środa, 15 czerwca 2016

Dziewczynka z kompleksami to kobieta z kompleksami!


Ten wpis tylko z pozoru jest bardziej dla dziewczynek/kobiet. Chłopcy/mężczyźni też swoje kompleksy miewają, choćby za nic nie chcieli się do nich przyznać. Ale ja Wam dzisiaj opowiem, ile zmarnowałam czasu na bezsensowne kompleksy, o ich przyczynach i o tym, jak mogłabym się od nich uchronić, gdybym nie była z nimi sama.

Spójrzcie na zdjęcie poniżej:




Ta brzydka dziewczyna z odstającymi uszami to 11 letnia ja.

Kompleks widziany na pierwszy rzut oka. Uszy. Wielkie i odstające. Nienawidziłam ich. Tak naprawdę, to urodziłam się z jednym uchem o połowę mniejszym od drugiego. To, że się wyrównały jest prawdziwym szczęściem.
Zawsze je zasłaniałam - dlatego mam naprawdę niewiele zdjęć, na których tak dobrze je widać jak tu. Non stop rozpuszczone włosy. Żyłam tak w zasadzie ponad dwadzieścia lat - w przeświadczeniu, że ciągle są takie wielkie. Tylko wiecie, nie zauważyłam, że twarz mi urosła. Że proporcje twarzy przez te lata się zmieniły. I że teraz wygląda to tak: 





A uświadomił mi to dopiero niecały tydzień temu mój Miły. Ciągle chodzę w rozpuszczonych włosach. Co prawda ciągle uciekają spod włosów, ale dzięki temu dostałam propozycję fajnego, elfickiego cosplayu ;) 
Pierwsze kroki do akceptacji tego kompleksu podjęłam lata temu przekłuwając sobie uszy w 7miu miejscach. Podjęłam próbę zmiany przyczyny, dla której tak przykuwały uwagę, ale średnio to pomogło. Ale dopiero słowa bliskiej osoby zsunęły mi klepki z oczu.

Podobnie było z moimi nogami. Słyszałam ciągle od koleżanek, że są krzywe. No i to prawda, są - takie mam i co poradzę. Oczywiście - nie tak bardzo, jak bardzo krzywe są w mojej psychice. Generalnie mając 11-12 lat byłam przerażona na samą myśl założenia stroju galowego. Przecież dziewczyny mówiły, że nie mogę nosić spódniczek, słyszałam "Schowaj te nogi". Musiałam recytując na apelach stać w takiej pozycji, w jakiej KAZAŁY mi stać koleżanki, no bo przecież nie można pokazywać tak krzywych nóg. 
Wcale się przed tym nie broniłam. Słowo koleżanek było tak silne, że do teraz siedzi we mnie. Od 15 lat.

Wielokrotnie na przestrzeni lat byłam zapewniana, że jestem ładna, że przesadzam z kompleksami, że wcale to nie wygląda tak, jak ja to widzę; że nie mam na co narzekać. Że chodzące ideały urody są nudne. 
Dlaczego zatem tak trudno mi wyprzeć usłyszane dawno temu słowo?

Myślę, że wówczas, kiedy rodziła się we mnie moja kobiecość nie było nikogo, kto mógłby mi powiedzieć to, co powiedział mi mój mężczyzna. I zrozumiałam, że w pierwszym stopniu to na rodzicach spoczywa wytłumaczenie dorastającej dziewczynce, że wygląd naprawdę nie ma znaczenia. Trzeba podchodzić do niego z dystansem, być pewną swojej wartości i - co tu owijać w bawełnę - zajebistości!

Ja już wiem, na czym polega moja wartość. Moja wyjątkowość. Uskrzydla mnie ona, co naprawdę wpływa na moją kobiecość - doceniana czuję się piękniejsza. Nie ładniejsza, a piękniejsza - jako całokształt istoty.

Na poczucie piękna ma wpływ przede wszystkim akceptacja! Im wcześniej wytłumaczysz to swojej córce, tym lepiej! Nie pozwól, żeby kobieta, którą się stanie, czuła się gorsza z tak błahych powodów. Nie ma idealnych ludzi - to tylko dopadła nas era retuszu. I choć nie ma nic złego w poprawianiu sobie urody makijażem, czy przefarbowaniem włosów, to już 16 latki planujące operacje plastyczne to patologia (oczywiście mówię tu o fanaberiach, a nie przyczynach medycznych).


To wpajane w rodzinnym domu poczucie wartości, pewność siebie, nauka dostrzegania atutów przyczynią się do tego, że z dziewczynki wyrasta piękna kobieta! No i pamiętajcie - nie ma lepszego sposobu na ostateczną rozprawę z kompleksami niż... uśmiech! :)


... i tak każda z nas kiedyś usłyszy "jesteś piękna bez makijażu".
Tak. No make up Ragana.
A nawet jak Wam się nie podoba, to mam to gdzieś ;]



Czy zatem warto tracić na nie czas?