wtorek, 21 listopada 2017

Dwie kreski.


Jestem w ciąży! To tak normalne a za razem takie niezwykłe... Przecież mam już doświadczenie w postaci prawie dziewięcioletniego syna, powinnam przyjąć to z pewnością siebie i na luzie... Ale nie! To był szok i zaskoczenie. I choć oswoiłam się z tym, to mam mega tremę!

Wrzesień był dla nas mega intensywny. Masa pracy, nowy rok szkolny, ogarnianie się po przeprowadzce, przygotowania do biegu przy Maratonie Warszawskim. Pędziliśmy tak bez chwili wytchnienia nie wiedząc, gdzie nam przepadł cały miesiąc. Podupadłam trochę na zdrowiu, czułam się słaba i przemęczona. Pojęcia nie miałam, że powód mojego samopoczucia jest nieco inny, niż przepracowanie :) Nic mnie nie tchnęło, a opóźnienia zdarzały mi się na tyle często, że nawet mnie to nie niepokoiło. Aż do momentu, kiedy dla świętego spokoju zrobiłam test...

Moja pierwsza reakcja była niecenzuralna :D Ale zawsze reaguję tak w chwilach zaskoczenia. Druga krecha była tak wyraźna, jak namalowana pisakiem. Zero wątpliwości.

Po ogromnym zaskoczeniu, odebraniu wyników badań bHCG, zaczęłam czuć spokój. Jakby tak właśnie miało być. Stwierdziliśmy, że to idealny moment na powiększenie rodziny. Mamy stałe prace, przenieśliśmy się na swoje, Kuba jest już mądrym i rozsądnym chłopakiem. Teraz wspólnie oczekujemy z radością. Chyba do końca życia będę pamiętała, jak siedzieliśmy z R. i zacieszaliśmy patrząc sobie w oczy :) Głęboko ukryte marzenie się spełniło.

A jednak mam tremę. Minęło tyle czasu, tyle się zmieniło od mojej pierwszej ciąży. Chyba będę potrzebowała Waszych rad, bo czuję, że nie ogarniam! Bądźcie ze mną do czerwca, no i po narodzinach Kosmita również!