niedziela, 3 maja 2015

Chustonoszenie oczami doradcy noszenia - Agaty Rokosz



Wielokrotnie prosiłyście mnie o notkę na temat chust, chustonoszenia. Nie mogłam jej dla Was napisać, gdyż jestem totalnym laikiem w tym temacie. Los jednak chciał, że na mój blog trafiła Agata - ekspertka w tym temacie i po wymianie wiadomości zaoferowała swoją pomoc. NARESZCIE! - pomyślała Ragana i z radością udostępniła swój kawałek internetu mądrzejszej koleżance.

Agata jest chustomamą, doradcą noszenia, która wraz z mężem nie stroni od wyzwań - podróżują, wspinają się wraz z dzieckiem, wyznają ideę rodzicielstwa bliskości :)



Noszenie dziecka w chuście to nie jakaś fanaberia szalonych mamusiek, to nie żadna nowość i trend. To absolutnie naturalny i oczywisty sposób bycia z dzieckiem. W wielu kulturach na świecie dzieci nosi się do pracy, nosi się je wszędzie – jest to najbardziej normalny, często jedyny sposób przemieszczania się z maleństwem.




W brzuchu mamy jest ciepło, ciemno i nigdy nie odczuwa się głodu. Mały człowiek jest otoczony wodami płodowymi i ciasno przytulony do ścian swojego mikro domu pod sercem. Słyszy szum krwi, bicie serca i bulgotanie brzucha. Przez dziewięć miesięcy jest permanentnie przytulony i noszony.

Przychodzi na świat kompletnie niegotowy na to, co go czeka. Nagle ze wszystkich stron atakują go głośne dźwięki, ostre światło, grawitacja. Nie wie co robić z kończynami – wokół niego jest nieskończona przestrzeń. Nie bez przyczyny o noworodkach mawia się czasem brutalnie – zewnętrzny płód. Gdyby tylko pozwalała na to fizjologia ciała kobiety, maleństwa z pewnością spędziłby więcej czasu połączone pępowiną z osobą, która jest im najbliższa.

Wydawać by się mogło, że noszenia dziecka przy sobie, pozwalające powrócić maleństwu do czasów POD SERCEM jest oczywistym wyborem dla ludzi, którzy chcą najlepiej, dla tak bezbronnej istoty jak noworodek.

Tymczasem współczesny obraz rodzicielstwa każe nam przygotować dla dziecka super nowoczesny pojazd, łóżeczko obwarowane elektroniką. No i broń Boże nie nosić! Bo się przyzwyczai...




Otóż – nie przyzwyczai się. Bam! Już za późno! Już się przyzwyczaiło ;)  Jego podstawową potrzebą, poza jedzeniem oczywiście, jest potrzeba bliskości. Można ją realizować na wiele sposobów, ale noszenie daje nam dodatkowe plusy. Mamy dziecię najbliżej jak się da, dajemy mu stymulację, poczucie bezpieczeństwa rozwijamy jego mózg (bodźcujemy, kołyszemy, co wpływa na rozwój mowy, wspieramy koordynację oko – ucho) i równocześnie zyskujemy swoje dwie ręce. Możemy nimi wykonać szereg zapomnianych przez nas czynności, takich jak mycie podłogi, odkurzanie (o słodkie rodzicielstwo ;). No dobra – kawę tez wypijemy.

To ważne też dla ojców. Daje im bowiem szanse na wypracowanie swoich „sposobów“ na dziecko, pozwala  budować relację z własnym potomkiem już na samym początku wspólnej drogi. 

Co poza bliskością i całym dobrym z niej płynącym ważne było dla mnie? Noszenie pozwoliło mi odzyskać wolność. Pozwoliło mi na bycie mamą i bycie sobą. Mnie i mężowi ułatwiło realizowanie naszych pasji – jesteśmy wspinaczami i nasze wyjazdy raczej dalekie są od wybrukowanych chodników i równych ścieżek. 

Noszenie dało mi pewność siebie i pozwoliło pozbyć się poporodowej depry. Nagle – kiedy pierwszy raz w życiu zamotałam Janka, poczułam spokój jego oddechu, uświadomiłam sobie, że nie będzie dwa razy tych chwil, że tylko teraz mogę być z nim tak blisko. I że ta jego potrzeba już się nie powtórzy. To w jaki sposób zadbam o jej realizację teraz zaważy na całym jego życiu.



Na moim też zaważyło. Zostałam doradcą noszenia dzieci w chustach i nosidłach miękkich. Bo wiem, że tą dobrą, bliskościową nowinę trzeba krzewić, ale nie zapominając o bezpieczeństwie dziecka. Chusta wspiera jego rozwój motoryczny - oczywiście, ale tylko wtedy jeśli jest zamotana prawidłowo. Ważny jest też wybór odpowiedniej chusty. A gatunków jest mnóstwo.  Warto więc, zanim zdecydujemy się na motanie, umówić z kimś, kto ma o tym pojęcie.

Wyprzedzając pytania czytelników Mamy w glanach – tak!  Są chusty w czachy :). Ilość wzorów i kolorów chust jest tak ogromna, że mniej zdecydowanym uniemożliwia wybór.

Na początek warto jednak odpuścić szaleństwa i zainwestować w chustę tkaną splotem skośno – krzyżowym, w paski, z oznaczonym środkiem i różnokolorowymi krawędziami. Jak dojdzie się do wprawy to śmiało – można szaleć.

Na koniec ostrzeżenie – więź i bliskość, którą daje nam noszenie, wolność i poczucie, że robimy co dla dziecka najlepsze, wreszcie piękno chust i ich dobór do garderoby rodziców - uzależnia. Chustonoszenie grozi wielodzietnością!


Dla czytelników Mamy w Glanach
- Agata Rokosz
Doradca Noszenia
502 113 369
podsercem.wordpress.com
FB - Agata Rokosz Doradca noszenia