wtorek, 11 października 2016

"A po co ci studia do gotowania obiadu?!"


Wykształcenie jest dla mnie czymś bardzo ważnym. Nigdy nie chciałam kończyć swojej edukacji na maturze - to przecież dopiero początek.
Jednak moje życie potoczyło się inaczej. Tuż przed maturą urodził się mój syn, a ja - choć miałam naprawdę dobre wyniki - nie mogłam kontynuować nauki.

Byłam przekonana, że robię sobie roczną przerwę - niezamierzenie wydłużyła się ona do lat 7miu. I teraz, kiedy mój rocznik jest już 2 lata po obronie mgr-ów, ja dopiero zaczynam swoją przygodę z uczelnią.

Nie mam żadnych zdjęć do tego wpisu, więc pokażę Wam mój wydział ;]

To, że pójdę na filologię polską wiedziałam już w liceum - no, może nie wiedziałam, ale tak przeczuwałam. Miałam co prawda przebłyski pomysłów o aktorstwie, albo filologii romańskiej - ale miłość do literatury polskiej wzięła górę. Przez wszystkie lata spędzone z dzieckiem w domu przeczytałam masę książek, opracowań, napisałam setki prac na najróżniejsze tematy, opracowałam setki motywów literackich... To upewniło mnie w przekonaniu, że właśnie w tym kierunku chcę się rozwijać, takie tematy zgłębiać...

Aż nagle usłyszałam pytanie z tytułu posta.

W zasadzie to nie było pytanie. To był zarzut.

Jak w ogóle mogę myśleć o PORZUCENIU dziecka? Jak mogę chcieć się uczyć? Przecież na studiach będzie masa facetów, a każdy to mój potencjalny kochanek. Poza tym po co mi wykształcenie wyższe, skoro moim jedynym przeznaczeniem jest gotowanie obiadu? Ogórki bym się lepiej nauczyła kłaść do słoika. No i ogólnie lepiej, żebym siedziała w domu, bo ktoś musi sprzątać, bo i tak się nie nadaję.

Z perspektywy lat szepnę tylko, że kiedy facet mówi Wam podobne teksty - uciekajcie od niego gdzie pieprz rośnie.

Ktoś, komu zależy na drugiej osobie, nie widzi problemu w tak elementarnych potrzebach, jak potrzeba wykształcenia. Ba - w normalnej relacji odczuwa się dumę z drugiej osoby!

Do pójścia na studia zachęcał mnie mój partner - wiedział, jak mi na tym zależy, a jednak mając na uwadze poprzednie doświadczenia - nie wychylałam się. Przekonał mnie, że warto spróbować. Zrządzeniem losu na wymarzonym kierunku była druga tura - zdecydowałam się w ostatniej chwili - i oto jestem ;) 


Rudy Kartofel - jak ja kocham zdjęcia do dokumentów xD

I była wielka radość w domu. Nie potrzeba było żadnej reorganizacji - naturalne jest, że kiedy mnie nie ma, to faceci ogarniają dom, gotują, dobrze się bawią. Nie ma wyrzutów, wypominań, jest herbatka, kanapki, drukowanie mi skryptów i udostępnianie Chomika :)

Mój syn nie odczuwa żadnej krzywdy, żadnego "porzucenia". Jest zafascynowany faktem, że ja też jeżdżę "do szkoły", mam swoje prace domowe, naukę i - kto wie - może w przyszłości będę mogła uczyć j. polskiego w szkole. Cieszy się i rozumie to. 

Nawet w pracy moja decyzja została przyjęta entuzjastycznie. Mam ten komfort, że jestem spokojna o swoje zatrudnienie i mogę studiować coś, co mnie interesuje, a nie coś, po czym najłatwiej znajdę pracę.

No cóż - to dlatego mnie ostatnio nie ma na internetach - każdą wolną chwilę po pracy poświęcam nauce, bo mi zależy. Mam do przeczytania i do nauczenia się masy rzeczy. Już dowiedziałam się o istnieniu głosek, których nawet nie da się zapisać, o gatunkach rymów, których do teraz nie znałam... To będzie bardzo ciekawy czas w moim życiu! Ale i cholernie pracowity. Trzymajcie za mnie kciuki!