piątek, 22 maja 2015

Gdy rodzice mają kłopoty.


Ostatnie tygodnie mojego życia można opisać staropolskim powiedzeniem: "Jak nie urok, to sr... przemarsz wojsk". Kiedy układa się w jednej sferze, to wali na całego w drugiej - normalka. W związku z tym ciekawa jestem waszego zdania na temat: Czy powinniśmy mówić dzieciom o naszych problemach?


Pierwsza myśl - nie. Bo po co. Nasze problemy są tylko nasze i nie powinniśmy dzieciom zawracać głowy. Nie wolno zrzucać na nie ciężaru pewnych spraw, żeby mogły być szczęśliwe i beztroskie. I w zasadzie tak zazwyczaj robię. 


Czasami dorośli zapominają, jak dzieci potrafią być spostrzegawcze. Same doskonale wiedzą, że coś nie gra, że coś jest nie tak. Skoro zapytają - chyba nie powinniśmy ich zbywać. Jakkolwiek małe by nie były, powiedzenie "Mamusia ma kilka dorosłych kłopotów, ale nie musisz się martwić, raz dwa sobie z nim poradzę" jest chyba lepsze od kłamstwa "NIC się nie dzieje", jak dziecko ewidentnie widzi, że jednak się dzieje. 


Dzieci znają nas, rodziców, lepiej niż nam się wydaje. Czasami przytulenie, buziak znienacka, czy obrazek to reakcja na to co widzą - na zmartwione twarze najbliższych. Nagle okazuje się, że wiedzą o sprawie, o której myśleliśmy, że nie wiedzą i z rozbrajającą szczerością stwierdzają "Wierzę, że wygrasz mamusiu, a ta zła Pani przegra". 




Zaskoczyło mnie to, jak doskonałym obserwatorem jest mój synek, jak łatwo zauważył CO jest nie tak... i jak łatwo mnie pocieszył. To nic, że z błędem ortograficznym :) Napisał zupełnie sam, że kocha.


Postanowiłam, że nie będę ukrywała, że mam problemy przed moim dzieckiem. Oczywiście nie zamierzam opowiadać na czym polegają, ale przyznać się bez bicia: tak, są. Może to nieco zdegraduje moją pozycję... Ale zamiast niezniszczalną mamą super bohaterką, wolę być mamą człowiekiem.