wtorek, 2 grudnia 2014

Witaj, Grudniu.


Ostatnie dwa miesiące minęły mi jak z bicza strzelił. Mówię absolutnie poważnie - miałam tyle zajęć "nadprogramowych", że dopiero w niedzielę, po powrocie z Warszawy usiadłam i pozwoliłam umysłowi przyjąć do wiadomości, że od dwóch miesięcy nie miałam chwili oddechu. Kocham taki twórczy pęd - czuję, że żyję na 100% i to właśnie sprawia mi największą frajdę.

Jednak czas zwolnić. Czas się zatrzymać. Pomyśleć przez sekundę, że do Świąt Bożego Narodzenia zostało nie więcej, niż 3 tygodnie. Co roku o tej porze miałam już dokładnie zaplanowane prezenty dla wszystkich - w tym roku nie zdążyłam się nad tym zastanowić. I to wcale nie chodzi o jakieś "niewiadomoco". Po prostu przestało mi sprawiać frajdę kupowanie gotowych prezentów - dla najbardziej wyjątkowych osób czuję się zobowiązana wykonać jakiś handmade. Nie, żebym była jakaś szczególnie w tym dobra, jednak czuję, że wkładając w tworzenie danej rzeczy swój czas, emocje, serce i starania, daję coś więcej, niż sam fizyczny podarek. Wbrew pozorom w tym roku sprawiło mi trudność znalezienie klimatycznego prezentu. Takiego, na który mnie stać oczywiście, bo gdybym spała na euro, z pewnością uszczęśliwiłabym kilka osóbek tym czy owym.

Tak czy siak - ważne, że mam pomysł. Ponoć to 50% sukcesu :P Jednak zobaczymy, czy cokolwiek z moich starań wyjdzie.

Synek to póki co jedyna osóbka, dla której upominki są skompletowane, zgodnie z napisanym listem do św. Mikołaja. Ponadto może uda mi się uszyć mu obiecaną maskotkę Totoro.

Czy Wy już myślicie o świętach? O prezentach?
W zeszłym roku poświęciłam klimatycznym prezentom całą notkę.
W tym roku zachęcam - zróbcie coś od siebie :)

OFF TOP:
Wiecie, tak się zastanawiam, czy jest sens pisania tu relacji z Balu Królestwa Polskiego 1830r. na którym byłam. Nie chcę odbiegać poza tematykę bloga, może powinnam założyć bardziej prywatnego bloga? Zdecydujcie Wy, moi drodzy czytelnicy.