wtorek, 15 lipca 2014

Brzydkie słowa! - notka o przekleństwach wśród dzieci.


Ten post nie będzie grzeczny. Nie będzie nawet cenzuralny, o czym ostrzegam już teraz. Padnie tu trochę brzydkich słów, które powszechnie uważane są za przekleństwa, przejaw złego wychowania, bluźnierstwa - jak zwał, tak zwał. 


mamdziecko.interia.pl

W jednej z dziedzin wychowania mojego dziecka jestem naprawdę surowa - chodzi oczywiście o poprawność językową. Jestem maniaczką poprawnego wysławiania się, purystką - nie wystrzegam się błędów, jednak walczę z nimi jak tylko potrafię. To samo chcę przekazać mojemu dziecku. Mamy zakichany obowiązek przekazywać dzieciom chęć do ładnego mówienia. 

W blogosferze niestety rzadko się pisze o przekleństwach. Owszem, wspomnieć, że to "be" w zasadzie może każdy, ale nie oddaje to istoty i źródła problemu. "Moje dziecko nie przeklina!" - bo przecież wstyd by było, gdyby przeklinało. Ciekawe jest zatem, że parę chwil po wypowiedzeniu przez mamę tych słów, słyszę z usteczek jej synka pięknie akcentowane KURWA.

To dobry moment, aby uprzedzić, że wszystkie napisane tu bez cenzury przekleństwa usłyszałam z ust różnych dzieci, nie starszych, niż 5 lat.

Czy moje dziecko przeklina? Nie. Mówię to z całą dumą i pewnością, że nie robi tego nawet, jak nie słyszę. Wie, co sądzę o tego typu słowach wypowiadanych przez dzieci i nawet nie próbuje ich powtarzać. Nie przechodzą mu przez gardło. Kiedy miał niespełna dwa latka usłyszał  i zaczął powtarzać "kua ma". Zrozumiałam o co mu chodzi i już wtedy podjęłam bunt przeciwko takim przecinkom, zwłaszcza, że taki maluch pojęcia nie ma, co to znaczy. Jednak reakcje dorosłych z otoczenia mojego dziecka były różne - uwierzycie, że niektórzy nawet ŚMIALI SIĘ, ZACHĘCALI DO POWTARZANIA I OKLASKIWALI? W tym miejscu rozpoczęła się moja walka. Im Kuba był starszy, tym bardziej rozwijało się jego słownictwo, jednak na szczęście nie to brzydkie. Zauważył bowiem wcześniej, jaka byłam niezadowolona, kiedy wymknęło mu się zniekształcone, ale zawsze, przekleństwo. Nauczył się, że tego nie pochwalam, że jawnie zabraniam mu tak mówić. Zauważyli to również wcześniej wspomniani dorośli i dawali mojemu dziecku przyzwolenie na przekleństwa "kiedy mama nie słyszy". Pozwalano mu się "wykląć", bylebym tylko się nie dowiedziała. Jednak moje dziecko wcale nie miało potrzeby mówienia tych słów, a jedynie powtarzało to, co kazali mówić mu inni... Co jednak nie wypaliło w tym doskonałym planie znieważenia mojego autorytetu? Moje dziecko przyznało mi się. Widziało jak zareagowałam, jaka byłam zła. Widziało, że wkurzyłam się nie na żarty i na zawsze (na szczęście) zapamiętało moje słowa, które wówczas powiedziałam. Tak mówią tylko ludzie, którzy są głupi i żałośni. Ludzie, którzy się wyśmiewali z niego, dlatego, że powtarzał. Zrobili sobie z niego rozrywkę, a to nic fajnego, to upokarzające. To brzydkie i złe. Dobrze wiedzą, że dzieciom nie wolno tak mówić. Nikt, kto go kocha i szanuje nie kazałby mu robić takich rzeczy. 
Zrobiło mu się przykro i poczuł się wykorzystany. Obiecał, że więcej nie powie brzydkiego słowa nawet, jak będą go namawiali. I nie powiedział - powtarzał: "Mama nie pozwala, to brzydko!"

Dzieci uczą się przez naśladownictwo, nie tylko tych dobrych rzeczy, ale i tych złych. Jeżeli nie zareagujemy w porę, nie miejmy potem pretensji, że inni zwracają nam uwagę co do zachowania naszych dzieci. Czy ja przeklinam? Owszem, zdarza mi się. Jak pewnie każdemu. Jednak zaszczepiłam w moim dziecku "reakcję obronną" - patrzy na mnie z wyrzutem i szepcze: "Mamo! Brzydkie słowa!" Przyznaję mu rację.

Ostatnie na co mam ochotę, to napominanie cudzych dzieci, że to co mówi, jest niewłaściwe. Kiedy jedno dziecko wymyśla piosenkę, w której padają słowa "stara baba z gołymi cyckami" a reszta się śmieje, to jaka jest gwarancja, że któreś dziecko to powtórzy? Ogromna. Kiedy spotka się to ze śmiechem dorosłych, już nic dziecku nie wytłumaczy, że zachowuje się żałośnie. Nie będzie miało żadnych zahamowań. Ja napominam moje dziecko, jeżeli się śmieje z takich słów - "Tylko prawdziwe głuptasy się śmieją z czegoś tak brzydkiego..." - i to wystarczy. Kiedy u mnie w domu wychwycę taki tekst podczas zabawy chłopców - "U nas w domu się tak brzydko nie mówi". Czasem mały przychodzi i pyta, czy to słowo jest brzydkie. Nie używa go zanim się nie upewni, że jest dopuszczalne. Nie cytuje na głos - zasłania buzię i je szepcze mi na ucho, bo podświadomie zachowuje ostrożność wobec przekleństw.

Zaskakujące jest, jak łatwo dzieciom przychodzi wypowiedzenie przekleństwa, a jak trudno zrozumienie, że to jest coś złego. Zagotowało się we mnie, kiedy rówieśnik mojego synka krzyczał do niego CHUJ JESTEŚ. JESTEŚ CHUJEM. Dumna byłam z reakcji Jakuba, który olał sprawę. Pamiętał, że mówią tak tylko żałośni głupole, że kolega nie wie co mówi - i poszedł się bawić z dziećmi starszymi, nieco już mądrzejszymi, a ów kolega został sam. Matka nie słyszy, nie, zawsze lepiej jest fajkę palić. Albo udaje, że nie słyszy. Gdyby moje dziecko wyzwało tak kolegę - zrobiłabym mu taką awanturę jakiej świat nie widział i nie pozwoliła odejść, póki nie przeprosi i nie obieca poprawy. Widać nie wszystkim to przeszkadza.

Nie słyszałam dziewczynki mówiącej brzydkie słowa. Nie wiem, czy to tendencja, że chłopcom przychodzi to łatwiej, może chcą być fajni, dorośli - po prostu nie miałam okazji usłyszeć. Zauważyłam jednak, że mają taką skłonność dzieci, którym się nigdy nic nie zakazuje - które mają wszystko, czego zapragną, rządzą dorosłymi, nie mają żadnego szacunku dla rodziców czy w ogóle dorosłych. Kto odpowiada za to zepsucie? Oczywiście, że rodzice. Miałam wątpliwą przyjemność słyszeć, jak maluch pluł, kopał, rzucał różnymi przedmiotami w dziadków, wyzywał od STARYCH KUREW, CHUJÓW, PIERDOLONYCH STARUCHÓW, bo próbowali odmówić mu dania jakiegoś niebezpiecznego narzędzia do zabawy - mówimy tu o prawdziwym narzędziu, takim dla dorosłego rzemieślnika, nie zabawce. Oczywiście polegli, dziecko wykrzyczało sobie rację i dostało, co chciało. Osiągnęło cel, zatryumfowało i dostało nagrodę za obelgi, znaczenia których nawet nie zna. Mnie jest brak słów komentarza.

Można zaproponować dziecku w zamian inne wykrzykniki - O jejku! O kurka! O psia kostka! Ja cię kręcę! Przecież to żaden wysiłek.

Jeżeli sami nie zadbamy o język naszych dzieci od początku, z czasem będzie coraz trudniej. Później będzie ciężko sobie z tym poradzić bez pomocy specjalisty. Będziemy sobie pluć w brodę, wstydzić się i obawiać każdych kontaktów naszego dziecka z innymi. Czy warto? Odpowiedzcie sobie sami.