środa, 17 sierpnia 2016

#myfirst7jobs


Jako, że notka o gorsetach wymaga jeszcze dopieszczenia, to na szybko spisałam tę oto. Po pierwsze dlatego, że spodobał mi się hasztag - sporo ludzi, którzy doszli do niemałych sukcesów w blogosferze, zaczynało od roznoszenia ulotek! Pozwala to lepiej poznać swoich ulubionych blogerów i dostrzec w nich zwyczajnych ludzi. Po drugie - ciekawa byłam, czy ja sama naliczę AŻ siedem prac w swoim życiu! 


1. Pierwsze pieniądze zarobiłam w liceum. Napisałam starszej koleżance prezentację maturalną za 40zł ;] Niemniej wiedząc, ile pracy mnie to kosztowało, oszczędzałam te pieniądze tak długo, jak tylko było to możliwe. Później przez wiele lat dorabiałam sobie w ten sposób. Łącznie napisałam w swoim życiu około 250 prezentacji maturalnych. Spersonalizowanych, wysokiej jakości, różnych, niezależnych, często poprawiałam po polonistach! Te pieniądze służyły głównie mojemu przetrwaniu - wielokrotnie przeznaczane były na podstawowe produkty spożywcze, opał, opłaty. Nie było lekko... I jakkolwiek wiem, że to niezbyt poprawna politycznie praktyka - cóż, poprawnością dziecka nie dało się wykarmić a bywało tak, że nie było nawet na mleko. Epizodycznie pisałam również prace zaliczeniowe dla studentów, zdarzyła mi się praca roczna.

2. Byłam też korepetytorką języka polskiego, angielskiego i francuskiego. Przez krótki okres czasu, na poziomie podstawowym. Jedni rodzice mojego ucznia myśleli, że samo posyłanie dziecka na korepetycje sprawi, iż wyciągnie się z jedynek na szóstki, no ale niestety - ja nie napiszę za nie sprawdzianów, ani nie nauczę się za ucznia :) Polskiego i francuskiego uczyło mi się o wiele przyjemniej :)

3. Animatorka zabaw dla dzieci - to było moje ulubione zajęcie :) Mam zrobiony kurs animacji, mam spore zaplecze techniczne, więc było bardzo fajnie dzielić się pomysłami z dziećmi, zabawiać je i organizować im czas. Wielkie bańki, skręcanie baloników, malowanie buzi, zabawy ruchowe i plastyczne - dzieci naprawdę to lubią! Wykańczająca, ale bardzo kochana praca. Pamiętam, jak po skręcaniu balonów przez godziny(!) odkryłam w swoich dłoniach mięśnie, o istnieniu których nie miałam pojęcia :)

Animacje na poprawinach Anetki i Dariana :)

4. Sprzedawca w sklepie odzieżowym - staż był bardzo przyjemny. W sumie lubiłam pracować w ciuchach, sporo się tam nauczyłam o oczekiwaniach klientów, o sezonach handlowych w tej branży, o aranżacji wystaw, akcjach promocyjnych. Gdyby nie fakt, że moja pracodawczyni okazała się oszustką i że pół roku walczyłam z nią o wypłatę przez Inspekcją Pracy i Sądem Pracy, miałabym raczej dobre wspomnienia związane z tą pracą.

5. Sprzedawca w sklepie z obuwiem - ta praca trwała aż dzień, był to dzień próbny, ale wspominam go bardzo dobrze. Fajna ekipa, mnóstwo pracy, wiele się nauczyłam - ostatecznie nie zostałam przyjęta, bo miałam dziecko ;> No cóż - teraz przynajmniej wiem na co zwracać uwagę w sklepach z obuwiem, jak odszukiwać je po indeksie, modelu, a nie po rozmiarze i zdjęciu na opakowaniu, czego wymagać od obsługi, a również na co przymykać oko.

6. Niania - bywałam nią okazyjnie i nie za pieniądze, ale jeden miesiąc zdarzyło mi się tak przepracować. Generalnie moja podopieczna była super słodka, ale dostawałam tam... niespełna 3,5 zł za godzinę... czyli 4 razy mniej niż w Warszawie na przykład za tę samą pracę... Lepszy rydz niż nic, ale cieszę się, że miałam możliwość zmiany.

7. Product Manager w I rock - no proszę, okazuje się, że moja obecna praca jest dokładnie moją siódmą. W końcu jest normalnie, z normalną płacą. Póki co nie przewiduję zmian, chyba, że mnie wyrzucą ;] 


Targi alternatywne to najfajniejsza część tej pracy :)
Fot. Piotr Pro Photo


Jak widzicie - bywało u mnie bardzo różnie, częściej jednak było trudno i biednie. Przez wiele lat zabraniano mi pracować - poza tym i tak nie miałam z kim zostawić malutkiego wówczas Kubusia. Uważam jednak, że nic tak nie odciąga od spraw domowych, jak praca właśnie. Praca rozwija - a rozwój osobisty jest bardzo ważny, zwłaszcza dla młodych mam. Po odchowaniu dziecka jest o wiele trudniej znaleźć pracę - luka w CV zieje po oczach potencjalnych pracodawców. Imajcie się czegokolwiek, co tylko będzie można wpisać ce-fałkę, róbcie kursy - to naprawdę ważne! 


A w jakich niezwykłych miejscach Wy pracowaliście? Pochwalcie się w komentarzach!