niedziela, 20 lipca 2014

Nie straszcie nami dzieci!!!


Opowiem wam sytuację, która przytrafiła mi się wczoraj rano.

Czekając na moją prywatną szoferkę (Aniu pozdrawiam, bo wiem, że czytasz;)) zauważyłam, że chodniczkiem idzie pani Babcia. Pani Babcia usiłuje - to dobre słowo - prowadzić swoją 1,5 roczną wnuczkę Zuzię, która wybitnie woli chadzać swoim własnym tempem i własną drogą. Stoję po drugiej stronie ulicy. Mam na sobie zwykłą, prostą, długą i oczywiście czarną suknię, oraz torbę z pajęczyną. Żadnego outfitu rodem z Castle Party, żadnego szatana.

Pani Babcia koniecznie chce, żeby mała Zuzia szła tam, gdzie ona chce. Bezradnie patrzy na mnie, uśmiecha się głupkowato, jej wzrok mówi "Nie, ja sobie świetnie radzę, wcale nie ciągnę jej za mocno za rączkę". Zuzia wybitnie NIE CHCE tuptać dalej, chce pooglądać mróweczkę. Co mówi Pani Babcia?

- Chodź Zuziu prędziutko, bo cię ta czarna pani zabierze!

Co robi "czarna pani"? W myślach każe się cieszyć Pani Babci, że stoi po drugiej stronie ulicy. Wścieka się i głośno mówi, że nie życzy sobie straszenia dziecka swoją osobą. Pani Babcia śmieje się "Haha, no wie pani, to taki żart". "Czarna pani" jednak jest osobą wybitnie pozbawiona poczucia humoru w takich sytuacjach. Wybitnie. Twardo żąda, aby taka sytuacja się więcej nie powtórzyła, bo to wstyd, żeby tak się zachowywać w tym wieku. Pani Babcia odchodzi z głupim uśmieszkiem porażki dalej usiłując prowadzić Zuzię. Podjeżdża prywatna szoferka.


Do jasnej ciasnej, ludzie, opanujcie się!!!
Czujecie się lepiej, strasząc swoje dzieci, wnuki? Tylko dlatego, że pani ma czarną sukienkę? Genialna lekcja tolerancji.