czwartek, 21 lipca 2016

Partnerstwo - to jest to!


Wiele kobiet narzeka, że ich faceci nie pomagają im w obowiązkach domowych. Że tylko by zasiedli w pozycji pana i władcy, bez inicjatywy, bez jakichkolwiek chęci do pomocy.

Czy facet kiedykolwiek rzucił Ci tekstem, że zmywanie, prasowanie, gotowanie, mycie podłóg to zajęcie dla kobiety, albo - co gorsza - baby? Proponuję, daj mu w łeb, albo przestań wykonywać swoje obowiązki. Boisz się opieprzu, ze strony teściowej? Jej się należy jeszcze mocniej! To ona odpowiada przecież za to, że jej syn jest nieudacznikiem. Że jest tylko pospolitym facetem i żaden z niego partner.

Byłam ostatnio na urlopie. Jedząc śniadanie spotkaliśmy rodzinkę - ojciec, nastoletni syn, matka, nastoletnia córka i niemowlę w wózku. Była pora śniadania, więc każdy nakładał sobie frykasy i szedł szamać do stolika. Co zrobiła owa rodzinka? Panowie rozsiedli się, czekając, aż zostaną obsłużeni - nie, nie przez kelnera, a przez swoje kobiety! Matka z córką uwijały się znosząc talerze i sztućce, nakładając przy bufecie ogromne zapasy jedzenia, aby znaleźć swoim neandertalczykom. My być głodni, kobiety dać nam jeść! Już wiedziałam, że całe wakacje tych Pań będą takie - będą usługiwać samcom. I nie pomyliłam się... Byliśmy z Miłym cholernie zniesmaczeni, bo to dla nas było coś niewyobrażalnego. Bo my jesteśmy partnerami.

Dawno temu, syn mój pierworodny wypuścił z paszczy tekst: "Mama jest od sprzątania". Odpowiedziałam, że "Mama jest od kochania". Mama może pomóc, ale mama nie musi robić za dziecko. Tak, obowiązki moje dziecko poznało dość wcześnie. Już jako dwu-, trzylatek wrzucał i wyjmował rzeczy z prania, pomagał wieszać swoje skarpetki na suszarce oraz je ściągać. Doszło do tego odnoszenie brudnych rzeczy do prania, z czasem wycieranie kurzy - dzieci naprawdę lubią pomagać w porządkach! Później dopada je leniuszek, wiadomo, ale póki chcą pomagać, trzeba im na to pozwalać! Chłopcom także - bo trzeba wychować ich na porządnych mężczyzn.

Mój siedmiolatek sam ścieli sobie łóżko rano i wieczorem. Wyjątkiem są piątkowe wieczory, kiedy robimy to za niego, tak w ramach weekendu. Jest odpowiedzialny za porządek w swoim pokoju - kurze, poukładane rzeczy. Jak nie posprząta - ma bałagan i tyle. Sam segreguje i składa swoje pranie, potrafi zrobić sobie kanapkę i zaparzyć herbatę.

Obserwuje też, że my, rodzice, wszelakie obowiązki domowe dzielimy po równo między siebie. Ja wstawiam i wieszam pranie - Miły zmywa, gotuje... Ja odkurzam, zmieniam pościel, prasuję - Miły wyrzuca śmieci, pomaga mi porządkować kuchnię i łazienkę. Nie ma podziału na zajęcia męskie-babskie. Jesteśmy sobie równi, pomagamy sobie we wszystkich obowiązkach, aby później wspólnie móc spędzać czas wolny. Mamy później większe chęci na sprawianie sobie małych przyjemności, jak zrobienie i podanie obiadu, podczas gdy drugie się byczy - chce nam się starać dla siebie na wzajem, bo żadne z nas nie czuje się wykorzystywane. I nawet, choć nie znoszę prasować, to lubię widzieć, jak wychodzi do pracy w porządnie wyglądających koszulach ;)

Wiecie, tu nie chodzi o sytuacje, kiedy kobieta się w tym spełnia, kiedy lubi, kiedy sprawia jej to przyjemność. Bo i takiej, a zwłaszcza takiej należy się wsparcie. Jest jednak różnica, między byciu boginią domowego ogniska, a służką na posyłki. Między własną wolą a byciem zmuszaną. Bo jak ktoś tylko wymaga i nie daje nic od siebie - to się zwyczajnie nie chce starać.

Mężczyznę trzeba partnerstwa nauczyć. Ale nie zrobi tego jego żona czy dziewczyna. Mogą to zrobić wyłącznie jego rodzice wychowując go od małego w poszanowaniu dla drugiego człowieka. Dlatego nie usługujcie - pomagajcie, ale nie wyręczajcie synów, córek, mężów - inaczej same ukręcicie powrozek i sobie, i przyszłym żonom/mężom Waszych dzieci.