środa, 9 grudnia 2015

"Będziemy mieli dziecko!" - o tym, jak NIE reagować na szczęśliwą nowinę ;>

Krążył ostatnio po internetach filmik, na którym pokazane były reakcje przyszłych dziadków na wieść, że nimi zostaną. Większość z nich skakała z radości, śmiała się, krzyczała, płakała ze szczęścia.

Paszcza mi się śmiała, a jednak coś kłuło w środku. Kłuł mnie ból, żal, fakt, że moja ciąża nikogo nie ucieszyła. Nikt nie skakał z radości.

Można to usprawiedliwiać szokiem. Przecież miałam 18 lat, byłam przed maturą... Ale słyszałam tylko "No i co teraz będzie", "No nie", "Jak mogliście być tacy nieodpowiedzialni", "Tak bez ślubu/studiów/pracy", "Współczuję". Był płacz i załamanie. 

Wiecie, jedyną osobą, która mi pogratulowała, była sekretarka z mojego liceum, kochana pani Ela, oraz pani Wicedyrektor. Wyściskały mnie, wycałowały, zaproponowały wszelaką pomoc i udogodnienia. To ich gratulacje wspominam do teraz najcieplej. 

Jeżeli ktoś dzieli się z Wami nowiną o ciąży - pogratulujcie. Choćbyście uznali to za katastrofę, powód do kondolencji, wstydu; choćbyście wiedzieli, że ciąża nie była planowana, lub jest - określając eufemistycznie - w nie odpowiednim czasie, gratulujcie. Wasze zdanie na ten temat nie ma najmniejszego znaczenia. Nie ważne, że uważacie, iż młodociana ciąża to nieodpowiedzialność; że skoro pierwsze dziecko było nieślubne, to wypada się ożenić; że po trzecim dziecku to już należy wyłącznie współczuć - po wydatek, bo rozstępy, bo brak wolnego czasu, bo uciemiężenie.

Jeżeli naprawdę tak jest, to co Wam do tego? Myślicie, że przyszli rodzice nie zdają sobie z tego sprawy? Że będziecie głosem rozsądku? A spadajcie porozsądkować gdzieś indziej. Dajcie uśmiech, miłe wspomnienie, pozwólcie cieszyć się chwilą. Nawet jeżeli wiecie, że para nie planowała/chciała dziecka, to chyba lepiej usłyszeć na gratulacje "Nie ma czego", niż gasić radość z zostania rodzicami.

Mnie z perspektywy czasu brakuje takiego ciepła, radości... Pomimo iż minęło już 7 lat. Nie chciałabym, aby moje drugie dziecko (a wierzę, że kiedyś będę je miała) zostało przywitane na świecie tak niechętnie. 

Ja w końcówce 7go miesiąca ciąży.
Zdjęcie ze studniówki :P
Gruba, 52 kilogramowa, pyzata ja.



Z jakimi Wy spotkaliście się reakcjami najbliższych, gdy dowiedzieli się, że zostaniecie rodzicami? Miłe? Czy raczej chcielibyście o nich - jak ja - raz na zawsze zapomnieć?