poniedziałek, 12 stycznia 2015

Ciążowe "zachcianki" i preferencje żywieniowe ;)


Moje drogie! Mam nadzieję, że pod postem pojawi się wysyp komentarzy z Waszymi własnymi historiami :)

Dawno temu, kiedy słyszałam o dziwacznych zachciankach kobiet w ciąży nie byłam w stanie zrozumieć, jak można jeść takie okropności. Naprawdę uważałam te historie o ogórkach kiszonych z nutellą za wyssane z palca. Oczywiście wszystko zmieniło się, kiedy zaszłam w ciążę.

Z brzuszek.net


Ja jestem o tyle dziwnym stworzeniem, że nie jestem w stanie zjeść większej porcji niż dziecięca. Po prostu nie mogę. Ale nie będę tu pisać o moich zaburzeniach odżywiania. W każdym bądź razie odkąd zaszłam  w ciążę zaczęłam jeść - i to było coś! Jadłam normalnie, czyli tyle, ile każdy człowiek. To było coś najbardziej zadziwiającego moich znajomych ;)

Miałam straszną "małpę" na owoce. Im kwaśniejsze, tym lepsze. W ostatnim miesiącu ciąży zjadałam 3 kilogramy pomarańczy DZIENNIE! Uwielbiam nadal te owoce, ale nie wcisnęłabym w siebie więcej niż 3 sztuki. Kiedy naszło mnie na frytki pochłaniałam 3 półmiski. Czyli około... 6 razy więcej niż obecnie. Nie wiem dlaczego, ale nie byłam w stanie jeść smażonej cebuli - np w sosach. Lubię bardzo, ale w ciąży smakowała jak zgniła. Bardzo źle czułam się po kapuście, która zazwyczaj jest mi obojętna. Teraz wszystko wróciło do normy, ale moje dziecko nie znosi cebuli, podobnie jak kapusty. Niektórzy mówią, ze właśnie jak się coś "odwidzi" nam w ciąży, to znak, że dziecko może tego nie lubić. Moja mama tak miała ze skórkami chleba w ciąży z moją siostrą, która nie je ich do teraz, a ma prawie 20
lat! :)

Ogólnie nie świrowałam jakoś szczególnie na punkcie diety. Moje "poranne mdłości" towarzyszyły mi do 8mego miesiąca (przekichane...), więc musiałam uważać, żeby rano nie jeść nic drażniącego. Głównie to jakieś jogurty, bo chleb odpadał ze względu na kwaśność. Dopiero w późnej porze obiadowej byłam w stanie zjeść cokolwiek. A jadłam mnóstwo owoców, dobrze doprawione mięska, ryże, makarony, nie stroniłam od słodyczy, raczej tak jak teraz, tylko trochę więcej :P
Ważyłam 39kg, schudłam do 36kg, w dzień CC miałam 53 kg. Mało, ale ja z natury jestem drobna, więc nie posądzajcie o nie wiadomo jakie anoreksje, do których naprawdę mi daleko ;)


Ale przejdźmy do meritum - do zachcianek :D
Wcześniej wspomniałam o kwaśnych owocach - czułam większą ochotę na kwaśne, niż słodkie. Nie znoszę śledzi, a wówczas je pochłaniałam. Hm... Jak naszło mnie w styczniu na shake'a i hamburgera z MC, to nie było zmiłuj :P Frytki zdarzało mi się maczać w jogurcie truskawkowym - było pyszne! Chociaż teraz raczej nie zaryzykuję powtórki :P Jestem ciekawa, jakie dziwne zachcianki dopadały Was - bo ja nie mam na koncie nic epickiego - najdziwniejsze dla mnie samej jest to, w jakich ilościach jadłam!


Mam do was prośbę. Oprócz odpowiedzi w komentarzach, wypełnijcie też ankietę ukrytą pod poniższym linkiem, bardzo się nam to przyda! :)

http://www.interankiety.pl/interankieta/8dc869d3b3be82d3053291328359ce7d

Czekam na Wasze odpowiedzi!!! :)