niedziela, 1 września 2013

"Niebywałe! Szatanistka kocha swoje dziecko!"


Witajcie!

Przyznaję szczerze – miałam przygotowane kilka notek do przodu – luźnych, zapoznawczych, takich na delikatny początek. Jednak skoro przybywa Was z dnia na dzień, darujemy sobie podchody i ruszamy z wielką pompą!
No, chyba, że ktoś jest wybitnie ciekawy kim są Adminki i chciałby coś w rodzaju notki zapoznawczej :P

Kochani moi, dzisiaj podzielę się z Wami taką średnio fajną historią, jaka mnie spotkała.
Na początku czerwca tego roku, czekałam wraz z synkiem na przystanku PKS. Ubrana jak to ja – po gotycku. Ludzi było dość sporo, usiąść nie było gdzie, przycupnęłam więc z Młodym na krawężniku. Podtuptał do nas dwuletni chłopczyk. Uśmiechał się, pożyczył od mojego synka miecz-zabawkę (wracaliśmy z pikniku średniowiecznego). Spacerował, kręcił się po chodniku. W końcu jego matka zabrała go, posadziła na siłę obok siebie, wyrwała z rączek miecz i oddała mnie z pogardą. Myślę sobie – no ok, może ma gorszy dzień. Jednak owa pani chyba nie została poinformowana o czymś takim, jak bunt dwulatka, gdyż każdy protest malucha wywoływał u niej atak furii. Chłopczyk był grzeczny – ciekawsko spacerował, przecież to logiczne, że nie usiądzie w milczeniu. Im bardziej zwracano jej uwagę, tym bardziej warczała. Po publicznym półgodzinnym wylewaniu swych frustracji na malucha,  owa pani wsiadła w autobus i odjechała. Puentą historii jest zdanie jednej ze statecznych babć, jakie siedziały na przystanku:
„Patrzcie, to nawet Szatanistka na swoje dziecko tak nie wrzeszczy…”

Opadły mi witki. Szczerze. I choć minęło kilka miesięcy, sama nie wiem, jak skomentować tę wypowiedź. Z jednej strony to dobrze, że pewne wątpliwości owej babci wobec „SZatanistycznych mam” się rozwiały, ale dlaczego tak przykrym kosztem jak płacz tego malca.

Mieliście może jakieś bardziej pozytywne możliwości udowodnić nietolerancyjnemu społeczeństwu, że jesteście wspaniałymi rodzicami, nie i nie jest ważne jak wyglądacie?