wtorek, 27 stycznia 2015

Recenzja koszulki i torby - Allprints & Allbag!


Kiedy zlecałam Johannah projekt loga Mamowglanowego świata, byłam spokojna, że będę zachwycona efektami. No przecież Pannę Frankenstein'ową wszyscy znamy - cuda tworzy!
Nie sądziłam jednak, że zajmie mi PÓŁ ROKU znalezienie firmy, która będzie w stanie (albo której będzie się chciało) wykonać dla mnie póki co JEDNĄ JEDYNĄ koszulkę. Tak na próbę. I co słyszałam?
"Nie, na czarnym nie da się wydrukować".
"Nie, za bardzo szczegółowe logo".
"Nie, trzeba wykonać specjalne sito (za 200zł????), a to tylko w przypadku zamówienia minimum 200 sztuk".


No żesz kur...czaki w kórniku!
Straciłam nadzieję...


W ostatniej notce pisałam Wam o Allprints, którzy współpracując z Allbags wpadli na pomysł drukowania dzieciecych obrazków na koszulkach. Ich oferta zawierała też torby z o wiele bardziej skomplikowanymi graficznie dziełami, niż moje logo. Postanowiłam sprawdzić, czy podejmą się wyzwania i zamówiłam sobie koszulkę. Torbę otrzymałam w ramach współpracy. A oto i one.




Czy Wy wiecie, jak ja piszczałam z radości? Chyba nigdy żaden kupiony przeze mnie ciuch mnie tak nie ucieszył :D Macałam obie rzeczy podziwiając, jaki nadruk jest dokładny. Jest on jakby "wtopiony w materiał". Firma oferuje wiele różnych metod druku, dobiera najlepszą do indywidualnego klienta i realizuje każde zamówienie bez kręcenia nosem. 


Oto wizualizacja produktu przygotowana przez Allprints.

T-shirt jest wykonany ze 100% bawełny, odszyty klasycznie, ja swój egzemplarz jednak od razu wszyłam (no dobra, mama to zrobiła), gdyż typowe S jest na mnie za duże. Ale dzięki temu mogłam sprawdzić, że rozmiarówka jest standardowa. T-shirtowi pragnę zafundować sesję zdjęciową, ale za jakiś czas, jak się zrobi cieplej ^^ Jest to póki co JEDYNY TAKI EGZEMPLARZ, jednak nie wykluczam, że nawiążę stałą współpracę z Allprints w razie, jakbyście też taką chciały, drogie Mamy w Glanach!






Torba jest typową, solidną ekotorbą w kolorze czarnym. Rzecz nie tylko bardzo modna, ale i praktyczna. Ja swoją będę zabierała na zajęcia z angielskiego, bo szkoda mi ją czochrać po polomarketach :D Prosta, pojemna, zwracająca uwagę. Uchwyty są na tyle optymalnej długości, że można ją nosić i w ręku i na ramieniu. Dla mnie są niego długawe, ale przypominam, że ja jestem hobbitem, dla mnie wszystko, co standardowe jest ZA DUŻE :D

Mam też dobrą wiadomość dla wszystkich Mam w Glanach. Dostałam jeszcze jedną taką torbę z naszym logo przeznaczoną na cele rozdaniowe. Bądźcie czujni, bo lada chwila na facebooku zjawi się grafika konkursowa! :)

Podsumowując:
Jakość nadruku - 10/10
Kontakt z klientem - 10/10
Indywidualne podejście do zamówienia 10/10


Jak macie jakieś wątpliwości, bo na przykład po ostatniej notce chcielibyście zamówić rysunek Waszego dziecka ale nie wiecie, jaki będzie efekt końcowy, to gwarantuję, że będziecie równie zachwyceni dokładnością odwzorowania jak i ja. 










sobota, 17 stycznia 2015

W krainie dziecięcych rysunków - współpraca z Allprints!





Drodzy rodzice, mam głupie pytanie. Czy kolekcjonujecie rysunki Waszych małych Potworów? Jeżeli tylko odpowiedzieliście „No jasne! Zachowam je na lata i kiedyś mu/jej pokażę”, to ten post jest właśnie dla Was!


Syn mój Jakub nienawidził rysować. Kolorowanki były dla niego jak kara. Mały artysta wolał TWORZYĆ swoje własne światy, a nie wypełniać kolorem jakieś durne kaczuszki, piłeczki czy samochody. Mam wciąż pierwszy rysunek istoty człekokształtnej jaką narysował. Stworzenie zwie się „Baboczek” i powstało, kiedy dzieć miał nieco ponad dwa latka. 


Kilka miesięcy później powstał rycerz na koniu. Niektórym przypominał ziemniaka ;> Tego rysunku niestety nie mam, przepadł bezpowrotnie. Jednak cóż, miesiące mijały, a zdolności plastyczne synka tkwiły w miejscu. No nie lubił i już. Farby były okej, przecież to jedyna okazja, kiedy można się bezkarnie wypaćkać. Ale kredki? Pfff! Czasem tylko narysował zwój kabli, wichurę i dym, które niczym się od siebie nie różniły. Słońce od pająka też nie. 


Jakub wolał wypisywać literki i cyferki. Nauczył się ich mając 3 lata, więc ćwiczył chwytanie ołówka odwzorowując drukowane litery. No ale kurcze! Przyszło pierwsze przedszkole, rysowanki i kolorowanki, a Jakub nic! Martwiło mnie to trochę. 


Na wszystko jednak przychodzi czas. W piątym roku życia synkowi przeskoczyła zębatka od rysowania, które stało się niemal codziennym rytuałem. Gimnastyka rączek jest ważna, jak mu tłumaczyłam, bo zwrotu „koordynacja oko-ręka” i tak by nie zrozumiał. Kolorowanki wciąż przychodziły z lekkim marudzeniem, ale tworzenie rysunków stało się frajdą! Teraz, w nowym przedszkolu panie chwalą jego zaangażowanie w prace plastyczne. Nie straszne są mu domki z detalami jak doniczki w oknach, czy zasłonki, statki kosmiczne, mars z zielonymi kosmitami, portrety rodzinne, autoportrety, kwiaty dla mnie, czy projekty tajnej bazy Pingwinów z Madagaskaru lub projekt schronu na wypadek inwazji kosmitów. Lodówki spod obrazków nie widać.  A teczka pęka w szwach. 


Będę je przechowywać możliwie najdłużej. Tak zamierzałam. Ale wiecie co?
Odezwała się do mnie firma Allprints, która wraz z firmą Allbag stworzyła genialny projekt – wykonywanie nadruków na koszulkach z rysunkami naszych dzieci!



(zdjęcia są własnością Allprints)


Strasznie mi się spodobał ten pomysł! To genialny sposób by zachować rysunki i związane z nimi wspomnienia na długie lata. Można nadrukować te wszystkie potwory, mroczne księżniczki, smoki i wampiry, jakie rysują nasze nieprzeciętne dzieciaki  i na przykład dać komuś w prezencie! Spotkałam się z faktem tatuowania dziecięcych liścików do rodziców na pamiątkę – taki tatuaż na koszulce jest na pewno idealną opcją dla mniej odważnych ;)


Kochani, mało która firma podjęła by się takiego wyzwania – przeniesienia czasem bardzo skomplikowanych rysunków naszych dzieci na materiał. Dzieciaki mają nieograniczoną wyobraźnię – czasem pomysłowość mojego dziecka mnie zabija ;) Życzę firmie Allprints, aby miała masę frajdy z pracy nad dziełami naszych małych artystów!


Zerknijcie na te strony. Pomyślcie, który z obrazków Waszego malucha nosilibyście dumnie niczym order i zamawiajcie! :D



poniedziałek, 12 stycznia 2015

Ciążowe "zachcianki" i preferencje żywieniowe ;)


Moje drogie! Mam nadzieję, że pod postem pojawi się wysyp komentarzy z Waszymi własnymi historiami :)

Dawno temu, kiedy słyszałam o dziwacznych zachciankach kobiet w ciąży nie byłam w stanie zrozumieć, jak można jeść takie okropności. Naprawdę uważałam te historie o ogórkach kiszonych z nutellą za wyssane z palca. Oczywiście wszystko zmieniło się, kiedy zaszłam w ciążę.

Z brzuszek.net


Ja jestem o tyle dziwnym stworzeniem, że nie jestem w stanie zjeść większej porcji niż dziecięca. Po prostu nie mogę. Ale nie będę tu pisać o moich zaburzeniach odżywiania. W każdym bądź razie odkąd zaszłam  w ciążę zaczęłam jeść - i to było coś! Jadłam normalnie, czyli tyle, ile każdy człowiek. To było coś najbardziej zadziwiającego moich znajomych ;)

Miałam straszną "małpę" na owoce. Im kwaśniejsze, tym lepsze. W ostatnim miesiącu ciąży zjadałam 3 kilogramy pomarańczy DZIENNIE! Uwielbiam nadal te owoce, ale nie wcisnęłabym w siebie więcej niż 3 sztuki. Kiedy naszło mnie na frytki pochłaniałam 3 półmiski. Czyli około... 6 razy więcej niż obecnie. Nie wiem dlaczego, ale nie byłam w stanie jeść smażonej cebuli - np w sosach. Lubię bardzo, ale w ciąży smakowała jak zgniła. Bardzo źle czułam się po kapuście, która zazwyczaj jest mi obojętna. Teraz wszystko wróciło do normy, ale moje dziecko nie znosi cebuli, podobnie jak kapusty. Niektórzy mówią, ze właśnie jak się coś "odwidzi" nam w ciąży, to znak, że dziecko może tego nie lubić. Moja mama tak miała ze skórkami chleba w ciąży z moją siostrą, która nie je ich do teraz, a ma prawie 20
lat! :)

Ogólnie nie świrowałam jakoś szczególnie na punkcie diety. Moje "poranne mdłości" towarzyszyły mi do 8mego miesiąca (przekichane...), więc musiałam uważać, żeby rano nie jeść nic drażniącego. Głównie to jakieś jogurty, bo chleb odpadał ze względu na kwaśność. Dopiero w późnej porze obiadowej byłam w stanie zjeść cokolwiek. A jadłam mnóstwo owoców, dobrze doprawione mięska, ryże, makarony, nie stroniłam od słodyczy, raczej tak jak teraz, tylko trochę więcej :P
Ważyłam 39kg, schudłam do 36kg, w dzień CC miałam 53 kg. Mało, ale ja z natury jestem drobna, więc nie posądzajcie o nie wiadomo jakie anoreksje, do których naprawdę mi daleko ;)


Ale przejdźmy do meritum - do zachcianek :D
Wcześniej wspomniałam o kwaśnych owocach - czułam większą ochotę na kwaśne, niż słodkie. Nie znoszę śledzi, a wówczas je pochłaniałam. Hm... Jak naszło mnie w styczniu na shake'a i hamburgera z MC, to nie było zmiłuj :P Frytki zdarzało mi się maczać w jogurcie truskawkowym - było pyszne! Chociaż teraz raczej nie zaryzykuję powtórki :P Jestem ciekawa, jakie dziwne zachcianki dopadały Was - bo ja nie mam na koncie nic epickiego - najdziwniejsze dla mnie samej jest to, w jakich ilościach jadłam!


Mam do was prośbę. Oprócz odpowiedzi w komentarzach, wypełnijcie też ankietę ukrytą pod poniższym linkiem, bardzo się nam to przyda! :)

http://www.interankiety.pl/interankieta/8dc869d3b3be82d3053291328359ce7d

Czekam na Wasze odpowiedzi!!! :)