poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Kłamstwo w dobrej wierze - czy aby na pewno warto.


Kłamiemy dzieciom. Często. Aby oszczędzić przykrości, kłopotów, zaoszczędzić czas, osiągnąć własne cele, z lenistwa. Kłamiemy.



Każdy z nas wie, że kłamstwo jest złe, ma krótkie nogi, prędzej czy później się wyda. Przykłady z życia wzięte:

- Mamo, czy szczepionka będzie bolała?
- Skąd, nic nie poczujesz, nic a nic nie boli, obiecuję.

Będzie czuć. Może zaboleć.

- Mamo, czy pani będzie mi wiercić robaczka w ząbku?
- Nie, na pewno nie będzie, tylko go zobaczy.

Jeżeli robaczek jest duży, trzeba będzie go wywiercić.

- Gdzie jest dyduś?
- Zgubił się/popsuł.

Jest ukryty, bo czas się z nim rozstać.

Chcąc oszczędzić lęku, stresu, osładzamy dzieciaczkom niekoniecznie przyjemne dla niego chwile. Tylko czy słusznie? Oczywiście, naszą pobudką jest tylko i wyłącznie dobro i komfort psychiczny, chęć pocieszenia. Tylko później, kiedy dziecko jednak odczuwa ból, o którym zapewniliśmy je, że go nie będzie, na kim zawiedzie się nasze dziecko? Przez kogo poczuje się oszukane? Mama obiecała, że nie będzie bolało. Obiecała, a jednak bolało. Mama mówiła, że smoczek się zgubił, a ja znalazłem go w pojemniczku w łazience, jest tam wysoko, widziałem, jak mama szykowała ręczniczek. 

Wyobraźcie sobie, że wam ktoś obiecuje cudowne chwile w wesołym miasteczku, nastawieni czekacie aż Was tam zabiorą, jednak zamiast w wesołym miasteczku zatrzymujecie się u lekarza, mama się uśmiecha, jakaś pani kłuje w rękę - to boli! A gdzie wata cukrowa, karuzela? Za chwilę - odpowiada mama ocierając nam łzy. Tak? Miała być wycieczka, było kłucie i ból, to ja już nie chcę do wesołego miasteczka, wszyscy mnie oszukali!

Czasem nie warto kłamać, bo przyniesie to odwrotny skutek. Dzieci nie są głupie, więc ich tak nie traktujmy. Nie rozumieją wiele rzeczy, ale nie są głupie. Trudno będzie zbudować zaufanie inaczej, jak właśnie na szczerości w tak małych, codziennych sprawach.

Ja mówię Jakubowi, że coś może być bolesne, nieprzyjemne, jeżeli faktycznie takie może być. Nie ma co idealizować zastrzyków, skoro nie są przyjemne nawet dla nas, dorosłych. Czasami psychiczna gotowość pozwala pokonać stres o wiele łatwiej i szybciej. Póki co się sprawdziło. Zobaczymy, jak rzutować to będzie na nasze przyszłe relacje.

Jak Wy radzicie sobie z takimi sytuacjami?