czwartek, 5 maja 2016

Majówka rockowo-historyczna 2016!


Czy wiecie, że tegoroczna majówka była moją PIERWSZĄ wyjazdową majówką w życiu? Tak, nigdy wcześniej nie miałam okazji wyjechać z tej okazji na urlop ;) Padło na Kazimierz Dolny, gdzie zaprosiła nas Mama Rockowa - świętowaliśmy przy okazji urodzinki dwóch małych Ajroczków.

Kazimierz Dolny to przepiękne miasto, słynne z Festiwalu Filmowego. Nie da się nie zakochać w tym miejscu - te wszystkie domki, wzgórza, ruiny... Uwielbiam taki klimat. Jechaliśmy z Warszawy trochę ponad 2,5 godziny, by na miejscu zastać chmury i deszcz. Ale to akurat nie przeszkadzało nam aż tak bardzo - zahartowaliśmy się w śnieżnych wędrówkach po górach minionej zimy :)


Widok ze wzgórza Trzech Krzyży
 Wdrapaliśmy się na wzgórze Trzech Krzyży - wstęp jest płatny 2 zł, jednak dopiero płaci się "na mecie" - droga na wzniesienie może zasapać. Widok jednak jest wart tej mini wspinaczki. Uwaga! Z wózkiem tam nie wjedziecie.

Następnie udaliśmy się do ruin zamku. Wstęp - 5 zł, dzieci do 7go roku życia wchodzą za darmo. Pozostałości zamku są imponujące, ale ciekawa jest też ekspozycja "w lochach", jak określił to Kuba. Znajduje się tam kilka artefaktów z wykopalisk, ceramika, broń, ale również replika XIII wiecznego cotte (ubiór damski - nie mogłam się powstrzymać, aby dłużej nie rzucić okiem), a także plansze z komiksem przedstawiającym legendę zamku i opowiadającym historię miłości króla Kazimierza i prostej Żydówki.






Z ruin zamku udaliśmy się do oddalonej o kilkadziesiąt metrów baszty - wejście na nią jest strome, należy uważać! Jednak na szczycie można dowiedzieć się, jak wyglądało porozumiewanie się chorągwiami, a przede wszystkim popodziwiać przepiękny Kazimierz Dolny i zamek z naprawdę sporej wysokości.




Widok z baszty.

Po wspinaczkach udaliśmy się na rynek. Dotychczas nie wiedziałam, że symbolem Kazimierza jest kogut upieczony z ciasta nieco przypominającego chałkę, ale mniej słodkiego. Oczywiście pożarliśmy takiego ;] kupiliśmy sobie pamiątkowy magnes na lodówkę (mamy taki zwyczaj, że z każdej podróży do nowego miejsca przywozimy sobie magnes) i poszliśmy nad Wisłę, gdyż lada chwila mieliśmy udać się do oddalonego o kilka kilometrów Męćmierza - najpiękniejszej wsi na jakiej w życiu byłam.





W Męćmierzu świętowaliśmy urodzinki Nikosia i Bruneczka - było bardzo wesoło, rockowo (dzieciaczki skakały do klasyków jak AC/DC), pysznie. Dawno nie miałam okazji być na czyimkolwiek tak dużym zjeździe rodziny i przyjaciół, tym milej, że moje szefostwo pomyślało i o nas :) Jako przybrana ciocia chłopaczków nie mogłam się nie zjawić! :D

Ja, Bruno i Mama Rockowa! :D

Po zjedzeniu kilogramów pyszności i noclegu poszliśmy zwiedzić wioskę - poniżej macie widok na Wisłę ze wzgórza zwanego Albrechtówka. Raj dla wszystkich kochających naturę. Sama wieś ma jeszcze atrakcję w postaci wiatraku i zabudowy głównie złożonej z chatek z początków XX wieku. 


Widok z Albrechtówki

 Przed powrotem do Warszawy zahaczyliśmy jeszcze o zamek w Janowcu, do którego należało przeprawić się promem. Świetna atrakcja! ;)


Z Bruneczkiem robiliśmy statkom "pa pa"


Ramoneskowy Skład Chłopakowy!

Ruiny w Janowcu były jeszcze bardziej okazałe, niż te w Kazimierzu - uwielbiam zamki, a tak niewiele ich widziałam... Sam zamek jest późniejszy niż ten pierwszy, był przebudowywany na przestrzeni wieków. W jednej z sal można zobaczyć makiety z rekonstrukcjami pierwotnych wersji, obrazy, a również znaleziska archeologiczne. Dziedziniec jest przepiękny, co widać na zdjęciach niżej. Przy zamku działają rekonstruktorzy, którzy w tę majówkę przygotowali program "Majówka z Kmicicem", o czym opowiada krótki filmik wklejony pod fotkami.







Kaś mistrzyni głupich min :O








Lubimy historię i wiedząc, że Kubę również interesują zamki, walki na szable i piękne widoki, uznaliśmy tę majówkę za bardzo udaną. Wydaje mi się, że "program" wypadu, który stworzyło samo miejsce okazał się atrakcyjny dla chłopca w jego wieku. Nikoś i Brunek również byli zainteresowani lycezami i konikami :) No a my odpoczęliśmy jak nigdzie dotąd.


Co polecicie nam na następny raz? Gdzie jest równie dużo historii, co natury? Może macie obok siebie jakieś urocze miejsce? Piszcie w komentarzach - sprawdzimy, a może i przyjedziemy!