poniedziałek, 27 marca 2017

Rozwód może być szczęściem!


Cóż to za przewrotny tytuł :D Dzisiaj mijają dokładnie 3 lata od mojego rozwodu. Zostałam zapytania, czy mam jakąś refleksję w związku z tym. Wiecie co pierwsze przywędrowało mi na myśl?

"Non, rien de rien
Non, je ne regrette rien..."


Kiepsko czytać, że wciąż panuje taki ostracyzm społeczny wobec rozwodników. Przedstawia się to zjawisko wyłącznie w perspektywie tragedii. To nie rozwód sam w sobie jest traumatyczny, a to, co do niego doprowadza. 

Chcę Wam powiedzieć, że rozwód może być POZYTYWNYM doświadczeniem. Może przynieść szczęście, ulgę, swobodę, radość, chęć rozwoju, nowe perspektywy. Może być DOBRĄ ZMIANĄ. 
Znam wielu dorosłych ludzi, którzy marzyli o rozwodzie rodziców. Toksyczna relacja między rodzicami unieszczęśliwiła ich na lata. Pokutuje przeświadczenie, że trzeba się poświęcić. To nic, że facet pije, bije Ciebie i dzieci, wykańcza psychicznie. Chcesz, by dzieci były SZCZĘŚLIWE, miały PEŁNĄ RODZINĘ. Czy słyszysz ten absurd? Czasami właśnie dla dobra dziecka trzeba odejść. 

Nie ma również nic złego w stwierdzeniu po latach, że to nie to, że się różnicie, nic was nie łączy. Dlaczego ludziom wmawia się, że nie mają prawa być szczęśliwi? Dla narzuconych przez tradycję zasad? Ile znacie małżeństw, które właśnie są razem dla zasady, choć nie znoszą się szczerze? Nawet nie lubią, a co dopiero kochają? Ja niestety sporo. Bycie z kimś z obowiązku to najgorsza podstawa związku. 

Nie żałuję, postąpiłabym dokładnie tak samo. Wszystkim to wyszło na dobre. Nie, nie napiszę "polecam rozwody każdemu" - to durne xD Przecież kiedy już do niego dochodzi, jest to decyzja obu stron, ostateczna, podjęta po przegranej walce o uczucie. Polecam przede wszystkim w ciężkich chwilach myśleć o tym, że zasługuje się na szczęście.