środa, 1 października 2014

Rozmowy na trudne tematy - "Mamo, czy ja kiedyś umrę?"


Dziecko moje - wyjątkowe, oryginalne, ze sporą jak na 5cio (i pół - obraziłby się, jakbym tego nie napisała;>) latka dawką melancholii. Nie wiem, czy to pogoda tak na niego działa, czy odziedziczył po mnie nadwrażliwość, ale wczoraj naszło go na rozmowę o śmierci. 

Zdjęcie mojego autorstwa


Wałkujemy ten temat przy okazji wizyt na cmentarzu (nie są one zbyt częste). Pierwszy raz zapytał "co to jest?" mając na myśli groby w wieku chyba 2 lat i kilku miesięcy. "A po co? A kto tu leży? A dlaczego się zakopuje/przynosi kwiatki?" - kiedy był mniejszy, odpowiadałam tak prosto, jak się da.
Teraz pojawiają się nieco trudniejsze pytania. Spróbuję przytoczyć Wam naszą wczorajszą rozmowę - możecie oceniać ją jak chcecie, nie jestem przecież psychologiem; przedstawiam tu swoją wiarę, przekonania i światopogląd, z którym każdy ma prawo się nie zgodzić.


K: Mamo, a czy ja kiedyś umrę?
Ja: Wszyscy kiedyś umrzemy Króliczku. Ale nie musisz teraz się tym martwić.
K: Ale ja nie chcę. Kiedy to się stanie?
J: Sądzę, że za sto lat, jak będziesz bardzo starym dziadziusiem. Wtedy po prostu zaśniesz.
K: Umieranie jest jak zasypianie?
J: Chyba tak. Tylko zamiast się obudzić, Twoja dusza frunie do Nieba.
K: Jak jest w Niebie?
J: Myślę, że całkiem fajnie :)
K: I będę zakopany na cmentarzu?
J: Ty nie, Ty będziesz w Niebie, na cmentarzu zakopuje się tylko ciało. Ciało jest tylko takim ubrankiem dla duszy, a w Niebie nie jest ono potrzebne.
K: Dlaczego?
J: Chyba byłoby tam trochę ciasno :)
K: Ale ty nie umrzesz?
J: Umiera tylko ciało. Dusza z Nieba pomaga wszystkim, których kocha. Bo kochanie się nie kończy.

K: A pamiętasz jak widzieliśmy "umarniętego" ptaszka? On jest w niebie?
J: Pewnie jest, nie wiadomo, może zwierzątka też idą do nieba :)


Rozmowa skierowała się na tory okołozwierzaczkowe, nie ma zatem sensu jej dalej cytować. 

Tak sobie myślę, czy właściwe jest rozmawianie z dzieckiem o takich sprawach. Ja sądzę, że śmierć - skoro jest przeciwieństwem narodzin, również zasługuje na poświęcenie uwagi. Aspekt biologiczny, religijny, etyczny - to już zależy wyłącznie od nas. Czasem zdarza się takie nieszczęście, że ktoś bliski umiera i dopiero wtedy pogrążeni w smutku tłumaczymy dziecku co się stało. Ale skoro maluchy pytają, chyba warto odpowiedzieć. A może źle zrobiłam, może należało zapewnić - "Nie, nigdy nie umrzesz, ja też nigdy nie umrę" - aby nie robić dziecku przykrości?
Powyższa rozmowa jednak wcale nie była przykra dla mojego dziecka. Była normalna. Nie chodzi tu przecież o to, żeby wziąć maleństwo na kolana i oznajmić: "Piotrusiu, dziś porozmawiamy o umieraniu", tylko żeby wykorzystać naturalną dziecięcą ciekawość do przekazania jakichś wartości.


Macie za sobą podobne rozmowy? Jak sobie z nimi poradziliście?
Może macie dla mnie jakieś rady na następny raz?