wtorek, 7 kwietnia 2015

Dzieci są okrutne.


Ale nie nasze! Ależ skąd! Nasze są niewinnymi aniołkami, to tylko wychowawczyni coś wymyśla, a inne matki chowają sobie płaczliwych maminsynków. To dobrze, że przoduje, że się nie daje. Bije? Pluje? Wyzywa? Moje dziecko? Ja je znam, ono by nigdy...

Dzieci są okrutne.
Może nie są. Bywają. 


dziecko.wieszjak.polki.pl




I jakkolwiek trudno nam, rodzicom, się z tym pogodzić, taka jest prawda. Każdy rodzic zna z otoczenia swojego dziecka takiego łobuza, który chce rządzić. I póki jest mały/mała, tłumaczymy to sobie wiekiem, rozbrykaniem... Jednak brak wczesnej reakcji, choćby i zwrócenia uwagi, jest czymś złym. Już wtedy należy jasno określić zasady współpracy w grupie. Jeżeli zostawimy to na później, może być za późno.


10 latek/latka nie przyzna się rodzicom, że jest gnębiony/a. Nikomu nie powie, a rodzicom to już w szczególności. To my musimy obserwować i od malucha budować taką relację, żeby później w dość trudnym wieku nie uznawało proszenia rodziców o pomoc jako dziecinadę.

Po co to piszę? Bo miałam przesrane w SP. Baaardzo chciałam być lubiana i popularna, jak to bywa z dziewczynkami w amerykańskich filmach, ale nie byłam. Byłam be, bo kto by się zadawał z kujonem (którym nigdy nie byłam), prymuską i w ogóle? A niby dlaczego ona ma mieć aż 7 szóstek i 4 piątki na świadectwie, podlizuje się nauczycielkom, to ma, po znajomości. Trzeba uprzykrzyć życie. Trzeba otwierać na oścież drzwi kabiny toaletowej, kiedy korzysta, zabierać jej plecak i kopać po korytarzu... I to jeszcze jaki obciachowy plecak! Jezu, a jaką ma czapkę obciachową! Zabierzemy jej i porzucamy po drodze? Trzeba napluć w twarz, nie pozwolić wyjść ze szkoły, nie przepuszczać w drzwiach. Ha ha ha, w czwartej klasie i stanik nosi, ale siara! Trzeba powiedzieć wszystkim chłopakom, bo pewnie okres też już ma! Albo rozpowiedzmy, że ukradła łańcuszek! Albo, że wymalowała na bloku wyzwiska na dziewczyny z innej klasy. Nastawmy wszystkich przeciwko, to ciekawe, czy będzie taka mądra. Jak będziemy się przebierać na WF, to schowamy jej ciuchy. Poprzedrzeźniamy trochę jak śmiesznie podskakuje serwując piłkę, przecież jest taka mała! Albo ej, damy jej spokój, bo jutro sprawdzian i jeszcze nie da ściągnąć... 

Mnie było przykro, ale przecież nikomu dorosłemu nie powiedziałam. Czasem nawet odpyskowałam, ale cóż, później musiałam biegiem zasuwać do domu, żeby nie zostać np oblana wodą. Skończyło się wraz z rozdzieleniem klasy w gimnazjum. Nic nie mówiłam, bo wiedziałam, że będę miała później przesrane. To był błąd. Błędem było też, że nikt w tamtych czasach nie poruszał tematu przemocy psychicznej w szkołach. A było jej sporo. 

Notka powstała z myślą, żeby żadne dziecko nie musiało przechodzić podobnego upokarzania. Nie każde sobie z tym poradzi. W Polsce dość było przypadków samobójstw z tego powodu. Ja się zahartowałam i rozpyskowałam, ale nie każdy będzie w stanie.

Zwracajcie uwagę na to, czy Waszemu dziecku nie dzieje się krzywda. Ale też na to, czy przypadkiem to Wasze dziecko nie znalazło sobie obiektu do żartów w postaci bardziej wycofanego kolegi czy koleżanki z klasy. Bo tak być nie może.

Jest szansa, że to przeczytasz. Ty, z powyżej wspomnianych sytuacji.
Teraz sama jesteś mamą, masz córkę. Pamiętaj, Karma wraca.
Chociaż wcale Ci tego nie życzę.
I nie mam do Ciebie żalu.



Wpis ten został uhonorowany trzecim miejscem w zestawieniu "Blogowy czwartek" portalu Mądrzy Rodzice. Dziękuję!
http://madrzy-rodzice.pl/2015/04/blogowyczwartek-09-04-2015/