poniedziałek, 23 lutego 2015

O Matko-blogerko, to już setny post!


Naskrobałam tu dla Was i siebie już 100 postów. Zaplanowanych mam co najmniej 20 tematów do poruszenia, a i tak zawsze coś wyskakuje nowego. Ciekawa jestem, czy dopadnie mnie zmęczenie materiału, wypisanie, jakie spotyka niektóre osoby z blogosfery... Nie chcę tego, mam nadzieję, że nigdy mnie to nie trafi.

Spotykam się z wieloma negatywnymi opiniami o "instytucji", jaką są blogerki - że puste, że głupie, że wszystko zrobią dla darmowych próbek. No i nie sposób się z tym nie zgodzić, gdyż naprawdę wiele dziewcząt prowadzi swoje blogi w takim właśnie celu. Ale nie wolno wrzucać wszystkich do jednego worka! 

Co mi daje blogowanie? Przede wszystkim poznaję masę ciekawych osobistości, o istnieniu których nie wiedziałabym, gdyby nie blog. Naprawdę mam szczęście do ludzi, gdyż niemal wszyscy, których obserwuję to ciekawe osoby o głębokim wnętrzu, inteligentne, pełne pasji. Osoby, które naprawdę mają coś do powiedzenia, do pokazania światu. 

Mnie naprawdę nie zależy na liczbie odsłon, chociaż cieszę się bardzo, kiedy licznik pokazuje kolejne 10 tysięcy. Nie ważne ilu docelowo będę miała followersów - jeżeli choć jedna osoba będzie chciała czytać to, co piszę, będę pisać. Przede wszystkim robię to też dla siebie, udowadniam sobie, że to był dobry pomysł - sprawdzić, czy naprawdę jestem jedyną glaniastą matką w tym kraju, czy tych nieugłaskanych przez konwenanse jest więcej :)

Dostałam ostatnio komentarz (Anonimowy, jakże by inaczej), w którym zarzucano mi prowadzenie bloga dla zysku, jakim były koszulki dla mojego dziecka. Ubawiłam się, nie powiem, ale ustosunkuję się oficjalnie do owych słów, nie będę się bawić w pokrętne dyskusje w komentarzach. Tak, dostałam do testów koszulki dla dziecka, no i co z tego? Podobnie jak wcześniej dostałam torbę, książeczki i płyty z bajeczkami. No i co z tego? Czy ja to dalej sprzedaję, zarabiam na tym? Nie. Część z rzeczy zatrzymuję dla synka, inne przeznaczam na rozdania. Nie rozumiem zatem śmiesznego argumentu "też bym sobie mogła pisać i dostawać rzeczy na friko". A czy ktoś broni! Pisz! Tylko czy takie do końca za friko?

Hm... Blogowanie to dość czasochłonne zajęcie. Przygotowanie notki trwa w zależności - od pół godziny, do czasem nawet trzech. Mogłabym ten czas poświęcić na sen (piszę najczęściej nocami, następnie programuję publikację na daną godzinę). Mnie sprawia to przyjemność, piszę dla samego faktu "rozmowy" z Wami. Nie wypisuję maili do różnych firm z żebraczymi prośbami o produkty, rabaciki i inne pierdoły. Nie. Zawsze to fajowe firmy zgłaszają się do mnie, a wiedzieć musicie, że przyjmuję średnio 1/3 propozycji.

Jeżeli naprawdę kogoś boli fakt, że moje dziecko ma nową DVD z bajkami, bądź koszulkę - to wyłącznie jego problem - zwłaszcza, że każda współpraca zawiera w sobie elementy konkursowo-rozdaniowe, na których każdy może skorzystać. Nie obchodzi mnie szczerze fakt, że ktoś wypomina coś mojemu dziecku... Zobaczcie, na jak niskim poziomie trzeba być, aby napisać coś takiego :)

Na moim blogu nie widzicie reklam - a mogłabym zarabiać na waszym klikaniu na nie. Póki co nie jestem na to zdecydowana, chociaż radzą mi to wszyscy z Was, z którymi się w jakiś sposób bliżej poznałam za sprawą MwG, a którzy znają moją sytuację. Nie wykluczam tego, że w przyszłości zdecyduję się na jakąś blogową formę zarobku, ale jeszcze nie teraz ;)

No, to się zła, podstępna i chciwa Ragana wypisała.
A teraz idę przeczytać dziecku książeczkę ;)


  
Zdjęcie stare, ale tak zazwyczaj wyglądam(y) przed komputerem :D