piątek, 3 czerwca 2016

Maturzystka w ciąży, czyli o tym, ile wsparcia dostałam od liceum.


Temat mojego młodego macierzyństwa był ostatnio u mnie na topie - poprzez dwie audycje w Czwórce i wizytę w Pytaniu na Śniadanie, dlatego postanowiłam napisać coś pozytywnego związanego z całą sprawą.

Wspominałam Wam kiedyś, że moje liceum odegrało ogromną rolę w tamtym czasie. Chciałabym, aby ten wpis był podziękowaniem za to, co otrzymałam od III Liceum im. Cypriana Kamila Norwida w Koninie w roku 2008/2009.

Zaszłam w ciążę we wakacje, tuż przed ostatnim rokiem - maturalnym. Wybrałam się osobiście zgłosić sytuację. Nie towarzyszył mi tej wizycie żaden lęk, żadna niepewność, bo znałam już z poprzednich dwóch lat podejście kadry do uczniów: "Nie ważne skąd jesteś, jaki jesteś, jak się ubierasz, jaki masz kolor włosów. Dla nas liczy się Twoja wiedza i wzajemny szacunek".
Wchodząc do sekretariatu oczywiście zostałam przywitana przez cudowną sekretarkę, Panią Elę, która była dobrym duchem naszego LO. Powiedziałam o co chodzi, a ona wycałowała mnie, pogratulowała i skierowała do wicedyrektor.

Tam również otrzymałam gratulacje. Szczery, serdeczny uścisk pani Grażyny Piotrowskiej był naprawdę najlepszą i chyba jedyną tak serdeczną reakcją na tę zaskakującą wiadomość. Tam dowiedziałam się, że mam prawo do indywidualnego nauczania i że to JA zdecyduję, czy chcę z niego skorzystać, czy jeździć normalnie na zajęcia. Że jestem absolutnie zwolniona z zakazu wychodzenia do łazienki na lekcjach, ba, w razie nagłej potrzeby mam wychodzić bez pytania (czy wspominałam Wam, że poranne mdłości trwały u mnie 8 miesięcy?). Miałam również zgłaszać bezpośrednio wszelakie próby dokuczania mi, obgadywania. Moja matura nie była niczym zagrożona - skoro chciałam do niej podejść, to szkoła zapewniła mi to jak wszystkim innym uczniom.

A to był dopiero początek.

W czasie roku szkolnego szkolna pani Pedagog Zofia Mac zaganiała mnie na (darmowe!) obiady, niejednokrotnie susząc głowę, że jem wafelki czekoladowe i popijam shake'm z Mc'a :P Nie było zmiłuj na ciążowe zachcianki :)

Dwie próbne matury, operonowską i OKE zdawałam jeszcze w ciąży - pozwolono mi pierwszej wejść na salę i wybrać sobie wygodne dla mnie miejsce. Udało mi się uprosić, żeby nie towarzyszyła mi pielęgniarka - a taką propozycję otrzymałam.

Z góry założyłam, że będę chodziła tak długo, jak tylko dam radę. Wytrwałam do 8go miesiąca. Niektóre zajęcia mieliśmy na trzecim piętrze, więc kiedy musiałam wspierać się już nie tylko barierki schodów, ale ramion kolegów z klasy, odpuściłam. Na odchodne dostałam w prezencie cudny bujaczek i kartkę z gratulacjami od mojej klasy. 

Miesiąc, który mi został w domu do porodu przeznaczyłam na powtarzanie do matury właściwej. Pisałam swoją prezentację na ustny polski i... zaliczałam przedmioty, takie jak np. WOK korespondencyjnie. Eseje wysyłałam profesorowi na maila, prosząc o to, żeby mój stan nie był żadną taryfą ulgową. Chciałam mieć 5. Skończyłam z szóstką, bo spodobały mu się moje prace. 

Wróciłam dzień przez absolutorium - równo miesiąc po porodzie. Oczywiście otoczył mnie wianuszek życzliwych osób, od sekretarek, nauczycielek, nawet pań z dyżurki i sklepiku, aż po moją klasę. Pomimo połogu czułam się dobrze - moje ciało naprawdę szybko się regenerowało.

Sama matura - czułam się już zupełnie zdrowa, więc nie chciałam już w żaden sposób nadużywać serdeczności kadry, moja ciąża była przeszłością, w domu czekał na mnie 6cio tygodniowy synek.

Chcę tym wpisem podziękować całemu gronu pedagogicznemu, kadrze, klasie, wszystkim serdecznym ludziom, których poznałam dzięki III Liceum. Minęło już wiele lat, o wielu wspomnianych tu momentach pewnie niewiele osób pamięta... Ale ja pamiętam. Dzięki Wam czułam się normalna, było mi dużo łatwiej. Wiedźcie, że doceniam każde ciepłe słowo, pamiętam każde myzianie mnie po kopiącym brzuszku; żarty, że Dzidziol podpowiada mi na egzaminach i dlatego tak dobrze je zdaję... 

Pamiętam, jak wstawiliście się za mną podczas wystawiania ocen, na którym już nie mogłam być, pamiętam każdy pożyczony zeszyt lub spisane lekcje na GG czy NK ;)

Dziękuję wszystkim nauczycielkom i nauczycielom, a zwłaszcza p. Magdalenie Baranek, prof. Markowi Derenowskiemu, p. Elizie Badowskiej za rozmowy na tematy pozaszkolne, zaoferowane wsparcie i takie ludzkie, dobre słowo. 


Najlepsza klasa A - lingwistyczna :) Zdjęcie z 2007 roku.
Tylko mój aparat miał wiecznie źle ustawioną datę.
Ktoś mnie widzi? :)

Dziewczyny - które są uczennicami w ciąży - nie bójcie się reakcji w szkole. Jak widać istnieją cudowne szkoły, które naprawdę pomagają! Macie prawo być potraktowane równie dobrze jak ja. Szkoła nie ma prawa ani wydalić uczennicy, ani zmusić jej do nauczania indywidualnego. Może dawać wybór, ale nie zmuszać. Myślę, że wątpliwości co do kwestii prawnych uczennicy w ciąży pomogą Wam rozwiązać w razie potrzeby instytucje i fundacje, zapewniające kompleksową pomoc dla nastoletnich mam.


_____________________________________

P.S. Córeczka wspomnianej wyżej nauczycielki potrzebuje pomocy. Gabrysia ma guza rdzenia kręgowego, czeka ją trudna operacja, a po niej intensywna rehabilitacja. Konsekwencją operacji może być wystąpienie u Gabrysi niedowładów nóg i nietrzymanie pęcherza. Dlatego tak istotna jest rehabilitacja, niestety jest ona bardzo kosztowna. Pomóżcie, niech do życzliwych ob powróci dobro, które od siebie dali!