poniedziałek, 29 stycznia 2018

Operacja "Starszy brat"


Długo zastanawialiśmy się, jak powiedzieć Trollowi, że spodziewamy się dziecka. Nie chcieliśmy, aby przyjął to źle - chyba jak wszyscy rodzice woleliśmy, aby ten szczęśliwy moment nie kojarzył się naszemu dziewięciolatkowi z rozczarowaniem. Przygotowywaliśmy się dość długo: przede wszystkim odczekaliśmy do bardziej bezpiecznego etapu ciąży. Po badaniach rozpoczęliśmy poszukiwania rad w internecie - przeczytaliśmy chyba każdy portal parentingowy i wypowiedzi psychologów dziecięcych. Każdą z tych porad miałam ochotę potłuc o kant d...oniczki.

CNN.com

Znamy naszego synka najlepiej i rozegraliśmy to po swojemu. Jak? PO PROSTU. Rozmową. Powiedzieliśmy Trollowi, że zostanie starszym bratem - w brzuszku mieszka dzidziuś i jest teraz mniej więcej taki duży, jak śliweczka.

Jakub rozpłakał się najpierw - nie był zły, tylko stwierdził, że to z emocji, bo nie był gotowy na rodzeństwo. Wytłumaczyłam mu, że to rodzice są odpowiedzialni za dzidziusia i on będzie nam pomagał, kiedy będzie chciał i mógł. I oczywiście po zapewnieniach, że będzie po prostu ciekawiej i ani przez chwilę nie będziemy kochać dzidziusia bardziej od niego, pomiział mój brzuszek i powiedział "Cześć Kosmit". Ochrzcił niniejszym pierwszym określeniem swoje rodzeństwo - używamy go do teraz, bo szalenie nam się spodobało :)

Troll niestety zmuszony był obserwować, jak ciąża źle wpływa na moje samopoczucie. Niepokoiły go moje wymioty, to jak czasem płakałam z wyczerpania, jak nie miałam siły odebrać go ze szkoły czy wstać z łóżka. Ustępował mi miejsca w łazience, autobusie; trzymał za rękę, kiedy wchodziłam po schodach. Podawał lody, które odrobinę pomagały mi na mdłości i nie marudził, kiedy prosiłam go o zrobienie mi herbaty. Teraz, kiedy czuję się lepiej towarzyszy nam w wyborze imienia, prosimy go o rady w zakupach, konsultujemy plany remontu, który nas czeka. Chcemy, aby czuł się ważny i potrzebny. 

Kuba nie tuli się dzień w dzień do brzucha (w końcu wszedł w fazę "całusy to obciach"), jednak jak ma ochotę to mnie znienacka po nim pomizia. Opowiada i chwali się kolegom w szkole (i koleżankom, i wychowawczyni, i paniom na świetlicy, i woźnej, i masie innych osób:) tym, że był na jednej z naszych wizyt u lekarza i widział rodzeństwo na USG. Czasem oglądamy razem podobne nagrania w internecie, czytamy wspólnie jak z tygodnia na tydzień rozwija się dzidzia we mnie. Rysuję mu na kartce odcinek o długości płodu, albo porównujemy do owoców. Ostatnio kiedy segregowałam ciuszki jakie już mamy decydował, czy to jest spoko, czy nie, brał udział w wyborze imienia. 

Kiedy tak patrzę na jego zachowanie; na to, jak przyjął tę wiadomość jestem spokojna o przyszłość. Po raz pierwszy w moim macierzyństwie miałam taką myśl: "Cholera, wyszło mi. Wychowałam dobrego człowieka".

River Imprints