanowani jak wszyscy inni, żeby wytatuowana mama nie słyszała niemiłych komentarzy w szpitalu czy na ulicy. Chcę móc głośno powiedzieć, jak bardzo nie zgadzam się na napiętnowanie alternatywnego wyglądu, jak mocno domagam się tolerancji, oraz jak mało rzeczy różni rockowych rodziców od tzw. "normalnych". Umożliwił mi to artykuł w Esce Rock [KLIK], za który jestem niewyobrażalnie wdzięczna! Był to naprawdę dla mnie potężny krok naprzód :)


Niedawno otrzymałam zaproszenie do popularnego telewizyjnego talk show. Robiono odcinek o wytatuowanych rodzicach, rodzicach z modyfikacjami ciała - no dokładnie taki temat, o w którym marzyłam się wypowiedzieć. Gdyby jednak nie był to program, o którym miałam raczej kiepskie mniemanie, zapewne od razu przyjęłabym propozycję i uznała to jako dar od losu. Tym razem jednak się zawahałam, bo znałam formułę produkcji, wiedziałam, że rozmowa zostanie pocięta i zmontowana tak, żeby moje wypowiedzi zgodne były z pomysłem na program, a nie z tym, co naprawdę myślę. Odmówiłam udziału powołując się na brak zaufania wobec montażu, nie chciałam stracić wiarygodności ani Was - kto wie, a nie miałam żadnego wpływu za ostateczny wygląd odcinka.

Mój pierwszy tatuaż

Byłabym zapomniała o całej sprawie, gdyby nie fakt, że ktoś w ostatniej chwili wykruszył się z nagrania i redakcja na szybko szukała kogoś na zastępstwo. Zwrócono się ponownie do mnie, czy nie znam kogoś z WIDOCZNYMI modyfikacjami, bo ja to owszem, fajną rzecz robię, ale nie widać u mnie tych tatuaży, ani tuneli nie mam, więc no... zasugerowano, że kiepsko wpisuję się w formułę odcinka. Rozbawiło mnie to i zszokowało jednocześnie. Wyjaśniłam w odpowiedzi, że wszelakie modyfikacje robimy dla siebie a nie na pokaz, oraz, że nie jestem w stanie pomóc.

Teraz wiem, że podjęłam słuszną decyzję, że moi znajomi upewnili mnie w tym co sama wiedziałam - nikt tam nie chciał wysłuchać tego, co mówię, jakie mam doświadczenia, ile cudownych ludzi poznałam dzięki blogowi i ile mnie on kosztował pracy. Miałam tylko wyglądać.

Drugi (i  nie ostatni!) tatuaż. Fot. ArnaeArt
  Ale jaką ją niby jestem alternatywną mamą, skoro nie mam kolczyków w brwiach, nosie; rozdwojonego języka, dużych tuneli, tatuaży na większości powierzchni ciała... 

Mam tylko dwa tatuaże i osiem kolczyków, łącznie z nowym rookiem. Noszę gotyckie ciuchy, gorsety, ale każdy może. Robię malutkie modyfikacje wg własnego pomysłu, nie dla ludzi, bo takie właśnie mi się podobają. Ale i tak jestem za mało alternatywna...


Moje nowe maleństwo - wymarzony rook, na którego czekałam aż 4 lata :D

Pierdzielenie o Szopenie ;> Nie przejęłam się tym, ba wyśmiałam! I obśmiewam teraz, publicznie! Nie ważne JAK BARDZO alternatywnie się wygląda - niektórzy lubią modyfikacje u innych, ale sobie nie chcą ich zrobić (ja tak mam z dreadami, albo niebieskimi włosami). Chodzi o to, co czujemy, z czym się identyfikujemy, uzewnętrznianie tego to wybór, a nie obowiązek!

Zdarzyło Wam się kiedyś usłyszeć, że jesteście ZA MAŁO alternatywni? ;)


piątek, 19 sierpnia 2016

Kobieto! Od noszenia gorsetu się nie chudnie! - czyli mądrości mamy-gorseciary.


Moja miłość do gorsetów zrodziła się... o kurde, już 10 lat temu! Wtedy to, jako nieopierzone gothciąko podniecałam się sznurówkami na plastikowych fiszbinach, bo to takie mhroczne i średniowieczne... Tak, moje pojęcie o historii mody było wówczas znikome :D Nie przeszkadzało mi to jednak stroić się w takie gorsety na każdą możliwą okazję.



Jeden z pierwszych plastikowych gorsetów :P

Od zawsze byłam szczupła. Niemniej uwielbiałam to dodatkowo podkreślać swoimi ciuchami - a gorsety były do tego idealne. Wydawały mi się takie wytworne, eleganckie... Moje pierwsze "gorsety" były po prostu satynowymi bluzkami z fiszbinami z plastiku. W miarę upływu lat, na rynku zaczęły pojawiać się gorsety ze stalowymi fiszbinami. Wówczas mało kto wiedział, jaka jest różnica między płaskimi a sprężynowymi, więc powstał wizerunek gorsetów ciężkich, miażdżących żebra, przyczyniających się do omdleń... Nic bardziej mylnego! Jednak to nie o samych gorsetach chcę Wam tu dzisiaj pisać. Ja po latach błądzenia i przeróżnych doświadczeń znalazłam swój ideał i nauczyłam się jak odróżniać gorset od tuby, co prezentuje chronologia zdjęć zawartych w tym poście.

Niestety na grupach i forach dyskusyjnych zjawiają się dziewczyny, które zwiedzione pragnieniem szczupłej talii po porodzie myślą, że gorset w czymkolwiek im pomoże. Otóż nie pomoże - ale po kolei :)



Pierwszy "prawdziwy" gorset z nieistniejącego już Evil Dolls, producent Corsets-UK
Minusy:

- longline - totalnie nie na moją sylwetkę
- tuba - wiadomo.
- ogólne zło.
Plusy - dość niska cena jak na tamte czasy - 130 zł.
Fot. Fotokutkowska.pl



1. GORSET NIE ODCHUDZA!!!

Gorset jest ubraniem. Nietypowym i wymagającym. Jego magia trwa dopóty, dopóki mamy go na sobie. Po zdjęciu gorsetu, choćby i najbardziej redukującego, ciało wraca do pierwotnego kształtu. To jak z noszeniem butów na obcasie - tylko kiedy masz je na nogach jesteś wyższa, nie sprawiają, że rośniesz na stałe nosząc je. 

2. GORSET TO NIE ZABAWKA! 

"Zły gorset, a nawet dobry, ale źle używany może spowodować u osoby noszącej mniejsze lub większe problemy zdrowotne! ” Magdalena, autorka bloga:
http://muincorset.blogspot.com/2015/11/skutki-noszenia-gorsetu-w-aspekcie.html

3. DŁUGOTRWAŁA REDUKCJA TALII 

Aby efekty noszenia gorsetu były długotrwałe, należałoby nosić gorsety dzień w dzień, nieprzerwanie przez wiele, wiele lat - tak to działało w XIX wieku. Jednak taka praktyka ogromnie osłabiłaby nasze mięśnie grzbietowe - wówczas potrzebowałybyśmy gorsetu nie tyle dla efektu szczupłej talii, ale dla wspierania kręgosłupa (damy w epoce wiktoriańskiej cierpiałyby niemiłosiernie, gdyby nagle przestały nosić gorset). Istnieją osoby, które poświęcają swoje życie redukcji talii poprzez gorsety, jednak jest to proces wieloletni. To swojego rodzaju modyfikacja ciała wymagająca wiele pracy i poświęceń. To na pewno nie sposób na poporodowe odchodzanie! Więcej informacji tutaj: http://koseatra.blogspot.com/2016/08/trening-talii-9-rzeczy-ktore-musisz.html


Tutaj mam na sobie "aksamitny" gorset z Burleski.
Niestety trafiłam na krzywo uszyty egzemplarz.
Poza tym okazał się zbyt mało ściśliwy - miałam w nim ledwie redukcję -2cm od naturalnej talii.
Nie dało rady go wysezonować.



3. GORSET NIE ZASTĄPI ĆWICZEŃ!!!

Nie schudniesz bez ćwiczeń; Twój poporodowy brzuszek nie ujędrni się od noszenia gorsetu - nim tylko ściśniesz skórę i tkankę tłuszczową. Jeżeli myślisz, że noszenie gorsetu zastąpi brzuszki, skłony, nożyce i masę innych, morderczych dla niektórych ćwiczeń na brzuch, no to sorry - naiwna jesteś. Gorset nie jest lekiem na lenistwo. Mięśnie dodatkowo się osłabią zamiast wzmocnić, co może poskutkować jeszcze większym flaczkiem. Zapytaj fizjoterapeutów lub po prostu swojego lekarza o ćwiczenia dla młodych mam - jest tego naprawdę cała masa!

4. NIE SPIESZ SIĘ!

Zarówno z ćwiczeniami, jak i noszeniem gorsetu należy poczekać. Przeraża mnie fakt, kiedy piszecie, że jesteście 3 tygodnie po porodzie i już szukacie sobie gorsetu. No kurde, na chłopski rozum: DAJCIE SOBIE CZAS! Ciąża wycieńczyła Wasze ciało, niech ono sobie spokojnie wraca do normy! Nie wierzę również w jak najszybsze ściskanie się jakimiś pasami - macica obkurcza się w swoim tempie, każda próba przyspieszenia tego jest ryzykiem. Spytajcie na wizycie popołogowej od kiedy możecie zacząć ćwiczyć brzuszek (pamiętajcie, że SN I CC to dwie zupełnie różne sprawy). Dopiero po wzmocnieniu mięśni ćwiczeniami można zacząć myśleć o gorsecie. W przypadku porodu siłami natury bezpiecznym terminem dla rozpoczęcia seasoningu gorsetu jest pół roku po porodzie, natomiast w przypadku cesarskiego cięcia okres roku po porodzie, również poprzedzony ćwiczeniami wzmacniającymi mięśnie.


Kolejnym nabytkiem był ideał - matowy underbust z Papercats.
Kocham go! Jest idealny - pięknie modeluje, wspaniale się go sezonowało,
jest uberwygodny. Nie istnieje dla mnie lepszy gorset dostępny w "masowej" produkcji.
Fot. ArnaeArt



5. DROGI GORSET TO NIE ZAWSZE DOBRY GORSET!

Sklepy gorseciarskie często żerują na niewiedzy kobiet i przekonują, że gorset zdziała cuda i odchudzi. Kiedy przeczytasz taką informację na stronie sklepu, wiedz, że masz do czynienia z naciągaczami. Gorset za 300 zł uszyjesz na miarę u wykwalifikowanej gorseciarki - nigdy nie wydawaj tyle na swój pierwszy gorset szyty masowo! Później oczywiście możesz poszaleć z luksusowymi gorsetami za nawet wyższe kwoty, ale wierz mi, na start absolutnie takiego nie potrzebujesz! :) Można kupić naprawdę porządny gorset już za 135zł (tyle kosztował ten z powyższego zdjęcia), dlatego bądź czujna, nigdy nie daj się naciągnąć, a kiedy dziewczyny na grupie piszą, żeby uciekać przed Gorsety.pl, to uciekaj!:)



Gorset Raven z Restyle.
Był bardzo ładny, jednak przez brak busku trudny w założeniu,
oraz ograniczający redukcję.
Był niestety na mnie za mały, więc sprzedałam go.
Fot. Patrycja Podębska Photography



6. NA CO ZWRACAĆ UWAGĘ PRZY WYBORZE GORSETU.

Jest masa wytycznych na blogach doświadczonych gorseciarek, ale skupię się na tym, na co powinny zwracać uwagę początkujące gorseciary - mamy. Zapewne wielokrotnie spotkałyście się z terminami under/overbust, spiralne fiszbiny, longline, busk - a nie za bardzo wiecie co one znaczą. Poniżej wypisałam najbardziej podstawowe terminy w mini słowniczku, które ułatwią Wam wybór właściwego gorsetu, bez potrzeby popełniania błędów każdej początkującej gorseciary i wieloletnich poszukiwań swojego ideału.

Po pierwsze - zwróćcie uwagę na wygodę - strój każdej mamy taki powinien być. Tak, istnieją wygodne gorsety, bo jeżeli wyobrażacie sobie, że nosząc je czymś normalnym jest ból i uczucie podduszenia, to jesteście w ogromnym błędzie. Gorset w odpowiednim rozmiarze i kształcie dla Twojej sylwetki jest mało wyczuwalny - a już na pewno nie stanowi dyskomfortu czy bólu. Pamiętaj, że nowy gorset należy oswoić - czyli wysezonować. To okres czasu, kiedy Twoje ciało uczy się fukncjonować w gorsecie, a gorset dopasowuje się do Twojego ciała. Zabronione jest ściskanie się do maksimum przy pierwszych założeniach! To pierwsza droga do zniszczenia gorsetu.

Po drugie - poznaj swój rozmiar i typ sylwetki. Wybieraj gorset do REALNYCH możliwości swojego ciała. Rozmiary gorsetów podane są w calach i oznaczają obwód talii przy maksymalnym zawiązaniu. Ja noszę 20" - oznacza to, że mogę osiągnąć największą redukcję talii 51cm. Normalnie mam 63cm w talii (chyba, że się nażrę ciastków :P), ale generalnie znam swoje możliwości. Kiedy masz szersze biodra - może warto rozważyć wide hips? A może potrzebujesz longline? Albo jeszcze inny kształt gorsetu? Jest ich naprawdę mnóstwo - poczytaj o tym, zanim zdecydujesz się na spontaniczny zakup!

Po trzecie - dla młodych mam polecam underbust. Nie ma wówczas żadnych problemów z nakarmieniem maluszka - over musiałybyście całkowicie z siebie zdejmować. 
Ciekawostka: w epoce wiktoriańskiej były overy odpinane na biuście – widziałam ostatnio taki na wystawie w V&A Museum jest tam tymczasowa wystawa o historii bielizny – było genialnie! ~ Koseatra

Po czwarte -  polecam gorsety zapinane na busk - większość na światowym rynku ma takie zapięcia, ale wiem, że istnieją jednostki, które wolą gorset jedynie sznurowany z tyłu - busk umożliwia na niemal natychmiastowe założenie/zdjęcie gorsetu w miarę potrzeby; gorset bez zapięcia z przodu równa się z wielominutowymi wygibasami :) Zapięcie na haftki z kolei automatycznie zmniejsza możliwości redukcyjne gorsetu i jeżeli chcecie mieć pożytek z gorsetu, a nie tylko dekorację, wybierzcie właśnie zapinanie na busk.


Żeby nie było - gorsety zakładam też na "zwykłe" okazje, nie tylko na sesje zdjęciowe :)
Fot. Natalia Łagowska


7. MINI SŁOWNICZEK POJĘĆ GORSETOWYCH:

overbust - gorset na biust
underbust - gorset kończący się pod linią biustu
seasoning - sezonowanie gorsetu; długotrwały proces przygotowujący konkretny gorset do późniejszej redukcji, proces przyzwyczajania ciała do danego gorsetu. Więcej tu: http://koseatra.blogspot.com/2015/12/seasoning-jak-zakadac-i-dbac-o-nowy.html
wide hips - jeden z typów gorsetu przeznaczony dla szerszych bioder.
fiszbiny - usztywnienie gorsetu, mogą być plastikowe, stalowe płaskie lub sprężynowe; w historii również trafiały się zrobione z ości wieloryba :)
busk - brykla, typ zapięcia gorsetu, składa się z knapików i oczek umieszczonych na metalowej listewce; w I poł. XIX wieku zrobiona z drewna :)
tuba - gorset fatalnej jakości, źle skrojony, posiadający wyłącznie płaskie fiszbiny; jego redukcja jest znikoma.
cale - jednostka miary gorsetów; ich liczba oznacza obwód talii przy maksymalnym zawiązaniu.
longline - gorset na długie tułowia



Zdjęcie z pierwszego spotkania gorseciar w Warszawie :)
Cudownie było poznać masę dziewczyn z taką samą pasją do gorsetów :)
Fot. Piotr Żurek

Nie sposób zawrzeć w jednej notce wszystkich informacji i rad na temat gorsetów i gorseciarstwa. Ja sama, choć mam doświadczenie i wiedzę historyczną na ich temat, nie wiem WSZYSTKIEGO. Istnieją jednak blogi poświęcone wyłącznie gorsetom - takim naszym blogiem-biblią jest Koseatra - blog o gorsetach. To prawdziwa kopalnia wiedzy na temat historii, rodzajów, recenzji i ciekawostek na temat gorsetów. Serdecznie polecam Wam tego bloga - poniżej oraz powyżej wkleiłam notki, które powinna przeczytać każda początkująca gorseciara :) 

Ja natomiast pragnę podziękować Koseatrze za poświęcenie swojego czasu i sprawdzenie merytoryki powyższego posta :*

 
http://koseatra.blogspot.com/

Słownik Gorsetowych Pojęć - Budowa gorsetu, nazewnictwo, terminologia

 

Mój pierwszy gorset - Jaki wybrać i na co zwrócić uwagę? Najważniejsze porady przed zakupem

 

Gorsety: Przewodnik dla początkujących - podział, rodzaje, modele i typy

 

Jak wybrać pierwszy gorset? Jak prawidłowo dobrać rozmiar gorsetu? 

 

A wiecie, że w XIX wieku noszono gorsety również w ciąży? TUTAJ przeczytacie notkę o tym! :)



środa, 17 sierpnia 2016

#myfirst7jobs


Jako, że notka o gorsetach wymaga jeszcze dopieszczenia, to na szybko spisałam tę oto. Po pierwsze dlatego, że spodobał mi się hasztag - sporo ludzi, którzy doszli do niemałych sukcesów w blogosferze, zaczynało od roznoszenia ulotek! Pozwala to lepiej poznać swoich ulubionych blogerów i dostrzec w nich zwyczajnych ludzi. Po drugie - ciekawa byłam, czy ja sama naliczę AŻ siedem prac w swoim życiu! 


1. Pierwsze pieniądze zarobiłam w liceum. Napisałam starszej koleżance prezentację maturalną za 40zł ;] Niemniej wiedząc, ile pracy mnie to kosztowało, oszczędzałam te pieniądze tak długo, jak tylko było to możliwe. Później przez wiele lat dorabiałam sobie w ten sposób. Łącznie napisałam w swoim życiu około 250 prezentacji maturalnych. Spersonalizowanych, wysokiej jakości, różnych, niezależnych, często poprawiałam po polonistach! Te pieniądze służyły głównie mojemu przetrwaniu - wielokrotnie przeznaczane były na podstawowe produkty spożywcze, opał, opłaty. Nie było lekko... I jakkolwiek wiem, że to niezbyt poprawna politycznie praktyka - cóż, poprawnością dziecka nie dało się wykarmić a bywało tak, że nie było nawet na mleko. Epizodycznie pisałam również prace zaliczeniowe dla studentów, zdarzyła mi się praca roczna.

2. Byłam też korepetytorką języka polskiego, angielskiego i francuskiego. Przez krótki okres czasu, na poziomie podstawowym. Jedni rodzice mojego ucznia myśleli, że samo posyłanie dziecka na korepetycje sprawi, iż wyciągnie się z jedynek na szóstki, no ale niestety - ja nie napiszę za nie sprawdzianów, ani nie nauczę się za ucznia :) Polskiego i francuskiego uczyło mi się o wiele przyjemniej :)

3. Animatorka zabaw dla dzieci - to było moje ulubione zajęcie :) Mam zrobiony kurs animacji, mam spore zaplecze techniczne, więc było bardzo fajnie dzielić się pomysłami z dziećmi, zabawiać je i organizować im czas. Wielkie bańki, skręcanie baloników, malowanie buzi, zabawy ruchowe i plastyczne - dzieci naprawdę to lubią! Wykańczająca, ale bardzo kochana praca. Pamiętam, jak po skręcaniu balonów przez godziny(!) odkryłam w swoich dłoniach mięśnie, o istnieniu których nie miałam pojęcia :)

Animacje na poprawinach Anetki i Dariana :)

4. Sprzedawca w sklepie odzieżowym - staż był bardzo przyjemny. W sumie lubiłam pracować w ciuchach, sporo się tam nauczyłam o oczekiwaniach klientów, o sezonach handlowych w tej branży, o aranżacji wystaw, akcjach promocyjnych. Gdyby nie fakt, że moja pracodawczyni okazała się oszustką i że pół roku walczyłam z nią o wypłatę przez Inspekcją Pracy i Sądem Pracy, miałabym raczej dobre wspomnienia związane z tą pracą.

5. Sprzedawca w sklepie z obuwiem - ta praca trwała aż dzień, był to dzień próbny, ale wspominam go bardzo dobrze. Fajna ekipa, mnóstwo pracy, wiele się nauczyłam - ostatecznie nie zostałam przyjęta, bo miałam dziecko ;> No cóż - teraz przynajmniej wiem na co zwracać uwagę w sklepach z obuwiem, jak odszukiwać je po indeksie, modelu, a nie po rozmiarze i zdjęciu na opakowaniu, czego wymagać od obsługi, a również na co przymykać oko.

6. Niania - bywałam nią okazyjnie i nie za pieniądze, ale jeden miesiąc zdarzyło mi się tak przepracować. Generalnie moja podopieczna była super słodka, ale dostawałam tam... niespełna 3,5 zł za godzinę... czyli 4 razy mniej niż w Warszawie na przykład za tę samą pracę... Lepszy rydz niż nic, ale cieszę się, że miałam możliwość zmiany.

7. Product Manager w I rock - no proszę, okazuje się, że moja obecna praca jest dokładnie moją siódmą. W końcu jest normalnie, z normalną płacą. Póki co nie przewiduję zmian, chyba, że mnie wyrzucą ;] 


Targi alternatywne to najfajniejsza część tej pracy :)
Fot. Piotr Pro Photo


Jak widzicie - bywało u mnie bardzo różnie, częściej jednak było trudno i biednie. Przez wiele lat zabraniano mi pracować - poza tym i tak nie miałam z kim zostawić malutkiego wówczas Kubusia. Uważam jednak, że nic tak nie odciąga od spraw domowych, jak praca właśnie. Praca rozwija - a rozwój osobisty jest bardzo ważny, zwłaszcza dla młodych mam. Po odchowaniu dziecka jest o wiele trudniej znaleźć pracę - luka w CV zieje po oczach potencjalnych pracodawców. Imajcie się czegokolwiek, co tylko będzie można wpisać ce-fałkę, róbcie kursy - to naprawdę ważne! 


A w jakich niezwykłych miejscach Wy pracowaliście? Pochwalcie się w komentarzach!

niedziela, 7 sierpnia 2016

PoWoodstockowy Gig Charytatywny z Mamą w Glanach!!!


Czasami los stawia nam na drodze ludzi zupełnie nieprzypadkowo. W pojedynkę można robić wiele fajnych rzeczy i akcji, natomiast razem możemy o wiele więcej! Pamiętajcie o tym i nie przegapiajcie takich okazji :D 
POST DŁUGI - ALE O WAŻNYCH RZECZACH - czytać do końca, a jak nie to... i tak Wam nic nie zrobię, ale Wy stracicie niesamowitą okazję do zrobienia czegoś cholernie dobrego! 


Edie poznałam przy okazji pikniku charytatywnego, o którym już Wam tu pisałam. Wiedzieć Wam trzeba, że to babka o naprawdę ogromnym sercu, dlatego kiedy przeczytałam jej posta:



wiedziałam, że muszę pomóc. Obiecałam Wam zlot, więc to była idealna okazja na połączenie sił! Przeczytajcie teraz dokładną historię Weroniki:



Ten rok zaczął się koszmarnie. Najpierw tata Weroniki zaczął chorować. Co chwile nowy lek, bo nic nie pomagało. Częste wizyty i długie pobyty w szpitalu.. 20kg mniej. Dominik, bo tak ma na imię młodszy brat Weroniki wymaga operacji, choroba Chisprunga niesie za sobą to, że Dominik musi nosić stomię. Rodzice Weroniki w te wakacje mieli jechać na konsultację do Warszawy, żeby Dominik mógł normalnie funkcjonować i się bawić. Ale w marcu zaczął się koszmar Weroniki. Od zawsze była blada i szczupła, ale w marcu zaczęła być często senna i obolała. Bolały Ją mięśnie i cały czas czuła zmęczenie. Lekarze podejrzewali tasiemca ale po badaniach lekarz zadzwonił tylko do rodziców i poinformował, że Weronikę przewożą do Szczecina i mają 15 minut, bo karetka już czeka. Krzyk, płacz i przerażenie. Dlaczego Szczecin? Co się dzieje? Tam postawiono już diagnozę- Ostra białaczka limfoblastyczna. Od tamtej pory szpital stał się ich drugim domem. Tata nie pracuje zajmuje się trójką pozostałych dzieci, a Pani Ewa przebywa w szpitalu z Weroniką i nawzajem razem z tatą się wymieniają.
Rodzina jest w trudnej sytuacji finansowej, schorowana, bez opieki MOPSu a koszty leczenia są bardzo wysokie.
Dziewczynka ma trójkę rodzeństwa - siostra ma epilepsje, brat, tak jak pisałam wcześniej choruje na Chisprunga, tata Weroniki ma drugą grupę inwalidzką – choruje na miażdżycę tętnic brzusznych. Warunki mieszkaniowe trudne – 2 pokoje przy tak licznej, schorowanej rodzinie to zbyt mało. Miasto mimo prośby o pomoc nie zainteresowało się tym faktem, a MOPS stwierdził, że skoro zbierają pieniądze z fundacji to pomoc z MOPSu się im nie należy. Weronika już dużo wycierpiała.. Przeszła sepsę, grzybicę układu pokarmowego, ma ropnie na tle grzybicznym na wątrobie. Obecnie leży na Oddziale Hematologii Dziecięcej w Szczecinie. Przeszła już chemioterapię, ale pojawiły się kolejne powikłania między innymi w postaci grzybicy płuc. Leży w sterylnym pomieszczeniu, jej stan jest ciężki, ale stabilny. Szpik powoli się odtwarza. Potrzebny jest czas, dużo szczęścia i - oczywiście to, czego brakuje w szpitalu, którego na wiele rzeczy po prostu nie stać. Rodziców także. A są to rzeczy niezbędne!
Bardzo tęskni za rodziną i normalnym życiem. W szpitalu przebywa z nią mama, która musi mieszkać w szczecińskim hotelu. Nie trzeba chyba dodawać, że to też nie jest za darmo...
Do domu może jeździć na weekendy, ale wówczas trzeba opłacić samochód i kierowcę, bo dziewczynka ze względu na stan zdrowia nie może podróżować komunikacją publiczną.
Niezbędne są także środki dezynfekujące, maski, fartuchy, specjalne balsamy, szampony oraz leki. Rodzina szuka pomocy i puka do każdych drzwi, ale pieniędzy wciąż brakuje. Ważne są też komplety pościeli, piżamy - wszystkiego tego z powodu chemii używa się tylko kilka razy a w niektórych przypadkach tylko raz.
Fundacja, do której należy Weronika zwraca koszty tylko wtedy kiedy wpłyną pieniądze, ale to też nie za wszystko, bo za dojazd do szpitala nie zwracają i pobierają dość duży procent. Dlatego przyjaciele i rodzina wpłacają na prywatne konto Weroniki.

Nikt nie zasługuje na taki los. Tyle nieszczęść w jednej rodzinie. Jak moglibyśmy przejść obojętnie? Zrobiliśmy burzę mózgów i udało się! Znaleźliśmy miejscówę, termin i zrobiliśmy dokładny plan atrakcji. Po to, żeby zebrać jak najwięcej pieniędzy dla Weroniki i aby umożliwić Wam cudowne spędzenie czasu. Szykujemy coś naprawdę epickiego!!! I liczę na to, że przybędziecie z najdalszych zakątków Polski, bo warto! 

17 września 2016 roku od godziny 15tej, w Rock Stage na Kolejowej 8/10 w Warszawie odbędzie się impreza pod hasłem "PoWoodstockowy Gig Charytatywny z Mamą w Glanach" <- klikając w nazwę przeniesiecie się do facebookowego wydarzenia. 

Czekają na Was koncerty czadowych zespołów (nazwa to link przenoszący do fanpage - zapoznaj się z ich muzyką!):

- Departed (szczególnie polecam tym, którzy chcą zobaczyć i posłuchać mojego domowego na wokalu;)
- Scream Maker
- Gorgonzolla
- Dr. J-Kill
- Thrill

Ponadto - dla Waszej przyjemności:
 
- animacje dla dzieciaków - osobiście zapewniam farbki do buzi, balony do skręcania, kredki, brokaty, gry planszowe oraz mini boisko do piłki nożnej :)

- grill - sprawdzony osobiście przez moje trzewia, smaczny jak zawsze :)


- loterie fantowe - z naprawdę gruuuubymi nagrodami!


- Polish Folklor Tattoo - stoisko tatuażysty, u którego będzie się można spontanicznie a za razem higienicznie wydziarać!


- stoiska z biżuterią i odzieżą rockową - mini targi alternatywne! Będzie I rock, będą Bibeloty, plus masa innych wystawców, rękodzielników, w tym z produktami DLA DZIECI!

Planuję zrobić też coś w rodzaju panelu dyskusyjnego dla rodziców alternatywnych. Chcę powiedzieć troszeczkę o powstaniu MwG, co mnie skłoniło do założenia tego bloga, dlaczego notki na niektóre tematy nigdy nie pojawią się tutaj oficjalnie, co się dzieje u Mamy w Glanach w "międzyczasie". Ale nie zamierzam mędzić tylko o sobie! Chcę przede wszystkim posłuchać Was, dlatego będę bardzo wdzięczna, jeżeli w komentarzach podpowiecie mi, co warto poruszyć przy okazji spotkania na żywo! ;) Przygotowałam już kilka opcji, ale im więcej, tym lepiej!



Cegiełka/bilet wstępu (zawiera los, który bierze udział w loterii - im więcej dasz, tym większa szansa na wygraną :) DZIECI WCHODZĄ ZA DARMO!!!)
 

10 pln - cegiełka + 1 los
20 pln - cegiełka + 3 losy
30 pln - cegiełka + 5 losów





W zeszły poniedziałek nagrałyśmy wraz z Eweliną i Edie powyższą zapowiedź imprezy i zaproszenie skierowane również do organizatorów Przystanku Woodstock. Nasz event jest również swoistym ukłonem dla wszystkiego, co robi WOŚP, za zarażanie chęcią czynienia dobra w imię miłości, przyjaźni i dobrej muzyki. Mamy ogromną nadzieję, że przedstawiciele zjawią się chociaż na chwile i będziemy mogli im osobiście podziękować za magiczny festiwal, lata ciężkiej pracy i za inspirację :)




Rezerwujcie sobie ten dzień w terminarzu - nie wyobrażam sobie tej imprezy BEZ WAS! Musicie tam z nami być!!! \m/


You'll never rock alone!