piątek, 28 kwietnia 2017

Moje dziecko samo gotuje - czyli jak zostałam patologią.


Wpis zainspirowany historią Karoliny, która aktywnie udziela się na mamowglanowym fanpage'u. 


Prawie 7 mio letnia córeczka Karoliny zapragnęła zrobić sobie samodzielnie kanapki do szkoły. Otrzymawszy pozwolenie mamy przygotowała sobie drugie śniadanie i dumna ze swojego dzieła pochwaliła się koleżankom w klasie. Czy wiecie co się wydarzyło następnie? Otóż rodzice dzieci z klasy małej kuchareczki naskoczyli na Karolinę - jak śmiała pozwolić dziecku na coś takiego! Teraz ich dzieci też chcą same robić sobie kanapki! Używać noża! To wszystko przez jej lenistwo! I teraz w ich domach są awantury, bo one nie pozwolą! 


Przyznam, że musiałam przeczytać post dwa razy, żeby upewnić się, czy aby na pewno dobrze zrozumiałam. Matki zbeształy kobietę, bo ta pozwoliła swojej córce być samodzielna. OKEJ. 


Jak  śmiesz patologiczna, wyrodna matko pozwalać dziecku korzystać z nieplastikowego noża! Może się skaleczyć! Może się poparzyć niosąc samodzielnie herbatę! Albo przewracając kotlety na drugą stronę! Przez Twoje lenistwo jego życie jest zagrożone! 
Jak śmiesz uczyć dziecko samodzielności! 


Troll zrobił pierwszą kanapkę mając chyba 3 lata. Posmarował sobie masełkiem i nałożył plasterek wędliny. Spałaszował potem aż miło. Czasami robił mi niespodzianki i przygotowywał tak sam z siebie coś pysznego. Kiedy miał niewiele ponad 6 lat pozwoliłam mu przygotować DLA MNIE sałatkę z pomidorów i ogórków. EGOISTYCZNA WYRODNA JA DAŁAM MU NAWET NÓŻ. OSTRY. I wiecie co, zrobił. Pokroił. Nie skaleczył się. Była pyszna, tylko trochę pomidorki się zmiażdżyły.


Często oglądamy w domu programy kulinarne. Ja gotować nie znoszę, ale mój partner uwielbia. Dzięki niemu poznałam wiele nowych smaków i widzę, jak bardzo to imponuje młodemu. Jakiś dobry rok temu, a więc mając 7 lat zapragnął samodzielnie coś ugotować. Zgodziliśmy się. Tak więc w repertuarze oprócz kanapek, które dostawaliśmy w weekend jako śniadanie do łóżka, Jakub nauczył się korzystać z kuchenki gazowej i gotować sobie mleko do płatków czy na kakao, odgrzewania sosu do spaghetti, gotowania jajka; wstawiał wodę i zalewał wrzątkiem herbatę. Ugotował pod naszym nadzorem zupę warzywną, do której sam obrał i pokroił warzywa, wstawił wrzątek i powrzucał je do garnka. Ostatnio bawił się mięsem z kurczaka. Próbował mięsa bez przypraw i później przyprawiał po swojemu bazylią, papryką, czym chciał. Oczywiście samodzielnie obsmażając kawałki. Ma 8 lat. I idąc tym tropem myślenia, co wspomniani rodzice - powinni mnie chyba zamknąć za narażanie życia dziecka :P

Mnie do kuchni nigdy nie ciągnęło. Miałam swoje ulubione rytuały jak krojenie sałatki warzywnej, kręcenie ciast robotem, robienie makaronu maszynką na korbkę. Nie pomagałam jednak w niczym więcej i nauczyłam się gotować dopiero w dorosłym życiu. Trochę w sumie teraz żałuję, bo ja nie rozumiem tej frajdy, jaką czują moi faceci przygotowując coś pysznego. Ja wolę jeść. 

Jestem najlepszym przykładem na to, że brak takiej umiejętności w późniejszym życiu jest bardzo niepraktyczny. Było mi trudno ogarnąć nawet najprostsze rzeczy - gotowanie jest koniecznością, a nie przyjemnością. Dlaczego mam więc zabraniać dziecku się rozwijać, skoro samo tego chce? Być samodzielnym? Wystarczy dać wskazówki, wytłumaczyć w jaki sposób postępować z nożem - 7mio letnie dziecko nie jest niekumatym 2 latkiem, samo sobie noża w rękę nie wsadzi, żeby sprawdzić czy boli. Nie ma nic złego w tym, że rodzice pozwalają dzieciakom gotować. Odpalcie sobie MasterChef Junior i zobaczcie, co te dzieciaki potrafią. Wypadki zdarzają się każdemu, ale czy dobre jest unikanie ryzyka?

Kadr z programu Masterchef Junior, prod. TVN.

My nie zostawiamy dziecka samopas, nie wysyłamy go na wojnę, w której może stracić rękę i nogę. Czuwamy, udzielamy rad, pokazujemy różne rozwiązania. Jesteśmy cały czas obok. Patrzymy na to, co robią. Po prostu nie wyręczamy. To nie nasze lenistwo, to inwestycja w jakość życia naszego dziecka. Wiemy, że to zaprocentuje w przyszłości. 

Absolutnie nie rozumiem reakcji wyżej wspomnianych matek. Już pomijając fakt, że obwinianie Karoliny było po prostu chore - wyobraziłam sobie, co musiały poczuć wszystkie te dzieci, które usłyszały "NIE, BO NIE". Wykazały chęć, spodziewały się dobrej zabawy, wręcz dumy rodziców i spotkały się z odmową. To chyba najskuteczniejszy sposób zniechęcenia dziecka, do podejmowania jakichkolwiek prób. Niech tylko potem rodzice się nie dziwią, że dzieci sobie nie radzą.




Dzieciaki, które samodzielnie przygotowują posiłki, chętniej jedzą. Uwierzcie, nawet złowrogi pomidor czy sałata smakują lepiej w własnoręcznie złożonej kanapce ;> 


Na koniec mój ulubiony cytat:


"Jak ty to robisz, że twoje dziecko jest takie samodzielne?
Pozwalam mu."