poniedziałek, 7 listopada 2016

Nie odrabiam lekcji z synem.


Bo nie. Nie siedzę z nim nad książkami, nie wertuję jego podręczników, nie rozliczam z pracy domowej. Nie i już.

Głupiaś matko, czy leniwa? Dzieckiem się nie interesujesz, zeszytów nie sprawdzisz?

Haha, a nie. Ja po prostu pozwalam dziecku na samodzielność. To jego nauka, jego praca domowa, jego obowiązek. Proste :)

dzieci.pl


A teraz trochę szerzej: nikt ze mną nie odrabiał prac domowych. Nie dlatego, że rodzice nie mieli czasu. Ja po prostu nie potrzebowałam pomocy, robiłam wszystko sama. Pamiętam, jak wkurzałam się, kiedy mama chciała mi pomóc w pracach plastycznych (jest w tym o niebo lepsza ode mnie), a ja nie pozwalałam. Od małego kujon (teraz na studiach jest tak samo :P), nie miałam potrzeby, aby rodzice siedzieli w pokoju. Nie. Musiałam być sama, tylko ja i książki. 

Miałam kiedyś okazję obserwować, jak jedna mama odrabia z synem lekcje. Jakkolwiek w pierwszej czy drugiej klasie podstawówki wydawało mi się to okej, tak w piątej klasie - no sory, ale nie. 11 letni chłop, a mamusia musiała mu czytać lektury? Faktu, że moja ś.p. babcia czytała mojemu 15 letniemu kuzynowi "Szatana z siódmej klasy" chyba i tak nic nie przebije. Dla mnie to coś niepojętego. I im dłużej się nad tym zastanawiałam, tym coraz bardziej klarował mi się powód takiego zjawiska. Mamy przyzwyczaiły swoje dzieci do "pomocy" w lekcjach. Zapewne ta "pomoc" była wielokrotnie podpowiadaniem, lub nawet robieniem zadań domowych za dziecko. Tylko czy to tak naprawdę o to chodzi? Żeby odbębnić sprawę, jak najszybciej skończyć; czy żeby dziecko przyswoiło wiedzę? Jak dla mnie to bardziej przeszkadzanie, rozpraszanie w nauce!

Dlatego ja nie odrabiam lekcji z synem od samego początku pierwszej klasy. Oczywiście, że czasami muszę powtórzyć wiele razy, aby poszedł je zrobić; często wysłuchuję marudzenia i "niechcęmisiów", ale ostatecznie zawsze te lekcje odrabia. Sam. 

Kiedy potrzebuje pomocy - przychodzi i wówczas chętnie mu tłumaczę, ale pozwalam też zrobić błąd. Najpierw sam robi zadanie, a potem je ewentualnie poprawiamy, jeżeli oczywiście Młody wyrazi taką ochotę. Jeżeli postanowi nie konsultować ze mną odrobionych lekcji - okej. Zbiera doświadczenia na swoje własne konto, więc do pomyłek też ma prawo. Zwłaszcza, że widzę, iż jest jednym z lepszych uczniów w klasie i jestem spokojna o jakość tych prac domowych. Nie musi mieć samych szóstek. Ważne, żeby był mądrym człowiekiem.