piątek, 28 lutego 2014

Jak pokonać...? - Seria "Strachy na lachy"

Witajcie.
Mam dziś trudny dzień. Zrobiłam w końcu coś, do czego przygotowywałam się od miesięcy. Trzymajcie kciuki, żeby było wszystko było dobrze :) Przepraszam, że dawno nic tu nie dodawałam. Prace nad wieloma tekstami pochłonęły mnie tak bardzo, że (choć siedziałam godzinami przy komputerze) nie miałam możliwości naskrobania tu kilku nawet kilku zdań.
Teraz wygląda na to, że w końcu wychodzę na prostą ze zleceniami. Znalazłam więc chwilę, żeby napisać dla Was recenzję pewnej serii książeczek, którą odkryłyśmy wraz z adminką Adą podczas wyprawy do Empiku.


"Strachy na lachy" to seria książeczek autorstwa Roland Garrigue oraz Catherine Leblanc, które mają pomóc dziecku zmierzyć się ze strachem i pokonać go... śmiechem! Oto krótki opis wydawcy (wydawnictwo OLÉ)

"Boisz się pająków lub dinozaurów? Nie wiesz, jak pozbyć się ducha spod łóżka lub jak przepędzić złego wilka? Otwórz książkę i odkryj mnóstwo sztuczek, dzięki którym pokonasz wszystkie stwory, które nie dają ci spać w nocy!
Seria książek, które zabawnym tekstem i śmiesznym ilustracjami pomagają dzieciom przezwyciężyć największe lęki, a wszystko to w atmosferze dobrej zabawy."



Seria składa się z czterech książeczek:


"Jak pokonać duchy?"


"Jak pokonać dinozaury?"


"Jak pokonać wilki?"



"Jak pokonać pająki?"

Książki są ładnie wydane, z masą ciekawych ilustracji. Okładka jest sztywna i "gąbczasta, napowietrzona" za razem (nie wiem, jak profesjonalnie nazywa się ten typ obwoluty, ale osobiście bardzo go lubię). Wewnątrz znajdziemy masę rad, jak poradzić sobie ze swoimi strachami. Niektóre wydadzą się nam - dorosłym - infantylne, jednak niektóre właśnie zaskakują swoją prostotą, logiką i przez to geniuszem. Wydaje mi się, że książeczki mogłyby nie tylko spodobać się dziecku pod względem humorystycznych tekstów, czy ładnego wydania, ale również przyczynić się do zwalczenia któregoś z konkretnych strachów. Widziałabym jeszcze w tej serii Wampirki, Mumie, Potwory Spod Łóżka, Potwory Z Szafy, Robale.  Każdy sposób jest dobry na pokonanie dziecięcych lęków. Nie czytałam co prawda synkowi żadnej z powyższych pozycji (przeglądałam je sama w Empiku), ale kiedyś znalazłam w bibliotece książkę "Potwór idzie do przedszkola" - nie dam sobie głowy uciąć, że tak brzmiał tytuł, bo autora niestety nie pamiętam. Straszny, pokraczny stwór, który przerażał swą paszczą z okładki okazał się być nieśmiałym, lękliwym i dającym się lubić potworkiem. Synek polubił tę postać i zrozumiał, że STRACH MA WIELKIE OCZY. Na poważnie rozważam zakupienie Kubusiowi tomu "Jak pokonać duchy?" na urodziny.

Sugerowana cena książeczek to 24.90 zł. W księgarniach internetowych znalazłam je już za 16.90 zł, jednak doliczając koszt wysyłki wyjdzie na to samo. Niemniej cena jest adekwatna wg mnie.

Jako mama oceniam serię 8/10 pkt.
Zobaczymy, na ile oceni ją moje dziecko :)


Może Wasze dziecko zna już którąś z powyższych pozycji? Jakie macie o niej zdanie? Czekam na opinie :)

czwartek, 20 lutego 2014

Terror laktacyjny.


Dziś może mniej alternatywnie, za to bardzo mamusiowo.


Jestem wściekła! Wściekłam się właśnie na jedną z mam na pewnym forum, która śmie mi wmawiać, że terror laktacyjny nie istnieje. Owszem, ISTNIEJE!!!


Wystosuję tu mały apel do idealnych matek-Polek, które karmią swoje dzieci do 3go roku życia piersią:
 


Otóż drogie mamy!
My - mamy niekarmiące mamy do tego absolutne prawo. Za to Wy nie macie żadnego prawa potępiać naszego wyboru. Wmawiać, że jesteśmy wyrodne, że faszerujemy dziecko chemią. Czasem kobieta po prostu karmić nie może. Czasem nie chce - krępuje ją to, woli butelkę, chce szybko wrócić do szkoły/pracy, ma do tego święte prawo. I wcale nie jest gorsza dlatego, że podaje mieszankę modyfikowaną.
Wyjdźcie w tłum ludzi - czy jesteście w stanie wskazać, kto z mijających was ludzi jak był karmiony? Ponoć mleko matki zapewnia końską odporność - bez przesady, ja jestem butelkowcem i wcale na odporność nie narzekam. Moje dziecko jest butelkowcem, a katar ma może raz w roku. Technologia żywienia jest tak zaawansowana, że mieszanki modyfikowane są niemal identyczne z pokarmem matki.
Uważacie, że naturalny pokarm można odciągać i podawać z butelki. Owszem, można. Ale nie zawsze i nie każda matka może sobie na to pozwolić.
Mnie natura wyposażyła w pewną naturalną wadę, która uniemożliwiła mi karmienie dziecka. Próbowałam, owszem. Pod przymusem pewnej babciowatej położnej. Stała nade mną, krzyczała na mnie, na siłę przystawiała mi dziecko, bolało jak cholera. Uważała, że pokarm z krwią to nic takiego, że mały ma tak jeść, albo "ona mi pokaże". Pilnowała, żebym nie szła po butelkę, mały płakał, ja też. Wszystko w nieszczęsnej trzeciej dobie (jestem książkowym przykładem 3cio dobowego załamania poporodowego). Uważacie, że to nie terror? Że takie przypadki nie istnieją? Teraz nawet nie chcę myśleć o tym, że kiedykolwiek miałabym karmić dziecko. Żadna to przyjemność, uczucie więzi, tylko ból. Oczywiście, kiedy owa położna skończyła dyżur i przyszła inna, zrozumiała na czym polega mój problem, że mam tak a nie inaczej od urodzenia i że fizycznie nie jestem w stanie karmić. Ta kobieta jakoś nie widziała problemu.

My naprawdę szanujemy i podziwiamy Was, mamy karmiące. W pewnym sensie zazdroszczę, że nigdy nie sprawdzę w praktyce teorii o tej niezwykłej bliskości mamy i dziecka. Ale mamy nie mogące lub nie chcące karmić mają prawo do takiego wyboru.  



www.fototadla.pl

piątek, 14 lutego 2014

14 lutego.

Celowo zatytułowałam wpis datą, a nie nazwą święta, jakie dzisiaj jest obchodzone.
Walentynki. Walę w tynki.

Jedni hejtują, inni obchodzą. 
Ja do święta zakochanych w sumie nic nie mam, brzydzi mnie tylko cała kiczowata otoczka, jak karteczki, serduszka, kubeczki, misiaczki, lizaczki... OMG.
Kwiaty nie. Kwiaty zawsze miło dostać :)


Tegoroczne Walentynki spędzam dość ciekawie. Od rana urząd pracy, później spacerek z synkiem  - moim jedynym ukochanym. Może zabiorę mojego chłopaczka na gorącą czekoladę. Jak co jakiś czas.
Jeśli obchodzicie, cieszycie się tym dniem - miłej zabawy :)
Jeśli szczerze nienawidzicie Walentynek, wolicie Kupalnockę czy Zapusty - też dobrze.


Ale ja dziś nie o tym.
Chcę przypomnieć wszystkim, że św. Walenty był patronem nie tylko zakochanych. Także chorych umysłowo i epileptyków.
Obchodzimy dziś dzień osób chorych na epilepsję.







Warto choćby kilka minut poświęcić na przeczytanie czegoś o tej chorobie.
O sposobie udzielania pierwszej pomocy, bo często jest ona błędna.
Właśnie dzisiaj, w dzień oklejony czerwonymi serduszkami, znajdźmy na to czas.


Kilka faktów (oczywistych, ale niektórzy wciąż mają z tym problem):
  • epilepsja NIE JEST chorobą psychiczną a neurologiczną;
  • epilepsją NIE MOŻNA się zarazić w żaden sposób; 
  • atak drgawkowy zdarza się bardzo rzadko, najczęściej są to zaburzenia świadomości, ból głowy, niekontrolowany płacz/śmiech;
  • w przypadku ataku osoby o której wiemy, że choruje, NIE DZWONIMY NA POGOTOWIE;
  • Dzwonimy tylko i wyłącznie wtedy, jeżeli istnieje podejrzenie wystąpienia pierwszego ataku w życiu, lub jeśli atak ma ktoś nieznajomy;
  • Chory powinien mieć przy sobie informację, leki - można sprawdzić w torbie, chory się nie obrazi;
  • atak trwa około minuty; jeśli przekracza 10 minut - wzywamy pogotowie;
  • NIE PRZYTRZYMUJEMY GŁOWY chorego - podkładamy pod nią coś płaskiego, np. bluzę i asekurujemy; nie opieramy sobie na kolanach!;
  • NIE WKŁADAMY NICZEGO DO UST - wykruszymy tylko zęby, prawdopodobieństwo uduszenia się jest naprawdę niewielkie, tak jak odgryzienia języka;
  • Nie powstrzymujemy drgawek siłą;
  • usuwamy z okolicy głowy niebezpieczne przedmioty, zdejmujemy okulary;
  • nie robimy masażu serca, sztucznego oddychania;
  • nie podajemy płynów;
  • po ataku układamy w pozycji bocznej;
  • Wspieramy chorego, dajemy gapiom dobry przykład.

To by było na tyle. A powód takiej tematyki niech zostanie tylko w świadomości najbliższych.
Miłego dnia! :)


czwartek, 6 lutego 2014

Blog Roku 2013 - podsumowanie.


Postanowiłam zrobić małe statystyczne podsumowanie naszego udziału w konkursie Blog Roku 2013.
Do kategorii "Ja i moje życie", do której przynależał blog Mama w Glanach, zgłoszono 640 różnych blogów.
Na nasz oddano 5 głosów. Mało? No niewiele, ale - jako świeżo upieczona optymistka - znalazłam wiele pozytywnych cech tego całego zamieszania.


5 głosów x 1,23zł (koszt smsa) = 6,15 zł
O tyle właśnie zasililiśmy konto Łódzkiej Fundacji Gajusz, która prowadzi hospicjum dla dzieci osieroconych.
Niektórzy powiedzą, że to tyle co nic. Wierzcie na słowo - wiem z doświadczenia, że czasami 6 zł musi starczyć na tydzień życia.
  Poza tym takich blogów - z niewielką ilością głosów - były całe setki! Złotówka do złotówki i uzbierają się grube tysiące (w zeszłorocznej edycji niemal 40 tys złotych)!


Co Mama w Glanach zyskała na udziale w konkursie?
Statystyki donoszą, że liczba wejść z platformy blogroku.pl na naszego bloga wynosiła 80!
To potencjalnie 80 osób, które w jakiś sposób zainteresowały się naszą ideą, może co-nieco przeczytały, może kilka z nich zostanie z nami na dłużej.


Innymi słowy - warto było! :)
I dziękuję tym 5ciu osobom za wsparcie :*

sobota, 1 lutego 2014

Blog Roku 2013 - GŁOSOWANIE!


 http://www.blogroku.pl/2013/kategorie/mama-w-glanach,5dm,blog.html



Kochani! Jeżeli uważacie, że...

  • należy uświadamiać polskie społeczeństwo, iż alternatywni rodzice są odpowiedzialni, dojrzali i kochający;
  • pora wypowiedzieć wojnę nagonce na ciekawie wyglądających rodziców, jaka panuje na oddziałach położniczych, placach zabaw, w przedszkolach;
  • dość traktowania rodziców z tatuażami, kolczykami, irokezami jako "margines społeczny";
  • nasza idea propagowania tolerancji ma sens,


GŁOSUJCIE!!!


Wyślijcie SMS o treści A00099 (A zero zero zero dziewięć dziewięć) na numer 7122 
Koszt to jedyne 1,23 zł :)

Ten etap konkursu zakończy się 6 lutego o godz. 12:00.

Każdy jeden oddany głos będzie dla nas prawdziwym sukcesem i za każdy jeden już teraz bardzo serdecznie dziękujemy!!! :)