poniedziałek, 10 lipca 2017

My house is MY castle.


Dość dawno temu zadałam na fanpage pytanie, z którego rozwinęła się naprawdę żywa dyskusja. Odpowiedzi były w zasadzie zgodne z moimi odczuciami. Pytanie brzmiało:



Co sądzicie na temat swobody, jaką dają rodzice swoim dzieciom, kiedy są u Was w gościach po raz pierwszy? Nie znacie się za dobrze.
Czy macie coś przeciwko zaglądaniu Wam do szafek?
Grzebaniu w rzeczach?
Czy w ogóle Wam to nie przeszkadza?
Moi obserwatorzy odpowiadali najczęściej, że nie wyobrażają sobie takiej sytuacji, żeby puszczać dzieci samopas. Zawsze wolą czuwać nad zachowaniem dzieci. Niemała część zaznaczała, że nie ma nic przeciwko zabawie, jeżeli gospodarz to ich znajomy, lub kiedy ma dzieci w podobnym wieku. Jednak w powyższej sytuacji nie wyobrażali sobie, aby maluchy mogły wysypywać z szafek zabawki, które nie zostały wcześniej wskazane do zabawy przez gospodarzy. Wskazywali jasno, że dzieci to nie są zwierzęta spuszczone ze smyczy, a swoboda jest możliwa wyłącznie za przyzwoleniem gospodarza. Proponowali też, że póki gospodarz nie wyjdzie z inicjatywą zabawienia małych gości, to do rodziców należy utrzymanie dzieci we właściwym zachowaniu. 


Właśnie za to uwielbiam moich alternatywnych rodziców. Za ich mądrość, rozsądek, nie popadanie w bezkrytyczność wobec swoich dzieci. Jakkolwiek rozumiem i toleruję naprawdę wiele psot dzieci, na wiele przymykam oko, tak nic mnie tak nie wkurwia (chciałam napisać denerwuje, ale to eufemizm) jak nie poczuwanie się rodziców do opieki nad swoimi łobuziakami. 


Kiedy byłam 9cio letnim dzieckiem, przyszła do mnie koleżanka z młodszą siostrą. Ta siostra zaglądała mi wszędzie - "a co tu masz?" i buch, nie ma szuflady. I to nie było małe, niekumate dziecko, a 6cio letnia dziewczynka. Miałam wówczas ochotę ją rozszarpać, ale zwracanie uwagi i zamykanie wszystkiego nie wzbudziło u młodej żadnej refleksji. 


Gdy dorosłam, miałam okazję obserwować podobną sytuację, tylko wówczas zrozumiałam, o co chodzi. Odpowiedzialność za takie zachowanie dzieci ponoszą WYŁĄCZNIE ich rodzice. Kiedy matka pali fajkę, plotkuje i widzi, że gospodarz zwraca dziecku uwagę, a pomimo to nie reaguje, to coś jest nie halo. To znaczy, że ma gdzieś maniery swojego dziecka i roszczeniowością oraz pseudofilozofią "Dziecko musi się wyszumieć" tak naprawdę przysłania swoje własne niewychowanie i porażkę wychowawczą - bo skąd dziecko ma wiedzieć, że robi coś niewłaściwego, skoro Ty mu tego nie mówisz? Sory, jeżeli ktoś zwraca Ci uwagę, że Twoje dziecko narusza przestrzeń, którą nie życzy sobie, żeby naruszało, a Ty uważasz, że to nic takiego, bo przecież tylko się bawi, jest to słabe. Zastanów się nad sobą, bo żadna w tym wina żywiołowości dziecka, tylko Twoja, że nawet nie starasz się zaszczepić w maluchu szacunku do cudzej prywatności. I to wcale nie chodzi o to, żeby dzieci siedziały cicho i wyglądały. Niech się bawią - ale tak, jak życzą sobie tego gospodarze.

Oni z kolei są często przyparci do muru - jednocześnie zobowiązani by zabawiać rodziców małego tornada, ale i chcący ocalić swój dobytek, który niebezpiecznie szybko opuszcza swe lokalizacje. I ta panika... czy dzieciak zaraz wpadnie do salonu ze stringami cioci w dłoni... REAGUJ! Jeżeli nie życzysz sobie takiego zachowania dziecka swoich przyjaciół, śmiało mów. Jak znajomi się obrażą - trudno. Mój dom, moje zasady. Ja powiedziałabym wprost, że granice zostały przekroczone i tego samego oczekiwałabym od osób, u których ja byłabym gościem.