niedziela, 10 kwietnia 2016

Nelly Rapp i Upiorna Akademia


Wspominałam już Wam na facebooku, że mam nowe klimatyczne książeczki autorstwa Martina Widmarka do recenzji. No to nadszedł czas na pierwszą z nich :)



Nelly Rapp i Upiorna Akademia to opowieść o dziewczynce, która zostaje zwerbowana do Upiornej Akademii szkolącej agentów walczących z różnymi tajemniczymi stworami. Za sprawą zaproszenia do tajemniczego i dawno niewidzianego wuja Hannibala dziewczynka dowiaduje się  o istnieniu stowarzyszenia i przede wszystkim o swojej wyjątkowości. Nelly musi wykazać się sprytem i zaproponować nietuzinkowy sposób  w pokonaniu wampira, a także pokazać, że potrafi zbierać poszlaki i wskazówki - to przecież podstawa w byciu dobrą Agentką! 
Upiorna Akademia to pierwsza część cyklu o Nelly Rapp, który dopiero wchodzi na polski rynek czytelniczy. Wcześniej z autorem mogliście spotkać się w serii Biuro detektywistyczne Lassego i Mai. Autor pisze dla dzieci i pisze to ze świadomością umiejętności swoich odbiorców. Zdaje sobie sprawę, że dzieciaki zaczynające przygodę z samodzielnym czytaniem zniechęcą zdania wielokrotnie złożone, przesadnie nakreślona fabuła i rozbudowane opisy. Wie, jakie słowa mogą sprawić trudność i nie używa ich nadmiernie (tutaj dużą rolę odgrywa również tłumacz). Dlatego książeczki Martina Widmarka znajdziecie w dziale "Zaczynam czytać samodzielnie". Proste, nieskomplikowane w budowie zdania szybko nakreślają fabułę. Sama treść rozwija się naprawdę szybko, żeby zapobiec ewentualnemu zniechęceniu małego czytelnika :) Krótkie rozdziały kończą się w idealnych momentach, dziecko zaciekawione dalszymi wydarzeniami jest zmotywowane do kontynuacji lektury.  

Drugą z serii - Nelly Rapp i Frankensteiniak opiszę w jednej z najbliższych notek. Poczekam, aż Kuba skończy czytać pierwszą część, wówczas zobaczymy, czy zechce zabrać się  za kolejną. 

Póki co - Upiorna Akademia mu się spodobała - kiedy przeczytaliśmy ją wspólnie. Sam ma jeszcze problem z niektórymi nazwami jak "Hannibal", "Dracula", czy wymową nazwiska bohaterki, ale to nie jest jakaś ogromna trudność. Niemniej jak na 7mio latka czytającego dobrze, ale jeszcze nie dość płynnie, książeczka sprawia mu lekką trudność. Myślę, że jest ona idealna dla nieco starszych, lub bardziej zaawansowanych w czytaniu dzieci, około 8-go roku życia. Ja z kolei łyknęłam ją w 15 minut - spodobało mi się w niej to, że dziecko zachęca się do odkrywania różnych zakamarków, podążania za ciekawością, zwracania uwagi na z pozoru mało znaczące szczegóły oraz do znajdowania niebanalnych i kreatywnych rozwiązań. Wyobraźnia, wyobraźnia i jeszcze raz wyobraźnia. 


Patrzcie, jaka fajna okładka!!!


Ogromny plus również za rozwiązania graficzne - duża, wygodna w nauce płynnego czytania czcionka, która zmienia się w odpowiednich momentach, pozwalając dziecku rozróżnić poszczególne elementy tekstu. No i ta fluorescencyjna okładka! Genialny pomysł, zwłaszcza dla dzieciaków, które UWIELBIAJĄ gadżety świecące w ciemności. Nie mówcie im o tej cesze! Pozwólcie odkryć ją samodzielnie - gwarantuję Wam podwójną frajdę!

Średnio podobają mi się ilustracje autorstwa Christiny Alvner. Ale to już kiedyś Wam pisałam - lubię ładne, naturalne przedstawienia postaci. Z kolei potwory nakreślone w tym stylu mają swój urok, przez co są bardziej pocieszne, niż straszne :) Taka mała ambiwalencja. 

Wszystkim dzieciom uwielbiającym potworki, małe strachy, sekrety i zabawę w detektywów - polecam. Rodzicom, którzy szukają książeczek dla dzieci, odpowiednich do nauki czytania (a wiem, jakie to diabelsko trudne!) - również polecam.



Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Mamania za przesłanie książeczek! :)