środa, 29 kwietnia 2015

Moje dziecko nie jest bachorem!


Dzieci - nasz cud, inspiracja, sens życia. Czasem nas denerwują, czasem mamy ochotę je sprzedać do cyrku - zdarza się. Ale kochamy te nasze Potworki, Farfocle, Trolle. Nie wyobrażamy sobie bez nich życia. 

Nie każdy jednak dzieci ma. Nie każdy chce mieć. Nie każdy lubi. I ma do tego pełne prawo, jakby nie patrzeć.

ALE NIE MA PRAWA NIENAWIDZIĆ.
NAZYWAĆ DZIECKA BACHOREM.

Wg słownika to pejoratywne określenie dziecka, zazwyczaj niegrzecznego
Nie.
Nie zgadzam się. 
W tym słowie tak zieje pogardą, że otwiera mi się nóż w kieszeni.

Scenka z życia jakich wiele - jedziemy autobusem, tuż przed nami siedzi matka z dzieckiem. Dziecko śmiertelnie się nudzi, zaczyna się zatem rozglądać. I... ciach! Upatrzyło sobie nas za punkt zainteresowania. Albo się uśmiecha, albo zadaje setki pytań, albo wytyka język. Co robicie?

Ja uśmiecham się, zagaduje, sama wytykam język i wykorzystuje swoje animatorskie sztuczki. Jak mam ochotę. Czasem łeb mi pęka, to nie. Uśmiecham się i ignoruję. Dzieciak w końcu się znudzi. Okazując mu swoją irytację, niechęć, zdenerwowanie, tylko zachęciłabym go do dalszych akcji.

Ale czasem na moim miejscu siada paniusia. Bo ona dzieci to nie, bo takie obrzydliwe, bo smarka, ryczy, mówi, biega i hałasuje. Woli psa. Albo i nic. I widząc takie dziecko tylko wzdycha z niezadowolenia, klika z laptopa do przyjaciółeczki, że jakiś cholerny bachor ją wkurwia, że taka biedna pokrzywdzona. Bo jakiś bachor istnieje i denerwuje jej nowobogacką, ufryzowaną główkę. A głupia matka bachora obok siedzi i nie reaguje.

Zatem dowiedz się, pusta paniusiu, że sama kiedyś byłaś dzieckiem. Też odstawiałaś matce w PKSie, w kolejce do sklepu, na placu zabaw. Pewnie nie raz wkurzałaś przechodniów, wytykając na nich język jadąc na rowerze. Na pewno byłaś tak samo nieznośna, okropna, na pewno ktoś miał kiedyś Ciebie dość. Twoja postawa świadczy o tym, że zapomniałaś, że Twoja mama też nie zwracała Ci uwagi, bo wówczas psociłaś jeszcze bardziej. A jednak żyjesz sobie teraz spokojnie, Twoi bliscy też, nikt przy Tobie nie zwariował. Wiedz tylko jedno - gardzę Tobą. Ja, mama łobuza z pociągu lub autobusu. Uświadom sobie, że nazywając cudze dziecko "bachorem", uwłaczasz swojej własnej matce, która znosiła Twoje humorki.

Gardzę Tobą.
Moje dziecko nie jest bachorem.


wtorek, 21 kwietnia 2015

"Nie taki Wilk straszny..."


 Wpis o tym, jak jajo bywa mądrzejsze od kury oraz kilka słów o inności i patrzeniu poza schematy.


"... a wtedy Mama Koza, wraz z najmłodszym Koźlątkiem rozcięli nożycami brzuch śpiącego Wilka. Sześć pozostałych Kózek wyskakiwało radośnie z brzucha Wilka - żarłok był tak głodny, że połykał Kózki żywcem, w całości. Mama Koza obmyśliła fortel - kazała dzieciom nanieść dużych kamieni z ogrodu wprost do brzucha Wilka. Zaszywszy sprawnie brzuch schowała się wraz z dziećmi w domku. Tymczasem Wilk obudził się i poczuł się dziwnie ciężki. Spragniony postanowił udać się do studni, by nabrać sobie wody. Nie było to jednak łatwe - kamienie w brzuchu Wilka tak mu ciążyły, że ledwo doszedł do studni. Nieuważnie przechylił się... i... PLUSK!!! Wpadł do wody i nikt już go więcej nie widział. A Mama Koza wraz z siedmiorgiem swoich Koźlątek, tańczyli wesoło dookoła studni ciesząc się ze zwycięstwa."

Tę bajkę zna każdy z nas. Przynajmniej większość. W dzieciństwie była jedną z moich ulubionych. Ale dopiero mój mały Troll uświadomił mi jej drugie dno, którego autor prawdopodobnie wcale nie miał na uwadze.

- Mamo, ale... Wilk utonął w tej studni, umarł, prawda?
- Można tak wnioskować.
- Ale... Skoro Wilk był zły, to nie znaczy, że trzeba było go od razu zabijać. Trzeba mu było WYTŁUMACZYĆ! Teraz to Mama Koza jest zła. Skrzywdziła Wilka. Nie miała prawa.


Zamurowało mnie. Młody miał rację! 

Poczułam ogromną dumę, że doszedł do takiego wniosku, na który ja - dorosła - bym nie wpadła. Bo nie wpadłabym. Jestem ofiarą stereotypów przekazywanych w bajkach. Długo na ten temat myślałam i uświadomiłam sobie, że takie pozorne, lekkie treści mogą rzutować na przyszłe, dorosłe postrzeganie świata. 

W bajkach jest wszystko takie jaskrawe - brzydkie = złe. Wilk jako uosobienie zła, ze względu na drapieżną naturę. Ale dlaczego wciąż mamy podążać za XIX wieczną symboliką? Dlaczego Wilk nie jest wzorem siły, rozwagi, przywództwa? No tak, "Księga Dżungli" to nieco przełamuje. Jednak chyba nic poza tym.

W życiu nie zawsze jest tak, jak w bajkach. Że zło jest widoczne gołym okiem. Czasami kryje się za maską sympatycznie wyglądającego wujka, lub ładnej pani. Tylko, że ten miły wujcio może chcieć bardzo skrzywdzić małe dziecko, a śliczna pani porwać je. Nie uczulamy dzieci na reakcję obronną wobec tego, że niebezpieczeństwo kryje się w nawet najbardziej pięknych miejscach. Straszy się je za to porwaniem przez tego brzydkiego pana, który tak naprawdę jest dobrodusznym człowiekiem. Albo panią ubraną na czarno. Jakby to był kolor przypisany dla zła.

Druga sprawa - czy faktycznie mamy prawo krzywdzić kogoś tylko dlatego, że skrzywdził nas? Czy zemsta, zawiść to jest to, czego chcemy nauczyć nasze dzieci? Nie pozwolę, żeby ktokolwiek skrzywdził moje dziecko. Ale zamierzam też stać na straży czystości jego duszy - nie chcę, aby przepełniała go chęć zemsty, nienawiść. I chyba troszeczkę już zrozumiał z mojego wychowania, skoro przejawił empatię wobec czarnego charakteru.
A może jest dotknięty tym samym przekleństwem co ja - nadmierną empatią...




edziecko.pl

Nie twierdzę, że wszystkie bajki są niewłaściwe, że przekazują stereotypowe myślenie. Nie odradzam ich czytania - przeciwnie! Czytajcie je dzieciom! Ale później o nich porozmawiajcie.




Wpis ten został uhonorowany pierwszym miejscem w zestawieniu #blogowyczwartek na portalu Mądrzy Rodzice. Dziękuję!

http://madrzy-rodzice.pl/2015/04/blogowyczwartek-23-04-2015/




 

niedziela, 19 kwietnia 2015

"Twórcy Alternatywni dla Piotrusia...czyli...Alternatywny Bazarek" - wywiad z organizatorkami akcji charytatywnej.




Czytelniku! Tak, do Ciebie mówię! Skoro już zawieruszyłeś się w te rejony Internetu, to zostań na chwilę. Chcę Ci opowiedzieć o Piotrusiu. I o tym, jak kilka osób postanowiło mu pomóc.

To było w zeszłym tygodniu. Dostałam zaproszenie na wyjątkowe wydarzenie od Kingi – internetowej koleżanki. Wydarzenie, które zorganizowali Twórcy Alternatywni dla małego, chorego chłopczyka. Mam to szczęście być mamą dziecka zdrowego. Sytuacje, kiedy dowiaduję się o cierpieniu niewinnego maluszka budzą we mnie bunt wobec rzeczywistości. Fantastyczni ludzie odpowiedzialni za powstanie „Bazarku”, poczuli podobny odruch serca i postanowili działać. A ja postanowiłam dowiedzieć się, jak wyglądała organizacja całego przedsięwzięcia.

Rozmawiałam w konferencji facebookowej z Joanną, Kingą, Dominiką, Joanną, Karoliną, Kamilą oraz Darią. Każda z nich jest przedstawicielką Twórców alternatywnych, prowadzi swoją firmę. Wszystkie jednogłośnie poprosiły o nieoznaczanie ich sklepów, bo przede wszystkim chodzi o nagłośnienie zbiórki pieniążków dla Piotrusia a nie o jakąś autopromocję.

Jak dowiedzieliście się o chorobie Piotrusia? Znacie jego rodzinę?

Joanna: Zanim Ewelina z Maćkiem (Betrayal z Deathcamp Project - przyp. Ragany) upublicznili informację o chorobie Piotrusia wiedziałam już od naszych wspólnych znajomych, że coś jest nie tak ale nie znałam szczegółów.

Dominika: Nie znam osobiście ani rodziców Piotrusia (znam i lubię Deathcamp Projekt), ani większości osób, z którymi biorę udział w wydarzeniu (połączył nas Facebook i wspólny projekt), ale w niczym to nie przeszkadza.

Co dolega temu maluszkowi? Z jakimi problemami codziennymi się zmaga, jakie są jego potrzeby?

Joanna: W kwietniu 2014 roku u 8 miesięcznego Piotrusia lekarze zdiagnozowali nowotwór złośliwy nadnercza – neuroblastoma IV stopień kliniczny - z przerzutami do kości i szpiku. O codziennych problemach i potrzebach malucha najlepiej opowiedzieliby jego rodzice ale wiem, że pieniądze są tu kluczowym problemem, ponieważ Fundacja zwraca wyłącznie po okazaniu faktur za rzeczy określone w umowie czyli związane z leczeniem tj. rehabilitacja, sprzęt (np. wózek rehabilitacyjny), konsultacje lekarskie, badania, odżywki, leki, artykuły do robienia opatrunków (trzeba zmieniać opatrunek przy tzw. dojściu centralnym Broviac, którym podawana jest chemia - miesięczny koszt materiałów opatrunkowych to około 400 zł). Sami też muszą pozyskiwać darczyńców na co z cała pewnością nie mają ani siły ani czasu.



Jak doszło do powstania wydarzenia – kto je zainicjował?

Joanna: Jakiś czas temu znajomy zapytał mnie czy nie pomogłabym mu znaleźć kogoś kto potrzebuje wsparcia, ponieważ chcieliby zagrać imprezę charytatywną a ja od razu pomyślałam o Piotrusiu. Ponieważ sama staram się pomagać w miarę możliwości w najróżniejszych akcjach charytatywnych od zawsze to pomysł nie był odkrywczy i wymagał tylko chwili organizacji i zachęcenia znajomych do pomocy.

Kinga: Joanna ogólnie podała informację, że szykuje otwarcie bazarku, aby pomóc temu chłopcu.

Dominika: Do wydarzenia zaprosiła mnie Asia - kierowniczka zamieszania ;)

Karolina: O Piotrusiu i całej akcji dowiedziałam się z facebooka, coraz więcej znajomych alternatywnych projektantek zaczęło udostępniać wydarzenie.

Dlaczego Ty konkretnie postanowiłaś dołączyć do grona wystawców? Jakie były Twoje osobiste pobudki? Czy były jakiekolwiek chwile zawahania?

Daria:  Osobiście nie znam rodziców Piotrusia, ale nad wzięciem udziału w tej akcji nie zastanawiałam się długo. Skoro moja praca, moje hobby może przyczynić się w jakiś sposób do pomocy komuś, kto tej pomocy naprawdę potrzebuje, to czemu miałabym odmówić? 

Kinga: Zgłosiłam się, bez chwili zastanowienia, wypłynęło to z czystej chęci pomocy. Sama jestem matką tak jak i Ty Moja córa też chorowała, co prawda nie tak ciężko, ale trochę stresu było, więc wiem co czują.

Dominika: Dołączyłam bez zastanowienia, ponieważ tak czuję. Jeśli mogę poprzez swoją twórczość komuś pomóc, to bardzo się z tego cieszę.

Karolina: Widząc tytuł wydarzenia "Twórcy alternatywni dla Piotrusia" poczułam, że muszę choć trochę pomóc, w końcu jestem twórcą alternatywnym, a mały potrzebuje pomocy. Po prostu musiałam.

Jak konkretnie możemy Piotrusiowi pomóc? Na co zbieramy? Czy jest jakaś konkretna kwota do uzbierania?

Joanna: Nie ma w założeniach uzbieranie konkretnej kwoty. Nie wiem jak długo uda nam się pociągnąć całą akcję ale każda złotówka jest ważna i na pewno zostanie spożytkowana właściwie.

Jak wygląda proces udziału w Waszym wydarzeniu, sposób licytacji i zapłaty?

Joanna: Każdy wystawiający określa czas aukcji i cenę wywoławczą. Bierze również na siebie koszt wysyłki. Gdy aukcja dobiegnie końca wygrywający wpłaca pieniądze na podane konto, ja potwierdzam wpłatę i rzecz zostaje wysłana. Jeszcze tylko potwierdzenie, że dotarła i gotowe Całość sumujemy i wpłacamy na Fundację. Potwierdzenie zostanie publicznie udostępnione.

Karolina: Najprościej w świecie wystawiamy swoje ubrania, biżuterię i dodatki bezpośrednio pod wydarzeniem podając cenę wywoławczą i zachęcamy innych do udziału w licytacjach :)

Czy możemy wspomóc chłopczyka i jego rodzinę w inny sposób?

Joanna: Jak najbardziej można pomagać na własną rękę Każdy może przeznaczyć 1% podatku bądź dokonać indywidualnej wpłaty na konto Fundacji. Może najwłaściwiej będzie jeśli podam link do strony Piotra w Fundacji.http://dzieciom.pl/podopieczni/24691

Karolina: Zapewne rodziców Piotrusia ucieszy każda pomoc, czy to udostępnianie wydarzenia, czy wpłata na ich prywatne konto jakiejś kwoty. Każdy pomaga tak jak może.

Czy spodziewaliście się sporego zainteresowania wydarzeniem? Istnieje ono kilka dni, a już naprawdę wielu twórców alternatywnych zaoferowało swoje produkty na licytację.

Joanna: Prawdę powiedziawszy spodziewałam się większego odzewu Ostatecznie Deathcamp Project jest docenianym zespołem przez "czarną" brać ...a tu na tyle zaproszonych osób jest raptem mały procent tych, którzy zauważyli i wsparli choćby swoją obecnością czy udostępniając wydarzenie ale i tak jesteśmy wdzięczni, że nie przeszło bez echa i liczę na to, że będzie lepiej.

Karolina: Im więcej osób dołącza do pomocy tym lepiej :)

Czy w ogóle musieliście pracować się nad pozyskaniem konkretnych twórców, czy raczej każdy godzi się od razu, dołącza pod wpływem czystej chęci pomocy?

Joanna: Większość zareagowała pozytywnie i przybiegła z pomocą albo takową obiecała w najbliższym czasie Byli też tacy, którzy nawet nie odpowiedzieli mi na wiadomość a kilka osób wprost odmówiło. No cóż, tak to już jest Cieszymy się tym co mamy.

Daria:  Dla mnie, jak i pewnie dla wszystkich twórców alternatywnych biorących udział w "bazarku", tworzenie rękodzieła to przyjemność. A jeśli ta przyjemność może zamienić się w coś jeszcze lepszego, to podkreślam, że zawsze, ale to zawsze warto pomagać. 

Nazwa to „Twórcy Alternatywni dla Piotrusia” – czy inne firmy, spoza „klimatu” mogą dołączyć do wydarzenia i wystawić swoje produkty? W jaki sposób można dołączyć do grona wystawców?

Joanna: Jak najbardziej TAK ! Od czegoś trzeba było zacząć, więc zaczęliśmy od własnego podwórka stąd taka nazwa Na stronie jest o tym informacja, że zapraszamy praktycznie każdego kto chce pomóc.

Karolina: Każdy może pomóc! czy np. chce sprzedać kilka swoich starych płyt, książek, ubrań. Każda taka pomoc jest jak najbardziej mile widziana.

Dominika: Fajne jest to, że zaczęło się od grona twórców alternatywnych, a przybywa coraz więcej ludzi niezwiązanych bezpośrednio z tematem, którzy robią to bezinteresownie, z potrzeby serca.

Wiecie może jak reagują najbliżsi Piotrusia na Waszą akcję?

Joanna: Mamy nadzieję, że pozytywnie. Mam stały kontakt z mamą Piotrusia ale staram się za bardzo głowy jej nie zawracać bo ma dziewczyna co robić. W każdym razie zapewniam, że cała akcja prowadzona jest za zgodą obydwojga rodziców, którzy dołączyli do bazarku i mogą wszystko śledzić.

Zachęć w kilku słowach czytelników do udziału w licytacji ;)

Joanna: Powiem krótko Pomaganie nie boli a wręcz przeciwnie Wszystko co tutaj znajdziecie jest jedyne w swoim rodzaju i obdarowane przez nas dobrą energią Jeśli sami nie możecie wspomóc finansowo to może macie coś co możecie wystawić na aukcji Udostępniajcie Zapraszajcie znajomych ...to wszystko jest POMOCĄ!

 Daria: Dlatego mały apel do wszystkich, którzy jeszcze wahają się nad wzięciem udziału w wydarzeniu: Do dzieła! Nie musicie być rękodzielnikami, aby pomóc. Wystarczy, że zalegają wam płyty, książki, koszulki oraz inne rzeczy, które przeznaczycie na licytację. Do wydarzenia dołączyło już wiele osób, a mam nadzieję, że będzie jeszcze więcej, bo liczy się każda pomoc. Zatem nie zwlekajcie i rzeczy na licytację przeznaczajcie :)

Karolina: Biorąc czynny udział w naszych licytacjach nie tylko pomagasz, ale i dostajesz coś oryginalnego w zamian :)

Drogi czytelniku. Kliknij i pomóż, to takie proste… Może któraś z licytowanych rzeczy Ci się spodoba. Udostępnij proszę chociaż poniższy link. Nie tę notkę, ale link bezpośrednio do wydarzenia:



Konto do wpłat :
ING Ślaski
88 1050 1025 1000 0090 4463 5077
z dopiskiem - Piotruś

Liczymy na Wasze wielkie serca!


czwartek, 9 kwietnia 2015

Koszulki z naszym logo - ZAMÓWIENIE


Postanowiłam napisać notkę, gdyż trochę do napisania mam :D

Wspomniałam już na naszym facebooku, że będzie możliwość zamówienia sobie czarnej koszulki damskiej z logo Mama w Glanach. Przypominam, że logo jest dziełem Joahannah von Frankenstein - niesamowicie utalentowanej dziewoi, której grafiki możecie podziwiać na wielu klimatycznych ciuszkach ;)

Koszulki są w rozmiarze S, M, L oraz XL - standardowe - ani zawyżone, ani zaniżone.

Koszt jednej to 37 zł plus wysyłka:
list polecony - 6zł
list polecony priorytetowy - 7,50 zł
mini paczka - 11 zł (potrzebny nr telefonu)


Zamówienie koszulki jednoznaczne jest z dokonaniem przedpłaty na moje konto. Nie jestem w stanie wyłożyć z własnej kieszeni, nie wiem jak duże będzie to zamówienie. Zgłoszenia-wpłaty zbieram od 10.04.2015 do 24.04.2015 roku włącznie. Wiem, że wpłaty księgują się różnie, dlatego też poczekam do poniedziałku (27.04.2015) i tego dnia wieczorem złożę zamówienie zbiorowe. Proszę o nie składanie zamówień w poniedziałek. Koszulki powinny dotrzeć do mnie w przeciągu 24 godzin (kurier), które bezzwłocznie popakuję i wyślę na poczcie. Dla przypomnienia, wygląda ona tak:






Dane do przelewu:
Katarzyna Knycpel
ul. Górna 11/3
62-740 Tuliszków

Alior Bank, nr konta: 46 2490 0005 0000 4000 6099 8633 
Kwota: 37 zł + koszty przesyłki

W tytule proszę podać ILOŚĆ SZTUK I ROZMIAR oraz ADRES EMAIL, np. (1szt: M annakowalska@wp.pl lub 2szt: M, M, annakowalska@wp.pl lub 2szt: S, XL annakowalska@wp.pl) - jeden raz napisany rozmiar to za razem jedna sztuka, w ten sposób mi się nie pomyli ;)

Kiedy dostanę przelew skontaktuje się na podany adres e-mail, dam znać, że otrzymałam wpłatę oraz poproszę o adres do wysyłki.

W przypadku zamówienia większej ilości sztuk koszty wysyłki listami poleconymi wzrosną o 1zł/szt, minipaczka bez zmian.

Dopiero zaksięgowana wpłata jest dla mnie jednoznaczna ze złożeniem zamówienia, nie wiadomości typu "chcę", "zamawiam" :)
Uprzedzam, że nie będę za nikogo wykładała, ani przedłużała ostatecznego terminu wpłat, trzeba być fair wobec innych. 

Czy napisałam o wszystkim? Chyba tak :)
Mam szczerą nadzieję, że na przyszłość uda mi się ogarnąć lepszy (i szybszy) sposób zamawiania przez Was koszulek. 


UWAGA UWAGA!!!
Przyjmuję również w ten sam sposób zamówienia na eko torby z naszym logo! Jeżeli nie zdążyłaś sobie takiej kupić ostatnim razem - możesz zamówić ją postępując identycznie jak w przypadku zamówienia koszulki. Zmienia się tylko tytuł przelewu - "torba + twój mail". Koszt torby to 19 zł + koszty wysyłki, takie same jak w przypadku koszulki (będzie to ten sam gabaryt)


Pozdrawiam! \m/

wtorek, 7 kwietnia 2015

Dzieci są okrutne.


Ale nie nasze! Ależ skąd! Nasze są niewinnymi aniołkami, to tylko wychowawczyni coś wymyśla, a inne matki chowają sobie płaczliwych maminsynków. To dobrze, że przoduje, że się nie daje. Bije? Pluje? Wyzywa? Moje dziecko? Ja je znam, ono by nigdy...

Dzieci są okrutne.
Może nie są. Bywają. 


dziecko.wieszjak.polki.pl




I jakkolwiek trudno nam, rodzicom, się z tym pogodzić, taka jest prawda. Każdy rodzic zna z otoczenia swojego dziecka takiego łobuza, który chce rządzić. I póki jest mały/mała, tłumaczymy to sobie wiekiem, rozbrykaniem... Jednak brak wczesnej reakcji, choćby i zwrócenia uwagi, jest czymś złym. Już wtedy należy jasno określić zasady współpracy w grupie. Jeżeli zostawimy to na później, może być za późno.


10 latek/latka nie przyzna się rodzicom, że jest gnębiony/a. Nikomu nie powie, a rodzicom to już w szczególności. To my musimy obserwować i od malucha budować taką relację, żeby później w dość trudnym wieku nie uznawało proszenia rodziców o pomoc jako dziecinadę.

Po co to piszę? Bo miałam przesrane w SP. Baaardzo chciałam być lubiana i popularna, jak to bywa z dziewczynkami w amerykańskich filmach, ale nie byłam. Byłam be, bo kto by się zadawał z kujonem (którym nigdy nie byłam), prymuską i w ogóle? A niby dlaczego ona ma mieć aż 7 szóstek i 4 piątki na świadectwie, podlizuje się nauczycielkom, to ma, po znajomości. Trzeba uprzykrzyć życie. Trzeba otwierać na oścież drzwi kabiny toaletowej, kiedy korzysta, zabierać jej plecak i kopać po korytarzu... I to jeszcze jaki obciachowy plecak! Jezu, a jaką ma czapkę obciachową! Zabierzemy jej i porzucamy po drodze? Trzeba napluć w twarz, nie pozwolić wyjść ze szkoły, nie przepuszczać w drzwiach. Ha ha ha, w czwartej klasie i stanik nosi, ale siara! Trzeba powiedzieć wszystkim chłopakom, bo pewnie okres też już ma! Albo rozpowiedzmy, że ukradła łańcuszek! Albo, że wymalowała na bloku wyzwiska na dziewczyny z innej klasy. Nastawmy wszystkich przeciwko, to ciekawe, czy będzie taka mądra. Jak będziemy się przebierać na WF, to schowamy jej ciuchy. Poprzedrzeźniamy trochę jak śmiesznie podskakuje serwując piłkę, przecież jest taka mała! Albo ej, damy jej spokój, bo jutro sprawdzian i jeszcze nie da ściągnąć... 

Mnie było przykro, ale przecież nikomu dorosłemu nie powiedziałam. Czasem nawet odpyskowałam, ale cóż, później musiałam biegiem zasuwać do domu, żeby nie zostać np oblana wodą. Skończyło się wraz z rozdzieleniem klasy w gimnazjum. Nic nie mówiłam, bo wiedziałam, że będę miała później przesrane. To był błąd. Błędem było też, że nikt w tamtych czasach nie poruszał tematu przemocy psychicznej w szkołach. A było jej sporo. 

Notka powstała z myślą, żeby żadne dziecko nie musiało przechodzić podobnego upokarzania. Nie każde sobie z tym poradzi. W Polsce dość było przypadków samobójstw z tego powodu. Ja się zahartowałam i rozpyskowałam, ale nie każdy będzie w stanie.

Zwracajcie uwagę na to, czy Waszemu dziecku nie dzieje się krzywda. Ale też na to, czy przypadkiem to Wasze dziecko nie znalazło sobie obiektu do żartów w postaci bardziej wycofanego kolegi czy koleżanki z klasy. Bo tak być nie może.

Jest szansa, że to przeczytasz. Ty, z powyżej wspomnianych sytuacji.
Teraz sama jesteś mamą, masz córkę. Pamiętaj, Karma wraca.
Chociaż wcale Ci tego nie życzę.
I nie mam do Ciebie żalu.



Wpis ten został uhonorowany trzecim miejscem w zestawieniu "Blogowy czwartek" portalu Mądrzy Rodzice. Dziękuję!
http://madrzy-rodzice.pl/2015/04/blogowyczwartek-09-04-2015/

piątek, 3 kwietnia 2015

Jajo na mroczno - mamowglanowe inspiracje pisankowe :D


Rok temu dodawałam podobną notkę [klik], w tym roku postanowiłam poszukać więcej inspiracji na ozdobienie jajek ;) Ja pisanki maluję dziś wieczorem i na pewno któraś będzie na gotycko ;) 






















Chcę w imieniu naszej Mamowglanowej ekipy życzyć Wam fajnych, rodzinnych Świąt Wielkanocnych - jeżeli je obchodzicie :) Jeżeli nie - udanego długiego weekendu :)