poniedziałek, 31 marca 2014

Pożegnanie ze smoczkiem.


Dla wielu mam to ciężki problem - jak odzwyczaić swoje dziecko od ciuciania smoczka.
Dlaczego? Bo to jedna z tych spraw, na które społeczeństwo kładzie duży nacisk. Teksty w stylu "Co?! Twoje dziecko ma 3 lata a jeszcze ma smoczka?! Nienormalna jesteś?! Próchnica, krzywy zgryz (tu wstawcie naukowy wykład o udowodnionej szkodliwości ssania smoczka)...".

Ech. Młoda mama strasznie stresuje się słysząc takie rzeczy. Przecież z jednej strony chce dobrze, dba o higienę buzi, kombinuje jak może, żeby dziecko zapominało o smoczku, ale z drugiej strony... Przecież to najlepszy kumpel dziecka! Najbliższy przyjaciel, który zawsze uspokoi, pocieszy, który należy wyłącznie do maluszka. 




Istnieją rożne metody odzwyczajenia dziecka od smoczka. Jedną z nich jest "Dyduś się zgubił".
Wiele osób ją praktykuje. Dziecko poszukujące smoczka dowiaduje się, że zginął/zgubił się/został u.../popsuł się. W rzeczywistości albo został wyrzucony, albo ukryty gdzieś, gdzie dziecko nie znajdzie. Najczęściej kończy się płaczem i tęsknotą dziecka, stresem rodziców, którzy rozdarci czasem ulegają dziecku i albo oddają smoczek, albo pędzą do apteki po nowy. 



Ja osobiście nie pochwalam tej metody, chyba, że smoczek faktycznie się zgubi. Nie znoszę oszukiwania dziecka w wielu kwestiach. 


Przede wszystkim, trzeba zwrócić uwagę na to, czy dziecko jest faktycznie gotowe na to rozstanie. ABSOLUTNIE NIE WOLNO ZAWSTYDZAĆ DZIECKA słowami "Fe, taki duży, a ma smoka". Dziecko musi samo dorosnąć, podobnie jak do kwestii nocnikowej i jako rodzice możemy wyłącznie obserwować i sugerować dziecku taką zmianę, pokazywać, że istnieje opcja na spanie bez kolegi w pyszczku. 


Ja zauważyłam, że od pewnego momentu smoczek był potrzebny synkowi tylko do zasypiania. W ciągu dnia był skrzętnie ukryty, żeby nikt nie widział - dziecko samo zaczęło się wstydzić, dojrzało do tego i zaobserwowało, że większe dzieci, dorośli ze smoczkiem nie wędrują, że to atrybut bobaska. Zatem kolega "Ciuciak" ujawniał się dopiero przy zasypianiu, po którym znikał z buzi dziecka z pomocą mamy. To uświadomiło mi, że synek już go nie potrzebuje, a po prostu jest do niego przyzwyczajony.



Co zrobiłam?

Zazwyczaj nie do końca się zgadzam z radami SuperNiani, ale jedna ze stosowanych przez nią metod idealnie pasowała dla mojego dziecka. Otóż: To był dzień trzecich urodzin mojego synka. Podekscytowany, szczęśliwy szykował się do spania. Powiedziałam mu, że nadszedł czas rozstania ze smoczkiem. Przez cały dzień słyszał, że jest już taki duży, więc nie musiałam już go o tym zapewniać. Opowiedziałam bajkę o Smoku, który zabiera smoczki do smoczkowej krainy. Są mu bardzo potrzebne. Wędrując po świecie i zbierając dziecięce dydusie zostawia im w zamian prezencik. Wyszukaliśmy z synkiem torebkę prezentową, włożyliśmy doń smoczka i powiesiliśmy  na klamce drzwi wejściowych. Synek pożegnał się, pocałował smoczek na do widzenia i poszedł spać. Wiecie co się stało? Smok zabrał smoczek! A w zamian zostawił klocki lego! ;)
Brzmi baaardzo "wróżkowo zębuszkowo", ale było skuteczne. Synek nie uronił ani jednej łezki za przyjacielem - przeciwnie, chwalił się, że był taki dzielny i że dostał od Smoka klocki. 


Przyznam, że szalenie się bałam kolejnych wieczorów, ale nie było czego. Synek spokojnie zasypiał. Wspominał swojego smoczka, zastanawiał się cóż on w tej krainie porabia. Ale bez żalu czy tęsknoty, po prostu był gotowy na rozstanie, należało mu to jedynie zasugerować.


Nie twierdzę, że to metoda cud. Jednak u mnie się sprawdziła. A jak Wy poradziłyście sobie z tym wyzwaniem? Jak reagowały maluchy?