niedziela, 31 lipca 2016

Ro(c)k w Warszawie!


Wiele podejmowałam już w życiu ważnych decyzji. Z różnymi skutkami. Ale śmiało mogę stwierdzić, że zeszłoroczna była najlepszą decyzją w moim życiu. Bo wiecie, dzisiaj mija dokładnie rok od mojej przeprowadzki do stolicy.

Samo miasto zawsze mnie przerażało. Jeszcze kilka lat wcześniej uroczyście obiecywałam sobie, że nigdy nie przeprowadzę się do tak dużej metropolii. Ten pęd, hałas, nieznajomość przestrzeni... KOMUNIKACJA MIEJSKA! Jak niby miałabym się tego wszystkiego nauczyć - metra, tramwajów, ulic, ścieżek, przystanków... To nie do ogarnięcia dla kogoś z agorafobią, pozbawionego orientacji w terenie i pochodzącego z naprawdę maleńkiego miasteczka.

Wiecie, co pozbawiło mnie tego lęku? Pewnego razu idąc do Muzeum Powstania Warszawskiego zobaczyłam na przejściu dla pieszych niewidomą dziewczynę. Radziła sobie doskonale na ogromnym skrzyżowaniu, a przecież jej oczami była tylko biała laska! Nie było przy niej opiekuna. W tym momencie mój lęk mnie zawstydził. Okazał się tak beznadziejny - przecież ja widzę, mogę odczytywać drogowskazy - czego ja się boję?!

Los bywa przewrotny. To tutaj, w przerażającej i fascynującej za razem Warszawie zaproponowano mi pracę. Tutaj mieszkali wszyscy moi przyjaciele. Tutaj są niekończące się perspektywy. Tu poznałam swojego ukochanego. To tu nie miałam nic do stracenia, a wszystko do zyskania. Zacisnęłam zęby, zdecydowałam i z pomocą wielu osób wsiadłam w pociąg z wypchanymi torbami i zjawiłam się w Warszawie.


Śmiesznie było, jak przez pierwsze tygodnie poruszałam się tylko na trasie dom-praca-dom. Osiedle poznałam spacerując dużo z chłopakami - bo choć mieszkam w największym (najdłuższym) budynku w Polsce, może dla niektórych jest tu nieco klaustrofobicznie a labirynty galerii mylą nawet samych mieszkańców, to dobrze mi tutaj. Mam rzut kamieniem do dwóch jeziorek, nad którymi można znaleźć polne zioła. Okoliczne ogrody działkowe pełne są drzew i krzewów owocowych. Trzeba wiedzieć, dokąd iść, aby odkryć kawałek wsi w stolicy :)



I powietrze wcale nie takie cuchnące. Kierowcy przepuszczają na pasach częściej. W windzie wszyscy mówią sobie "Dzień dobry", "Dziękuję" i "Do widzenia". I drechy spod monopolowego "szanowankiem" czasem rzucą. Nie ma warszafki - przez ten rok nigdy się z nią nie spotkałam. Normalni ludzie na normalnych osiedlach. 



Ten rok był naprawdę ciekawy. Poznałam przez ten czas więcej ludzi, niż w ciągu ostatnich 5 lat :) Nauczyłam się naprawdę wielu nowych rzeczy. Zobaczyłam mnóstwo nowych, ciekawych miejsc. Miałam okazję pojawić się w Polskim Radiu i TVP. Spełniłam tyle marzeń, ile nie spełniłam w  całym dotychczasowym życiu :)

I tak, cieszę się tym, chwalę, chełpię. Nie lubię komentarzy "Stolyca ma łatwiej", "W Stolycy są lepsi", "Tu nie jest stolica, tu nie ma bogactw". Nie jest łatwiej, ale może być. To miasto jest wymagające. Jest droższe. Ale każdy, kto tylko nie boi się pracy śmiało sobie tu poradzi. Warszawa nie toleruje lenistwa i wygodnictwa. Małomiasteczkowi ludzie naprawdę nie mają się czego bać, pod warunkiem, że nie spoczną na laurach w walce o swoją przyszłość. 

Trzymajcie za mnie, za nas kciuki, aby następne lata w naszym nowym domu były równie udane, jak ten rok :)


"...Gdybyś ujrzeć chciał nadwiślański świt
Już dziś wyruszaj ze mną tam
Zobaczysz jak, przywita pięknie nas
Warszawski dzień.."

Cz. Niemen "Sen o Warszawie"