sobota, 28 września 2013

Bajeczka o Nietoperku.

Oto bajeczka napisana przez adminkę Adę jakiś czas temu. Może i Wam/Waszym dzieciom się spodoba. Wy również możecie pochwalić się swoimi opowiastkami, chętnie je u nas upublicznimy :)





           

N I E T O P E R E K

 

            Głęboko w lesie była wielka grota. A w tej grocie mieszkały całe rodziny nietoperków. Było ich bardzo wiele, tak wiele, że nikt nie zdołałby ich policzyć. Pewnego dnia, jeden z nich, o imieniu Gacek, postanowił że opuści zatłoczoną grotę i powędruje w świat. Zawsze chciał zobaczyć najdalsze zakątki i poznać najrozmaitsze zwierzęta. Gacek był małym nietoperkiem – nie wiedział właściwie, czy da sobie radę. Miał przecież niewielkie delikatne skrzydełka i bardzo wrażliwy mięciutki brzuszek, pokryty milusim futerkiem. Marzenia o podróżach przegnały jednak wszystkie obawy. Gacek wyruszył w świat.

      Najpierw leciał przez gęsty las, w którym się wychował. Mijał rozłożyste korony drzew,  przez które tak pięknie prześwitywały promienie słonecznego poranka. Spotykał znajome ptaki i leśne zwierzątka. Niektóre pytały, dokąd zmierza i smuciły się słysząc, że leci bardzo daleko.

- Powodzenia! - żegnały go ich okrzyki. Wszystkie bowiem zwierzęta w lesie przyjaźniły się z tym wyjątkowym nietoperkiem. Dlatego smutno im było, że odlatywał.
 
     Leciał przez łąki i pola. Tych miejsc już nie znał, nigdy tak daleko nie odlatywał. Był bardzo szczęśliwy, widząc tyle nowych rzeczy... na polach kołysały się złociste zboża, a łąki obsypane były kolorowymi kwiatami. Kwiaty pachniały i wabiły swoim pięknem. A jednak przeleciał nad nimi i pomknął dalej.

      Niebawem doleciał do gospodarstwa, w którym mieszkali ludzie. Dla Gacka było to naprawdę dziwne miejsce. Przypominało mu trochę leśne mieszkania, bo tylko takie znał i nie mógł sobie z niczym skojarzyć prostokątnej stodoły, ani domku ze skośnym dachem. Gdy podleciał bliżej, napotkał wesołego wróbelka. Miał na imię Bodzio. Wyjaśnił Gackowi, że w tym miejscu mieszkają ludzie i ich zwierzęta. Nietoperek jednak chciał wszystko sam zobaczyć.

- To przyjazne miejsce, pełne ciekawych zwierząt. Musisz jednak uważać, bo nie wszystkie są uprzejme. Gospodarstwa pilnuje ogromny pies, bardzo groźny...

      Gacek jednak nie słyszał już ostrzeżeń Bodzia. Mknął w dół, prosto na podwórko. Szybko pożałował swojej pochopności. Na podwórku natrafił na ogromnego, kudłatego psa. Pies nie był zbyt przyjazny i bardzo głośno szczekał. Gacek przestraszył się i próbując odlecieć jak najszybciej, przekoziołkował w powietrzu. Pies, jak to pies, po prostu pilnował podwórka. Lecz skąd mógł Gacek o tym wiedzieć?

     Przestraszony poleciał do stodoły, gdzie znalazł cień, ciszę i spokój. Zawiesił się, jak na nietoperza przystało, na belce tuż pod dachem. Spoglądał teraz spokojnie na wnętrze stodoły, przyglądając się każdej rzeczy po kolej. Wszystko było dla niego nowe. Siano, traktor i te dziwne narzędzia ludzi. „Kim jesteś?” - zapytał kot siedzący na tej samej belce. Oszołomiony nietoperek omal nie spadł, nie  zauważył nawet kiedy kot się podkradł. Uspokoił się jednak i łagodnie odpowiedział:

-Jestem Gacek, a Ty?

-Ja mam na imię Loki. Rzadko przylatują tu nietoperze. Pewnie przylatujesz z daleka....

-Leciałem przez łąki, przez pola, minąłem las. Przyleciałem z mojej rodzinnej groty. Wiesz, gdzie ona jest? Taka ogromna, ciemna grota w środku lasu. Mieszka tam cała moja rodzina. Nawet wujkowie od strony taty i kuzynki mamy...

-Nie jestem pewien, gdzie jest twój dom. Nie zapuszczam się zwykle tak daleko. Biegam po polach, ale do lasu nie wchodzę. Podobno jest tam strasznie.

-Co może być strasznego w lesie?

-Hmmm....no.... nie żebym ja się czegoś bał.. bo ja się nie boję niczego. Tak tylko na wszelki wypadek tam nie wchodzę. Co taki mały nietoperek jak ty, robi tak daleko od domu?

-Chcę zobaczyć świat. Słyszałem wiele o rozmaitych krainach. Muszę je w końcu sam zobaczyć! Słyszałeś może te opowieści o ludziach? I o tych ich wielkich zwierzętach? Podobno niektóre mają łaciate plamy i muczą. Inne gęgają, a jeszcze inne kwaczą.

-Och, mój mały przyjacielu... Nie musiałem słyszeć o ludziach, bo żyję wśród nich. Głaszczą mnie, kiedy tylko zechcę. Dają mi mleko i różne smakołyki: a to kawałek szyneczki się trafi, a to jakaś rybka. Mniam, mniam... Jeśli chodzi o ich zwierzęta, to mogę ci je pokazać – wszystkie są tutaj. Tylko musisz uważać na psa.

-Tak, wiem, już go zdążyłem poznać... -nietoperek skrzywił się na samo wspomnienie o tym zdarzeniu.

     Loki zwinnie przeskakując po belkach stodoły, zszedł na ziemię. Gacek pofrunął za nim. Opuścili stodołę i udali się w kierunku łąki. Stało tam kilka muczących, łaciatych krów. Dla Gacka była to zupełna nowość, chciał przyjrzeć im się z bliska, ale ostrzeżony przez kotka tym razem nie podleciał do nieznanego zwierzęcia. Potem Loki pokazał nietoperkowi jeszcze konie i gęsi, a nawet kury i kurczęta. Gacek był oczarowany. Bardzo jednak chciał poznać ludzi, o których mu kotek tyle opowiadał. Wyobrażał sobie, że muszą to być wspaniałe istoty, skoro są takie miłe i opiekuńcze wobec kotka.

- Wiesz – mówił kotek - ludzie nie mają kopyt ani łap. Mają za to ręce, które służą do głaskania i szmerania za uchem. Mają też nogi, które służą do chodzenia, gdy mają przynieść mi mleko i wlać do miseczki. Poza tym, posiadają wygodne kolana, na których mogę się położyć, żeby mnie głaskali. Ludzie nie wydają takich dźwięków, jak inne zwierzęta – oni mają miły głos, potrzebny im, gdy mnie wołają na jedzonko.

     Nadchodził już wieczór, kiedy zbliżyli się do domu, w którym mieszkała rodzina ludzi. Zajrzeli najpierw przez okienko. Gacek obaczył pięknie umeblowany pokój z kominkiem, a w nim czworo ludzi: wysokiego mężczyznę w okularach, który czytał gazetę, obok niego siedziała niska kobieta o krótkich blond włosach. Czytała niewielką książeczkę. Oboje siedzieli na kanapie oparci o siebie. Na fotelu obok znajdowała się mała dziewczynka, bawiła się lalką. Zarówno ona, jak i laleczka miały na sobie rozłożyste sukienki w kwiatki. Niedaleko niej, na miękkim dywanie siedział chłopczyk i bawił się swoim drewnianym samochodzikiem.

     W pewnym momencie dziewczynka oderwała wzrok od lalki i spojrzała w stronę Nietoperka...

Przestraszył się trochę, lecz nie odleciał. Ciekawość była silniejsza od strachu. Przyglądali się sobie przez chwilę,po czym dziewczynka odłożyła delikatnie lalkę i powolutku podeszła do okienka. Gacek już chciał odlecieć, ale Liki powstrzymał go mówiąc, że ludzie nie zrobią mu krzywdy. Okno uchyliło się i  usłyszeli milutki głosik:

- Witaj Loki.  Och, a któż to? Kogo mi przyprowadziłeś? Jak Ci na imię? Ja jestem Kasia. -  to powiedziawszy uśmiechnęła się do nietoperza. Ten chciałby coś powiedzieć, lecz ludzki język jest zbyt trudny dla takiego małego stworzonka. Uśmiechnął się więc tylko, a kot w tym czasie zamruczał wesoło i zaczął się przymilać do Kasi. Pomyślał więc Gacek, że tak się właśnie porozumiewać należy z ludźmi. Zaczął zatem naśladować kota i choć mruczeć nie potrafił, to przymilanie wychodziło mu całkiem nieźle.

- Och, jaki jesteś milutki! Jaki masz miękki brzuszek! - Kasia była zachwycona zwierzątkiem, którego nigdy wcześniej nie widziała. Wzięła go więc na ręce i pobiegła do mamy – Mamusiu, mamusiu! Zobacz, mam mysz ze skrzydłami!

- Pokaż – rzekła mama odkładając książkę. Tata i braciszek dziewczynki również byli żywo zainteresowani Gackiem. Mama przyjrzała się mu i oznajmiła:

- To nie jest żadna mysz ze skrzydłami tylko nietoperz, kochanie. Uważaj na niego, nietoperze mają  strasznie delikatne skrzydełka!

- Czy mogę go zatrzymać? Będę się nim opiekować! - Kasia aż drżała z przejęcia. Nie wiedziała, co prawda, jak się takim stworzonkiem zajmować, ale uważała, że nie może być to zbyt trudne, skoro jest takie małe. Na to odezwał się tata:

- Przykro mi, ale nie możesz go zatrzymać. Nietoperza nie można hodować jak chomika albo świnkę morską. One najlepiej mają się na wolności. Byłby nieszczęśliwy, gdybyś go tu zamknęła.

Dziewczynka zasmuciła się, ale braciszek ją pocieszał:

- Wiesz... może on będzie do nas przylatywał jak będziemy dla niego mili... może będzie nas odwiedzać?

- Naprawdę tak myślisz? Byłoby świetnie! - już uśmiechnięta zwróciła się teraz do mamy – Mamo, a może damy mu jeść? Myślisz, że lubi ciastka?

- Nie głuptasie, nietoperze jedzą owady. Sam sobie znajdzie jedzonko. Nie musisz się martwić. Możesz go pogłaskać, tylko pamiętaj, musisz go wypuścić, kiedy będzie chciał odlecieć.

- Dobrze mamo... - Kasia usiadła na fotelu i najdelikatniej jak potrafiła głaskała nietoperka. Bardzo mu się to spodobało. Tymczasem kot wskoczył mamie na kolana i mruczał domagając się, by jego również pogłaskano.

      Gdy zrobiło się już późno, Gacek opuścił delikatne dłonie dziewczynki, pożegnał się z Lokim i wyleciał przez okno w gwieździstą noc. Był bardzo szczęśliwy, a jednocześnie zmęczony wszystkimi wydarzeniami tego dnia. Poszybował więc z powrotem przez pola i łąki, a także przez las, aż do swojego domku. Gdy odpoczął już trochę, opowiedział braciom nietoperzom o swoich przygodach. Słuchali go ogromnie zaciekawieni i zadawali mnóstwo pytań. Zgodnie stwierdzili, że ta wyprawa była niezwykle odważnym czynem. Gacek jednak nie myślał o niej w ten sposób. Wyprawa ta była dla niego wyjątkowa, dlatego, że wiele się nauczył, ale też dlatego, że poznał nowych przyjaciół ...i dziewczynkę, która była dla niego taka miła. Myślał o niej często i po kilku dniach postanowił znów ją odwiedzić. Nie bał się już, bo znał drogę. Spotkał znajomego wróbelka, a potem także Lokiego i wreszcie spotkał na podwórku Kasię. Oboje bardzo się cieszyli z ponownego spotkania. Kasia znów mogła go przytulić oraz pogłaskać. Spędzili razem wiele czasu, poznając się przy tym nawzajem. Gdy jednak chciał odlecieć, dziewczynka nie zatrzymywała go, ufając, że znów powróci. Od tamtej pory nietoperek odwiedzał dziewczynkę często i stali się prawdziwymi przyjaciółmi.

 

K O N I E C