środa, 18 września 2013

Pora umierać, albo udowadniam, że nie jestem Buką. :P - notka autorstwa Drzoanny

Notkę dodajemy za pozwoleniem Joanny 'Drzoanny' Kolago. Zapraszamy do wyrażania swoich opinii.

"Opisałam tu smutny, aczkolwiek mam nadzieję, że rzadki przypadek, w ramach udziału w dyskusji na temat, jak nas oceniają dzieci, jakie wnioski wyciągają patrząc na nasz ubiór i gadżety - i dlaczego."

Taka sytuacja.
 Na zajęcia przyszła dziś matka z 6klasistą, przyprowadziła, bo to pierwszy raz. Witamy się grzecznie, w progu żartuję, że tak letnio, koszulka, krótkie spodenki - a już jesienny chłodek, przecież wrzesień, nauka - no w ogóle.
Zapraszam miło do pokoju, siadają , a ja omawiam z matką warunki, ona pokazuje mi książki syna, jakieś zadania, że procenty - trudna sprawa... ale chłopiec zaczyna zachowywać się dziwnie, siedzi jak słup, nic nie mówi, matka sama grzebie w jego książkach .... myślę naiwnie, nieśmiały, to nawet lepiej, bo nienawidzę chamskiej gimbazy... ale on zaczyna poszeptywać coś matce na ucho...  mówię, że spokojnie może na głos, żeby się nie wstydził, że jak ma jakieś pytania to oczywiście, jak najbardziej .
I - kurde - chłopak, wciąż tylko mamie na ucho, że nie chce do mnie przychodzić .
Że się boi.
Boi się tej pani na czarno .
I boi się tych plakatów, i tej muzyki.
A byliśmy w pokoju gościnnym, tym z Lacrimosą - w drugim, gdzie normalnie pracuję i przyjmuję uczniów, wiszą metalowe i gotyckie plakaty, a więc Manson, R+ z Tillem uśmiechającym się upiornie, Apoptysie, Sirenia, Tiamat, straszą te o CGN i EP,  straszą potwory z Deathcamp Project i Theriona, upiory z Bratrstva Luny, Kurt Cobain z petem, Siostrzyczki na czerwonym tle - i jeden, na osłodę, słabo straszący Marillion.
A - i reprodukcja Beksińskiego, ale bez szkieletów. I dla równowagi - Royo, wyjątkowo niemroczny.
No a chłopak siedzi w salonie, naprzeciw pianina, na pianinie ołtarzyk lacrimosowy, figurka arlekina, na ścianach postery, reprodukcje okładek albumów, portrety Tilo, przepiękne logo Lacrimosy z kurtyną teatralną, własnoręcznie wykonane przez Monikę.
Żadnych trumien, pentagramów czy odwróconych krzyży ( w przedpokoju nad lustrem nawet wisi pamiątkowy, zabytkowy krucyfiks, jakby kto pytał).
Dla rozładowania atmosfery opowiadam o smoczym komputerze i kolekcji maskotek - chłopak nawet nie chce ich obejrzeć - płacze, wczepiony z całej siły w matkę.
Szlocha.
Jestem w kompletnym szoku, bo pierwszy raz mi się coś takiego przydarzyło - przychodziły dzieciaki młodsze nawet, ale nigdy żaden tak nie zareagował.
W głowie pustka, kołacze się jedynie pytanie, skąd taki dziwny strach, a może to raczej wina wrażliwości i jakiejś przedelikatnej konstrukcji psychicznej....  siedzę przerażona, że może zrobiłam coś nie tak. Matka próbuje ratować sytuację, tłumaczy dzieciakowi, że ludzie słuchają różnej muzyki, pytam więc chłopca - jakiej on słucha.
On rzuca mi w twarz, aczkolwiek przez łzy  :  " ja słucham NORMALNEJ !!!
 Buty mi spadają, ale spokojnie pytam - znaczy takiej, jaka leci w radio, tak?
I słyszę " Hip hopu"...
Niezrażona odpowiadam, że też słucham hip hopu, rapu, itp, że Peja, Kaliber44, takie tam. Że ulega stereotypom zapewne, że słuchanie określonego gatunku muzyki nie świadczy o tym - jakim jesteś człowiekiem, że możesz słuchać metalu i  być dobrym i wrażliwym, a disco polo  -  mądrym oraz wykształconym ( no tu trochę przesadziłam dla potrzeby argumentacji ).
Ale to nie pomaga, chłopczyk z twarzą w biuście mamy tylko szlocha i kręci głową.
Więc ja - pełna profeska.
Próbuję dać mu trochę czasu. Zapraszam jego mamę do drugiego pokoju, pokazuję, że nie ma narzędzi tortur, ale komputer ma taką niesamowitą obudowę, pokazuję miśki i tygrysy wokoło, opowiadam o recenzjach płyt i pokazuję kolekcję cidików, pani rozpoznaje plakat z Marillionem, gadamy o koncercie kilka lat temu na Wiankach.
Wracamy. Dzieciak już nie szlocha, ale nadal sztywny, pytam, czy nie zmienił zdania, kręci tylko głową.
Stwierdzam więc, że akceptacja nauczyciela przez ucznia jest jednak priorytetem, chłopiec duka w stronę mamy, że tak, Ty teraz będziesz na mnie krzyczeć, ja proszę, żeby tego nie robiła, że zapewne odżyły w dziecku jakieś złe skojarzenia ( choć wciąż kołacze się pytanie, dlaczego "swoją" muzykę nazwał normalną, a mojej, choć o Lacrimosie nie słyszał w życiu - tej normalności odmówił....  dwunastolatek sam sobie wymyślił taki podział? Osądził na podstawie czego - "skunksa" na głowie Tilo? Ktoś musiał mu to podpowiedzieć, wskazać schematy myślenia, kto?  )
Matka nieustannie przeprasza, ja spokojnie - że naprawdę nic się nie stało, że zdarzyło mi się to pierwszy raz w długiej karierze nauczyciela, ale staram się zrozumieć i absolutnie nie naciskam na swoją kandydaturę. Jeśli chłopiec zmieni zdanie - z radością go przyjmę, ale z dzisiejszych zajęć to już chyba nic nie będzie.
Matka wciąż przepraszając pakuje rzeczy chłopca, mnie jest niesamowicie źle i przykro, ale nadrabiam miną, bo ten biedny dzieciak jest ważniejszy.
Ktoś mu chyba nakładł do głowy jakichś kretyńskich schematów, może naoglądał się horrorów - no nie wiem.
Na pożegnanie bez trudu i żadnych nacisków podaje mi rękę, co odnotowuję jako sukces pedagogiczny.
Wychodzą - a ja wciąż stoję w przedpokoju osłupiała.
Mogłam zapytać chłopca - czemu się boi, skąd wnosi, jaki to rodzaj muzyki ( po arlekinie?) i skąd w ogóle pomysł, że muzyka może być "zła" czy "straszna"  - ale za mocno mnie zatkało.
Bo pierwszy raz miałam do czynienia z tak jawną dyskryminacją swojej muzyki i subkultury w wykonaniu 12latka.
Rany.
No i tak tworzy się legenda - po dzielni pójdzie fama, że tu jakaś czarownica wabi dzieci... a mogłam się ubrać na różowo, kurde.

PS: Tak mi przyszło do głowy, pewnie bez związku - ktoś wie, o czym było dzisiejsze niedzielne kazanie?

PS 2. Ta notka jest pozbawiona emotikonów, tak eksperymentalnie :) mam nadzieję, iż mimo to uda się Wam  doczytać moje intencje, gdzie żartuję, a gdzie na poważnie - podobno kiedyś emotki nie były potrzebne, a ja teraz sama bez nich żyć nie mogę, jejku  :D