niedziela, 11 maja 2014

Dziecko to dopiero początek... ;)


Żadna tajemnica, że synka urodziłam naprawdę wcześnie. Wiecie co najczęściej słyszałam oprócz gratulacji? "Teraz się skończy zabawa". Ja i zabawa? Pfff... W pubie byłam raz w życiu! W klubie tanecznym - nigdy, to nie miejsce dla mnie. Koncerty? Hm... Może i z 10 się uzbiera, jednak w większości to powszechne "plenerówki". Nudziara ze mnie, co? Czy coś się zatem faktycznie dla mnie skończyło?

Przeciwnie. Otworzyło się dla mnie o wiele więcej możliwości. Gdyby nie synek nie odkryłabym wielu ze swoich pasji, bez których teraz nie wyobrażam sobie życia. Przecież aby móc realizować siebie wcale nie trzeba oddawać dziecka komuś pod opiekę - maluch może być świetnym kompanem!

Kiedy dziecko widzi, że jego rodzice ograniczają się tylko i wyłącznie do wykonywania obowiązków, przyjmuje taki wzorzec dla siebie. To nieuniknione. Kiedy tata tylko chodzi do pracy a po niej odpoczywa, a mama tylko sprząta i gotuje, nie mając chwili dla siebie, dziecko przyjmie, że tak właśnie ma  być. Nie będzie zdawało sobie sprawy, że będąc dorosłym można się wciąż świetnie bawić, realizować swoje pasje godząc je perfekcyjnie z życiem rodzinnym. Nie ma nic przyjemniejszego, niż zarażenie dziecka tym samym bakcylem ;)

Po ciąży za wszelką cenę podkreślałam swoim strojem, że jednak moja talia nie została ostatecznie unicestwiona. Tak rozpoczęła się moja przygoda z gorsetami... bez których dziś nie mogłabym funkcjonować! Nie tylko uwielbiam je nosić, o nich czytać, wyszukiwać bezcenne informacje nt historii tego elementu stroju, ale również obserwować, jak bardzo - wydawało by się wymarła - sztuka gorseciarstwa ma się dobrze, ile mamy utalentowanych dziewcząt je szyjących.

W miarę rozszerzania swej wiedzy (która wciąż tkwi w zalążku!) na temat gorsetów, uzależniłam się od mody XIX wieku. Mój dotychczasowy gotycki styl ewoluował i przestał być mieszanką różnych dziwnych naleciałości; stał się niemal w pełni inspirowany epoką wiktoriańską. No tak, ale gdzie tu udział dziecka? 

Jesteś śliczna, mamo!
Otóż uwierzcie, nie ma nic wspanialszego niż usłyszeć od własnego dziecka, że wygląda się pięknie w strojnej sukni, o wiele ładniej niż w leginsach. Usłyszeć, że mama musi częściej nosić sukienki i gorset, bo jest wtedy śliczna...
To z kolei ewoluowało w chęć zajęcia się kostiumingiem, rekonstrukcją XIX wieku. Zmiany stylu bycia na bardziej wytworny, jeszcze większego dbania o poprawne wysławianie się, pisanie... Zawdzięczam to również mojemu dziecku.

Mamo, ja chcę być rycerzem!
Niewinne marzenie, wydawało by się takie powszechne u małych chłopców sprawiło, że postanowiłam zabrać go na piknik średniowieczny Einherjar. Dziecko mi przepadło, zachwycone uzbrojeniem, walkami... Przepadłam i ja. Absolutnie zakochałam się w klimacie średniowiecza. Podziwiam ogromnie wszystkich ludzi, którzy poświęcają swój czas, inwestują ogromne pieniądze, posiadają niełatwą wiedzę historyczną w ujęciach tak szczegółowych. Rekonstruktorzy przecież też mają rodziny - widzieliśmy niemowlęta ubrane w średniowieczne ciuszki, coś wspaniałego! Uzależniłam się od rękodzieła - uczę się technik tkania krajek, a także "dziergania" igłą. Nie miałabym pojęcia, ile mi to sprawia radości, gdyby nie mój syn.



Mamo, opowiedz mi historyjkę!
Ile razy słyszycie prośbę dziecka, dotyczące opowiedzenia bajki na dobranoc? Na pewno minimum raz dziennie. Mój synek jednak postanowił mnie zmotywować do myślenia, wymyślał temat, a ja na poczekaniu wymyślałam i opowiadałam mu bajeczki, których nazajutrz niestety nie pamiętałam. Zaczęłam je więc luźno spisywać. Dzięki temu na moim pendrivie znajduje się kilkanaście historyjek, z których część jeszcze czeka na porządną korektę. Moim marzeniem jest wydać książeczkę z opowiadaniami, historyjkami dla dzieci. Dotychczas pisałam jedynie wiersze. Nigdy nie wpadłabym na pomysł, że literatura dla dzieci może sprawiać taką frajdę w procesie tworzenia!

Mamo, nie chcę lekarstw!
No bo kto chce je brać, kiedy jest chory? Szukając zamienników dla pełnych chemii lekarstw, zaczęłam zagłębiać się w sztukę ziołolecznictwa. Sprawdzam teraz dokładniej składy syropków np. na przeziębienie. Fascynujące, jak bardzo przyroda nam służy, jak wydawałoby się niepotrzebne chwasty bywają cenne! Jak babcine sposoby mogą być skuteczne! Pojęcia bym o tym nie miała, gdyby nie mój synek. Czarny bez, lipa, rumianek, miód - tego teraz nie brakuje w mojej apteczce.

Mamo, włącz mi koncert Epici!
Synkowi przypadł do gustu ten zespół. Cieszy mnie to bardzo, bo to moja ulubiona grupa. Kubuś był mały, kiedy byłam na ich koncercie. Kiedy dostałam od świętego Mikołaja ich koncert RETROSPECT na DVD, synek mógł w końcu zobaczyć jak to jest, w pewien sposób bezpiecznie doświadczyć atmosfery koncertu. Teraz wiem, że marzy o tym, by kiedyś móc pojechać ze mną. Poczekam jeszcze może dwa lata i spełnię to marzenie. Czy może być coś wspanialszego? :)




Mogłabym w nieskończoność podawać przykłady na to, jak wiele rzeczy odkryłam dzięki macierzyństwu. Radość ze wspólnych ćwiczeń na siłowni. Urok spacerów w nieznane. Przede wszystkim nie mogłabym prowadzić tego bloga i nie poznałabym tak ciekawych osób, jak Wy! :)
Nawet, jeśli czasem robimy coś wydawałoby się dla własnej przyjemności, tak naprawdę korzysta też na tym nasze dziecko. Mając aktywnych, szczęśliwych rodziców samo takie będzie.